piątek, 10 listopada 2017

Dwie sekundy

Oscar Wilde w swojej powieści "Portret Doriana Graya" z typową dla siebie ironią stwierdza: "tylko ludzie płytcy nie oceniają według wyglądu".


 


Ocena. Kto dzisiaj czegoś nie lubi, komentuje, udostępnia? Wszyscy to robimy. No dobrze - prawie wszyscy. Ale pieczołowitość i systematyczność, z jaką do tego podchodzimy, jest jednakowo duża, niewyobrażalnie duża. To precyzja chirurga z niejednym tytułem.
W dobie internetu, mediów społecznościowych, telewizji oraz prasy, zwłaszcza tej z gatunku people, bycie "opiniotwórczym", to niemalże obowiązek. Posiadanie własnego zdania już nie wystarcza. Teraz, trzeba się tym zdaniem dzielić. Jedyne co uległo zmianie, to sposób w jaki jest przekazywane - niegdyś ustnie, dzisiaj w formie znaków. Informacja zwrotna jeszcze nigdy nie docierała do adresata tak szybko. I często!

W procentach zapisane


"Jak Cię widzą, tak Cię piszą". W 55% widzą, w 38% słyszą, a jedynie w 7 procentach skupiają się na tym co mówisz. Pierwsze wrażenie, bo o nim mowa, to szalenie istotna kwestia. W czasach gdy każdy z nas, mniej lub bardziej świadomie, dokoknuje tzw. selekcji, uznając kogoś za "bliskiego sobie", nie robi tego w oparciu o wyniki testu IQ, listę przeczytanych książek czy ostatnio obejrzaną sztukę. Niestety. Weryfikacji dokonuje na podstawie tego jak Ciebie i mnie widzi. Taksuje to jak wyglądasz i co masz na sobie. Uważnie obserwuje Twoje gesty i chód. Zanim skupi się na Twoim głosie, nie mówiąc już o sensie tego, co masz do przekazania, zdąży przejrzeć kilka innych aplikacji, kont, profili lub zwyczajnie, tak po prostu - zmieni kanał. Przepadło. Dwie sekundy minęły. Następny, proszę!

Cóż... Niezbyt to przyjemne, brutalne nawet, ale co zrobić? Obawiam się, że niewiele w tej kwestii jesteśmy w stanie zrobić. Wyłączyć? Nie kupować? A może nie klikać, nie pisać, nie tylko mówić, ale i myśleć? Otóż to! Odbiór się nie zmieni - tak było, jest i najprawdopodobniej będzie. CV tatuowane na ciele raczej nie stanie się "lekiem na całe zło". Jest jednak jedna rzecz na którą mamy wpływ. To jakość. Jakość naszych wypowiedzi. Niestety, z tym co wymagające jest mały problem - szybko się nudzi. Co więcej, z każdą sekundą traci na wartości, staje się coraz bardziej nieistotną kwestią. Ilość i szybkość wypiera jakość, która zanika bezpowrotnie. Dlaczego?

W świetle reflektorów


To proste. W pewnym momencie, nie wiedzieć jak, stosunek ekspertów do słuchaczy uległ drastycznemu zachwianiu. Widownia weszła na scenę. Wiedza, doświadczenie i klasa przestały interesować. Niczym kiepski serial, "zeszły" z ramówki po jednym sezonie. Czas antenowy trafił w ręce tych, którzy zdają się wiedzieć więcej i lepiej. Dlatego raczą nas swoimi przemyśleniami za dwa złote. Teraz każdy jest fachowcem. Wie, potrafii, doradzi. Udzieli głosu. Niekoniecznie wiedzy. Wielu z nas przypadł do gustu, łapek w górę było milion. Komentarzy - nie zawsze pochlebnych, ale to nic - było mnóstwo. Udostępnień jeszcze więcej. Liczby się zgadzają. To najważneijsze. A co z treścią? Phii... Konstruktywna czy nie, krytyka zawsze jest w cenie. W myśl zasady: nieważne jak, ważne żeby mówili, zawsze znajdzie się ktoś, kto się wypowie. Dorzuci swoje trzy grosze. Czy potrzebnie? A skąd. Na temat i sensownie? Błagam. Przecież można, każdy coś dał. To i ja dorzucę!


Q