środa, 3 sierpnia 2016

Tak już w życiu bywa, że coś się kończy, a coś zaczyna.




Może zabrzmi to dziwnie, ale ja naprawdę lubię pracować. Uwielbiam to robić! Oczywiście, że zdarza mi się marudzić, smęcić, mówić że boli, że ciężko, że już nie mogę. (Choć przyznaje, nie cierpię tego robić. Walczę z tym, a przynajmniej staram się to ograniczać...) Ale koniec końców i tak cieszę się, że mam 'pracę'. To, że mogę powiedzieć, że pracuję, że mam jakieś swoje projekty, współpracę - sprawia mi niewyobrażalną frajdę. Lubię tę "ilość".
Pamiętam jak byłem mały (no dobra - mniejszy, młodszy, zwał jak zwał ;)) i z podziwem słuchałem o tajemniczych 'projektach' moich "idoli". Jak ja wtedy chciałem móc powiedzieć, że mam swój projekt! #śmiech
Teraz, kiedy nareszcie mogę przejść od słów (a raczej "marzeń") do czynów cieszę się, że mogę zrobić to czy tamto, z tym i z tamtą, dla tamtej czy tamtego.
Świadomość miejsca w jakim się znajduję, jasno daje mi do zrozumienia, że szczęściu trzeba pomóc. A przynajmniej wskazać drogę. ;) Dlatego często sam podejmuję inicjatywę i próbuję znaleźć coś w czym mógłbym się w jakiś sposób spełnić, czegoś nauczyć, dowiedzieć, zdobyć nowe doświadczenie, etc. Tak było np. z Tygodnikiem Regionalnym Korso.

So... (Jakby to powiedzieli Amerykanie.)

Współprace. Małe i duże. Jedne przynoszą finansowe korzyści, a jeszcze inne - bezcenny prestiż. Choć wymagają zaangażowania, wieńczy je nieopisana satysfakcja. Niestety... Nie zawsze. Bywa tak, że kończąc jakiś projekt, zamiast pustki odczuwa się ulgę. Niewiarygodnie wielką ulgę. Tak właśnie było ze mną i w/w periodykiem.
Moment, w którym czujesz, że coś na czym tak bardzo Ci zależało, przestaje sprawiać Ci satysfakcję i zamiast cieszyć - irytuje i staje się źródłem narastających frustracji - to znak, że należy to przerwać.
Uważam, że trzeba wiedzieć nie tylko kiedy, ale przede wszystkim - jak "(...) ze sceny zejść", dlatego chciałbym oficjalnie i bez większych tragikomedii powiedzieć, że moja współpraca z Tygodnikiem Regionalnym Korso, dobiegła końca. Z dniem 28 lipca 2016 roku pewien rodzaj fikcji uprawianej przez osoby, których nazwisk z grzeczności nie wymienię, najzwyczajniej w świecie przestał mnie bawić. Tyle. Koniec, kropka.

Przy okazji chciałbym bardzo serdecznie przeprosić wszystkich tych, którzy czekali na kolejne publikacje. Cóż... Chciałem dobrze. Niestety, jestem jaki jestem. Dopóki wiem czego chcę, do czego dążę, słyszę, widzę i czuję, nie potrafię, nie chcę i nie będę uczestniczyć w czymś, co przeczy ogólnie przyjętym standardom i ma więcej niedociągnięć niż dwudziestokilkuletni "ktoś", gościnnie piszący dla tak poczytnej gazety.

W tym temacie (przynajmniej oficjalnie) to już wszystko. Dostałem lekcje, której nigdy nie zapomnę. Teraz przynajmniej wiem, że w kwestiach formalnych jestem ortodoksyjnym ateistą. :)


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Coś się skończyło, ale czy to powód by przestać robić to, co się lubi? #ChybaKpisz :D To, co było to już przeszłość, czas skupić się na teraźniejszości i pomyśleć o przyszłości!

Dlatego....

Chciałbym Was, drogie #DziuQusie, zaprosić do przeglądania nowego cyklu, zatytułowanego "Słyszę..., myślę... #QIcon #QGirl / #QMan", w którym jak łatwo się domyślić ;) będę pisać o tych, którzy w jakiś sposób są dla mnie ważni i tytułuje ich mianem #ikon. Nie będą to publikacje w stylu "kopiuj, wklej Wikipedia". Nic z tych rzeczy. Wpisy będą bardzo spontaniczne, choć jak to zwykle u mnie bywa - na swój sposób 'kontrolowane', bo przecież "nic nie dzieje się bez przyczyny". ;)
Jaką będą miały formę, kto będzie się w nich pojawiał i co najważniejsze - dlaczego, dowiecie się śledząc "Fashion & Style of Q". :)
Poza tym... W najbliższym czasie będzie też coś do poczytania, ale i do pooglądania. Trochę nowości, nowych spostrzeżeń, kąśliwych uwag, szczypta dramatyzmu i mojego kopniętego poczucia humoru. Mam nadzieję, że wytrwam w swoich najnowszych postanowieniach, a Wy już dopilnujecie bym o niczym nie zapomniał. ;)




Do zobaczenia niebawem. Jak najszybciej! :)

Q

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz