poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Mężczyzna 2.0

Kim jest? Jak wygląda? Dlaczego 2.0, a nie po prostu - #man? Co w nim takiego wow!, że warto o tym napisać? Czy wreszcie - co o mężczyźnie może powiedzieć chłopak?


Kim jest?

Bazując na swoich długich i bardzo wnikliwych obserwacjach, a także własnych daleko (a nawet dalej) posuniętych rozważaniach, mogę śmiało stwierdzić, że w/w mężczyzna nie jest żadnym (przepraszam za wyrażenie) skretyniałym tworem, którego można by zakwalifikować do którejś z kategorii z "seksualny" w temacie.
Metroseksualny, lumberseksualny - zwany również drwaloseksualnym, i ostatni, najdurniejszy z durnych, księcioseksualny. Serio? Zapytajmy przeciętnego Kowalskiego, Grześka czy innego Janusza, czy wie co oznacza choć jedno(!) z tych słów. Mogę się założyć, że odpowiedź w stylu: "Metroseksualny? Aaaa! To ten co jeździ metrem!?", pojawiłaby się na sto procent. Abstrakcja? Po tym jak usłyszałem, iż tytuł "Co wolno wojewodzie..." (w domyśle: "(...), to nie Tobie smrodzie"), może zostać odebrany jako chęć radzenia wojewodom "jak mają wyglądać", nic nie brzmi już dla mnie abstrakcyjnie.

"Nie jest żadnym od początku do końca, ale ma w sobie po trosze z każdego z nich..."

Od metroseksualnego dowiedział się do czego służy obcinacz do paznokci, jak dbać o skórę twarzy i swoje ciało, a także tego, co w modzie jest trendy. Dzięki niemu odkrył, że istnieje depilacja - Yeah! Witaj cywilizacjo! Żegnaj wieczna zmarzlino. Pokazał 2.0, że jako pełnoprawny mężczyzna może oprócz rzucania mięsem, bronienia domu niczym Rottweiler, sadzenia drzew i innych pierdół, uronić łzę, przytulić, pocałować, sprzątać i gotować. Niczym Matka Chrzestna wyszeptał mu do ucha magiczne słowa: proszę, dziękuję, przepraszam, do widzenia, dzień dobry, dając tym samym naszemu Kopciuszkowi niesamowity dar - łatwość życia z innymi ludźmi.

Cristiano Ronaldo, fot. Mario Testino

Niestety, 2.0 za bardzo zainspirował się metroseksualnym, skutkiem czego były: nagminna tendencja do stawiania włosów na żelu i odwiedzanie solarium (choć akurat to bardzo szybko mu przeszło, ufff!).
Co się zaś tyczy samego metra... To poznał w nim swojego kolejnego druha, drwala. Który jak nikt inny (#boski_on #hura) pokazał naszemu mężczyźnie, że z brodą mu do twarzy, ale o brodę trzeba dbać! Nie hodować - jak myszy czy inne gryzonie, ale dbać - przycinać i pielęgnować, by pod żadnym pozorem nie zaczęła łączyć się z owłosieniem na klatce piersiowej!
Wspólnie odwiedzili Barber Shop (niestety, nie zabrał tam wszystkich), uświadomił mu, że broda powinna sięgać nie dalej jak do Jabłka Adama, a także wskazał palcem co i gdzie kupić, by zawsze była zadbana i pachnąca.

Aiden Shaw

W przypływie emocji (kto by pomyślał: drwal i emocje? #noniemożebyć) zaserwował naszemu 2.0 swój spécialité de la maison, czyli roboczy strój z koszulą w kratę, jeansami i traperami w roli głównej. No cóż... Wypadek przy pracy.
Poza tym uzmysłowił mu jedną bardzo ważną rzecz: z brodą lub bez facetem jest i zawsze będzie. Nic, a już na pewno nie broda, koszula czy jakaś tam siekiera, tego nie zmienią. #Man jak już się tak wyedukował z dbania o siebie, z bycia "twardym" i w ogóle, wpadł (a może spadł?) na... księcia. Nie, nie na białym koniu.


Lucky Blue Smith

Książę jak to książę. Piękny, że aż boli, zdystansowany, ździebko zadufany w sobie i nieco zakompleksiony (akurat takiego spotkał co wszystko ma w pakiecie), pokazał naszemu biednemu #menowi, najgorsze z najgorszych, czyli jak przy minimalnym wysiłku stać się dupkiem.
Niektórzy twierdzą, że jego nadejście miało wpływ na poszerzenie horyzontów estetycznych wśród panów. Śmiem twierdzić, że raczej nie. Aksamitu jak nie było tak nie ma, dopasowanych i wzorzystych ubrań także, a taliowanych marynarek jest tyle co kot napłakał. Nawet nie wspomnę o klasie, prezencji i jakichkolwiek zasadach, które co jak co, ale książę powinien posiadać. 
Cóż... Jakby najmłodszy ze wszystkich, a wniósł... Wielkie "G". Szkoda, bo potencjał miał, a może to wina "ucznia"???


"Szkoda by było... gdyby taki strój np. uwalił się krwią nawet błotem po bójce wynikającej z obrony swojego statusu. Zostanę w swojej czarnej ciepłej skórze, bluzie z kapturem chroniącym przed wiatrem, przetartych czasem a nie krzykiem mody jeansach, w wygodnych i praktycznych butach zależnych od sytuacji i warunków atmosferycznych... Jak się będę chciał tak odje*ać to tylko na scenę a nie po zakupy do biedronki czy do kościoła, co gorsza wyjść po dziewczynę na przystanek albo wysiąść z samochodu w obcym mieście czy na jakimś obcym osiedlu.... o ironio "gdzie ten ku*wa czerwony dywan, dziewice i stosy zerwanych kwiatów żebym mógł je podeptać a ja taki odwalony..." Zostanę sobą, mężczyzną bez zarostu, flaneli i siekiery, z resztą jak tak patrzę i poznaję ludzi to połowa zapuszczonych brodą "drwali" w Polsce, w życiu nie miała siekiery w łapie!"
Karol, czytelnik natemat.pl


Jak wygląda, skąd to 2.0 i dlaczego warto o tym pisać?

Tak czy inaczej 2.0 wiele na tych znajomościach zyskał. Zarówno od strony wizualnej jak i "życiowej". Dzisiaj, choć wciąż dużo przed nim do odkrycia i nauczenia się, nareszcie zaczyna przypominać mężczyznę XXI wieku. Z poziomu "Epoka kamienia łupanego" (chodzi o podejście, a nie czas), awansował na kolejny, zwany: współczesność.
Jeśli chodzi o to jak wygląda, to powiem tak: coraz częściej jest na co popatrzeć. Wzorzyste szorty odchodzą w niepamięć dając szanse bermudom, z kolei japonki ustępują miejsca mokasynom i espadrylom. Koszule z krótkim rękawem zastępują te z długim, nonszalancko podwiniętym. Spodnie nie wiją się już wokół kostek, coraz rzadziej widać na ulicach popularne niegdyś bojówki. Marynarki są dopasowane, rękawy i spodnie - odpowiedniej długości. Kolory, wzory i nadruki dobierane są bardziej świadomie, nie z przypadku.
Mężczyzna 2.0 nie tylko dobrze się ubiera, ale też dba o swoje włosy, twarz, brodę, dłonie, paznokcie i stopy. (O ogólnej higienie nawet nie wspominam.) Wie, że nadmierne owłosienie należy usunąć, rzecz jasna wedle własnych upodobań. Biust i "Maciuś"(zwany też męską ciążą) giną w męczarniach na siłowni, a sflaczałe ciała nabierają odpowiednich kształtów i proporcji.
2.0 dba nie tylko o sprawność fizyczną i kondycję, ale też o swoje zdrowie. Prawidłowo się odżywia, systematycznie się bada.
Mówi: dzień dobry, do widzenia, dziękuję, proszę. Jest kulturalny, oczytany (bez przesady), potrafi się wysłowić. Bez problemu podejmuje decyzje, umie dokonać wyboru. Nie ubiera go mama ani partnerka. Choć nie zawsze zakupy to dla niego szczyt marzeń, jest w stanie udać się na nie bez niczyjej aprobaty i wybrać dla siebie to, co dla niego odpowiednie.
Choć jest tylko facetem, nie zawsze domyślnym, na pewno nieidealnym, z różnymi wadami i przywarami, pozostaje w pełni samodzielną jednostką.

Chris Evans

Należy pamiętać, że przedstawiony przeze mnie opis, to wynik prowadzonych przeze mnie obserwacji, powstały na podstawie przypadkowo widzianych mężczyzn. Nie mówię, że każdy taki jest. Nie gwarantuje, że każdy takim się stanie. Niestety. To czy Wasz syn, chłopak, facet, partner, mąż czy kolega pójdą w swoim rozwoju do przodu, to ich wybór - "własna nieprzymuszona wola". Musicie pamiętać, że jeżeli nie będzie chciał zrobić tego sam z siebie, to wasze dobre chęci na nic się zdadzą. Pomoc - ok. Tresura - nie.

Dlaczego o tym piszę? Spokojnie, daleko mi do roztkliwiania się nad "jakością" mężczyzn w Polsce. Szczerze, ich los jest mi obojętny. Ale jeżeli już muszę z nimi koegzystować i widzę, że z siermiężnych, zatwardziałych, zafiksowanych na swoim punkcie atawistów powoli stają się ludźmi, moim obowiązkiem jest to zaznaczyć i o tym opowiedzieć. Uważam, że każdy, jeśli to uzasadnione i słuszne, zasługuje na pochwałę. Nawet facet.

No dobrze. Wiemy już kim jest, jak wygląda, dlaczego określam go mianem mężczyzny 2.0., jak i to, dlaczego o tym piszę. Zatem, czas przejść do finału.

Co o mężczyźnie może powiedzieć chłopak? Plus... Mała wizja przyszłości. 

Co może powiedzieć? Nawet więcej niż się komukolwiek może wydawać. Nie tylko dlatego, że stawia siebie w pozycji obserwatora, nie angażując się emocjonalnie. Ale też dlatego, że nie czuje by to, iż tkwi "zanurzony w rzece", stanowiło przeszkodę w dzieleniu się swoimi spostrzeżeniami.

Co taki ja może powiedzieć o "prawdziwych, męskich mężczyznach"? Na pewno wszystko to, czego sami Panowie nie chcą, nie mogą lub nie potrafią o sobie powiedzieć. Czyli prawdę. Zerwać szatę zajebistości i zostawić golusieńkich, tak jak ich stworzono. A jak wiadomo, Panowie choć uwielbiają swoje ciała i swoje przyrodzenia, w sytuacjach niekomfortowych stają się nie tylko słabi, ale też przeraźliwie mali. #YouKnowWhatIMean
Sęk w tym, że nie na rozbieraniu mi zależy, a raczej na pokazaniu, że mężczyźni są, byli i zawsze będą, a "mit wymierającej męskości" (której z pietyzmem zdaje się bronić pewien Bloger), to zwykłe bicie piany. Pieprzenie bez pokrycia o czymś, co w gruncie rzeczy rodzi się samo i żyje tak długo jak mu na to pozwolimy. Rozpisywanie się o jakiś seksualnych nazwach, bronienie męskości, bo niby umiera, zanika, oj jaka ona biedna - #smuteczek, jest warte tyle co nic. Dopóki nie zaczniemy patrzeć szerzej i dalej niż własny czubek nosa i owłosione plecy, dopóty ściema w postaci "niemęskich panów" będzie mydlić nam oczy.
Przepraszam bardzo, ale jeżeli ktoś myśli, że facet pod wpływem noszenia wąskich spodni i dbania o siebie, przestanie być mężczyzną, to ja dziękuję. Gdyby to było takie proste, to zamiast kastracji, kazano by nosić rurki! Tanio, bezboleśnie, a efekt taki sam.

Co się zaś tyczy przyszłości...

Teoretycznie, nie mamy na nią wpływu. Ale możemy sprawić, by wyglądała inaczej, by takie rozmowy jak ta, usłyszana w toalecie, na szczęście(!) przy umywalce:

"Starszy brat (max. 11 lat) do młodszego:
- (...)Trzeba jedną ręką trzymać, i jedną myć..."

prowadzone przez małych chłopców, a w przyszłości - mężczyzn, nie miały miejsca!


Jon Kortajarena, fot. NICO


Q

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz