środa, 24 sierpnia 2016

FASHION & STYLE OF Q x Imperium Kobiet

Jakiś czas temu, miałem przyjemność uczestniczyć w realizacji pewnego projektu.

Otóż...

Projektant, którego kolekcja zwyciężyła w tegorocznym konkursie Mielec Fashion Week, spośród licznych nagród otrzymał również edytorial w magazynie Imperium Kobiet.
I tak... przechodząc od słów do czynów, powstała sesja, promująca zwycięską kolekcję autorstwa Huberta Pelca.
Autorem zdjęć jest fotograf Kacper Sarama, któremu pozowały: Klaudia i Magda. Za make-up odpowiedzialna była makijażystka Katarzyna Czyrny, za włosy - Salon EGO.
Sesję wyprodukowała Ilona Jankowska

Co się zaś tyczy mojej osoby... To oprócz stylizacji, za którą odpowiadam, jestem także autorem wywiadu, który przeprowadziłem z projektantem.

A oto efekt finalny.


Hubert Pelc: Projektant musi być artystą


Rozmawiał: Jakub Smoleń
Zdjęcia: Kacper Sarama




Imperium Kobiet: Wygrałeś VI edycję Mielec Fashion Week. Gdzie dowiedziałeś się o tym wydarzeniu i dlaczego postanowiłeś wziąć w nim udział?
Hubert Pelc: O Mielec Fashion Week dowiedziałem się podczas Young Fashion Day Kielce, i choć z nadmiaru emocji zapomniałem o tym konkursie, później zobaczyłem post na Facebooku i postanowiłem się zgłosić z gotową już kolekcją.

IK: Od pokazu minęły dwa miesiące. Jak z perspektywy czasu wspominasz tamten dzień?
HP: Mielec Fashion Week wspominam wspaniale. Nie tylko dlatego że wygrałem, ale również dzięki bardzo dobrej organizacji, pięknym modelkom i miłej atmosferze. Konkurs dał mi szansę na dalszy rozwój. Mam tutaj na myśli: roczne stypendium w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie, miejsce w półfinale Off Fashion Kielce i wspaniałą sesję zdjęciową w magazynie Imperium Kobiet. 

IK: Zatem, czy było warto?
HP: Zdecydowanie tak! Tym bardziej, że naprawdę nie spodziewałem się że wygram. Poziom był wysoki.




IK: Patrząc na Twoją kolekcję widać silną, określoną estetycznie kobietę. To spójna i mocna wizja. Co zainspirowało Cię do jej stworzenia? Opowiedz proszę, o niej coś więcej.
HP: Główną inspiracją przy tworzeniu tej kolekcji była geometria. Myślę, że ten motyw jest bardzo widoczny. Poza tym jest bardzo surowa, mocna i nowoczesna. Chcąc dodać jej odrobinę tajemniczości, zaprojektowałem tiulowe, czarne maski zakrywające nos i usta.

IK: Oprócz sesji dla Imperium Kobiet, jedną z nagród jaką zdobyłeś w konkursie, jest roczny kurs w MSKPU w Warszawie. Czy masz jakieś oczekiwania? Czy jest coś czego szczególnie chciałbyś się nauczyć/dowiedzieć? Bo jesteś samoukiem prawda?
HP: Tak, jestem samoukiem. Raz zdarzyło mi się być na profesjonalnym, tygodniowym kursie projektowania, ale nigdy nie uczyłem się tego przez dłuższy czas. Mam ogromne oczekiwania! Przede wszystkim chciałbym podszkolić swój warsztat. Coś co również bardzo mnie interesuje, to ilustracja mody. Dlatego, chciałbym się nauczyć rysunku żurnalowego.

IK: Masz dopiero 16 lat. Skąd u tak młodego chłopaka, aż taka wrażliwość i pasja do mody?
HP: Szczerze mówiąc… nie wiem skąd. Od zawsze interesuję się sztuką. Rysuję, maluję. I podobno wychodzi mi to całkiem nieźle. Tak przerodziło się to w modę. A moda to według mnie przede wszystkim sztuka. To nie tylko ubrania. Projektant musi być artystą. 




Być czy mieć? Być.

Yves Saint Laurent czy Christian Dior? Yves Saint Laurent.

Ostentacyjność lat 80 czy minimalizm 90? Minimalizm 90.

Vogue czy Harper’s Bazaar? Vogue.

Madonna czy Lady Gaga? Zdecydowanie Lady Gaga!

„Gra o tron” czy „House of Cards”? Nie oglądałem żadnego z nich, ale wydaje mi się, że wolałbym “House of Cards”.

Haute couture czy prêt-a-porter? Haute couture.

Biały czy czarny? Czarny.

Nowy Jork czy Mediolan? Jeśli chodzi o miasto to Nowy Jork, a jeśli chodzi o modę to Mediolan.

Converse’y czy Superstar’y? Superstar’y, najbardziej te z kolekcji Pharrella Williamsa.

„Nowe” Gucci czy „nowa” Balenciaga? Balenciaga.

Jay-Z czy Kanye West? Jay-Z.




Biała koszula czy biały T-shirt? T-shirt.

Snapchat czy Instagram? Instagram.

Polska czy świat? Świat.

Moda damska czy moda męska? Damska, ale kiedyś chciałbym się zająć również męską.

Twój ulubiony projektant… Iris van Herpen, Riccardo Tisci i Sarah Burton.

Twój ulubiony dom mody… Alexander McQueen i Versace.

Ulubiony model/modelka… Ola Rudnicka, Alek Wek i Ruth Bell.

Moda jest dla mnie… Sztuką.

Chciałbym żeby moje rzeczy nosił/nosiła… Anna Dello Russo i Lady Gaga.

Twoją ikoną stylu jest… Wspomniana wcześniej, Lady Gaga.

Podziwiam… Donatelle Versace.

Kibicuję… Anthony’emu Vaccarello, który zaczął pracę dla Saint Laurent Paris.

Wspieram… Domy mody zmieniające ilość kolekcji wypuszczanych rocznie. Ja również uważam, że moda nie powinna być podporządkowana mediom społecznościowym. Liczy się jakość, a nie ilość!

Popieram… Giorgia Armaniego, który zrezygnował z wykorzystywania naturalnych futer w swoich kolekcjach.

Za 10 lat będę…  Projektował kolekcje dla swojej własnej marki. Przynajmniej taką mam nadzieję. 




Zdjęcia: Kacper Sarama
Stylizacja: Jakub Smoleń
Makijaż: Katarzyna Czyrny
Włosy: Salon EGO
Modelki: Klaudia i Magda
Produkcja: Ilona Jankowska PROJECT



IK NR 20/2016
*Magazyn Imperium Kobiet dostępny jest w sieci Empik, Eurokiosk, a także sklepie internetowym www.multistore24.pl


Q

niedziela, 21 sierpnia 2016

Słyszę Kristen Stewart, myślę... #QIcon #QGirl

Słyszę Kristen Stewart, myślę... "Who is that girl!?"

Zdystansowana i nieco zestresowana, a przy tym tak szalenie charakterna i stylowa. Na czerwonym dywanie lub w telewizji, nie zachowuje się jak ryba w wodzie. Wręcz przeciwnie. Po tylu latach w branży, nadal sprawia wrażenie zaskoczonej tym, że to jej osobie poświęca się aż tyle uwagi. Kim właściwie jest ta dziewczyna?

Kristen Stewart
Wonderland Magazine, fot. Hedi Slimane

James Dean w spódnicy

To zadziwiające, że jako aktywna zawodowa aktorka, funkcjonująca w branży od przeszło 15 lat, powszechnie znana jest z tego, że zagrała w "Zmierzchu" i była dziewczyną Roberta Pattinsona! A co z resztą?

Gdzie "Azyl" Davida Finchera, gdzie "The Runaways: Prawdziwa historia" (reż. Floria Sigismondi), "Sils Maria" (reż. Olivier Assayas), "Motyl Still Alice" (reż. Richard Glatzer, Wash Westmoreland) czy ostatnia (świetna!) - "Śmietanka towarzyska" w reżyserii Woody'ego Allena?

Czy ktoś wie, że poza Złotą Maliną (była nominowana do tej nagrody 6 razy), którą otrzymała w 2013 roku za filmy: "Królewna Śnieżka i Łowca" oraz "Zmierzch: Przed świtem. Część 2" dla odmiany - pozytywnie, została doceniona przez Brytyjską Akademie Filmową (BAFTA w kategorii "Wschodząca Gwiazda"), Amerykańskie, Bostońskie i Nowojorskie Stowarzyszenie Krytyków Filmowych? Czy wiecie, że jest pierwszą Amerykańską aktorką, która została nagrodzona Cezarem (nagroda przyznawana przez Francuską Akademie Sztuki i Techniki Filmowej) w kategorii "Najlepsza aktorka drugoplanowa" za film "Sils Maria"?

Gala rozdania Cezarów, 2015 rok

To jedynie mały wycinek z jej zawodowego życia. Filmów, w których zagrała (nie licząc tych z dzieciństwa) jest ponad trzydzieści. Niestety, nie każdy okazał się strzałem w dziesiątkę.
Oprócz wspomnianego "Zmierzchu", który poza rozgłosem i finansową stabilizacją, nie wiele wniósł do jej artystycznego dorobku, były też takie, które ratowała ona sama np. "W drodze" (reż. Walter Salles).
Na szczęście powodów do dumy ma o wiele więcej. W jej filmografii bez trudu odnaleźć można filmy, w których to błyszczy równie mocno co jej ekranowi partnerzy. Przykład? "Motyl Still Alice", w którym to Stewart gra córkę chorej na rzadką odmianę Alzheimera doktor Alice Howland (w tej roli zjawiskowa Julianne Moore). Czy wielokrotnie wymieniany (i nagradzany!) dramat "Sils Maria", gdzie swoim talentem chwali się u boku ikony francuskiego kina - Juliette Binoche.

Juliette Lewis nazwała Kristen Stewart "Jamesem Deanem w spódnicy". Miała rację.

Myślę, że gdyby żyła, byłaby dumna z tego, że to właśnie ona jest ambasadorką jej domu mody...

Karl Lagerfeld miał nosa, kiedy w grudniu 2013 roku okrzyknął ją "new face" Chanel. Od tamtej pory niezmiennie pozostaje jego muzą i ambasadorką domu mody Chanel. Występuje w kampaniach ubrań, dodatków, kosmetyków, a także reżyserowanych przez Karla mini-filmach. Zasiada w pierwszym rzędzie podczas każdego jego pokazu, a na czerwonym dywanie jest jedną z nielicznych, które "noszą" Chanel.

Kristen Stewart wears a dark lip color in Chanel Makeup 2016 campaign
Chanel Beauty Campaign, fot. Mario Testino

Chanel to niejedyny dom mody, który zaprosił ją do współpracy. Jeszcze za czasów Nicolasa Ghesquiera, była twarzą perfum Balenciagi kolejno: Florabotanica w 2012 roku i Rosabotanica w 2014.

Kampania zapachu Florabotanica Balenciagi, 2012 rok

W prawdzie liczne kampanie, sesje, okładki czy czerwono-dywanowe wystąpienia mogłyby sugerować, że Kristen, to fashionistka z krwi i kości, prawda jest jednak taka, że bliżej jej do modowej abnegatki niż pasjonatki zakupów.

Festival de Cannes, 2016 rok

Na szczęście od tego "ma" ją, stylistkę Tare Swennen, która czuwa nad jej wizerunkiem i dba, by to jak wygląda współgrało z jej osobowością i filozofią życia.

KristenStewart
AnOther Magazine, fot. Paolo Roversi

A jeśli o nie chodzi... To oprócz tego, że Kristen nie ma oficjalnego konta na Instagramie, na którym to mogłaby dzielić się z całym światem tym, co akurat robi, co je czy z kim śpi; pozostaje w szczęśliwym związku z Alicią Cargile.
Gdyby kogoś ciekawiło czy Stewart jest lesbijką, a może jednak biseksualistką, pozwolę sobie przytoczyć fragment wywiadu, którego udzieliła w maju tego roku dla "Variety":

"Nie musisz od razu wiedzieć, jak się określić. Mnie się wydawało, że muszę znać odpowiedź na pytanie, kim jestem. Czułam jakąś dziwną odpowiedzialność, bo nie chciałam wyjść na kogoś, kto się boi. Chcesz, żebym powiedziała ci, że jestem lesbijką, żebyście mogli to wydrukować, tak? Nieokreślanie się to fundament tego, o co mi teraz chodzi. Jeśli tego nie rozumiesz, szkoda mi na ciebie czasu". (tłum. A. Kucińska)

Dlatego... Określa się mianem osoby panseksualnej i odrzuca myślenie o seksualności jako kategorii: homo, hetero czy bi. Koniec kropka.

Kristen Stewart
The New York Times T Style Magazine, fot. Karim Sadli


Kristen Stewart - #QIcon #QGirl

Naturalna, prawdziwa. Jakby od niechcenia. Po prostu. Nie pozuje, nie udaje. Bez względu na to, czy ma na sobie najnowszą kreację Chanel, odbiera nagrodę, gra na planie czy idzie po chodniku - jest sobą. Dziewczyną, ze zniewalającym spojrzeniem, ciepłym głosem i wielką pokorą. Kobietą, z wielkim talentem, niesamowitą osobowością i niezłym charakterkiem.
I jak tu jej nie uwielbiać!?


Q

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Mężczyzna 2.0

Kim jest? Jak wygląda? Dlaczego 2.0, a nie po prostu - #man? Co w nim takiego wow!, że warto o tym napisać? Czy wreszcie - co o mężczyźnie może powiedzieć chłopak?


Kim jest?

Bazując na swoich długich i bardzo wnikliwych obserwacjach, a także własnych daleko (a nawet dalej) posuniętych rozważaniach, mogę śmiało stwierdzić, że w/w mężczyzna nie jest żadnym (przepraszam za wyrażenie) skretyniałym tworem, którego można by zakwalifikować do którejś z kategorii z "seksualny" w temacie.
Metroseksualny, lumberseksualny - zwany również drwaloseksualnym, i ostatni, najdurniejszy z durnych, księcioseksualny. Serio? Zapytajmy przeciętnego Kowalskiego, Grześka czy innego Janusza, czy wie co oznacza choć jedno(!) z tych słów. Mogę się założyć, że odpowiedź w stylu: "Metroseksualny? Aaaa! To ten co jeździ metrem!?", pojawiłaby się na sto procent. Abstrakcja? Po tym jak usłyszałem, iż tytuł "Co wolno wojewodzie..." (w domyśle: "(...), to nie Tobie smrodzie"), może zostać odebrany jako chęć radzenia wojewodom "jak mają wyglądać", nic nie brzmi już dla mnie abstrakcyjnie.

"Nie jest żadnym od początku do końca, ale ma w sobie po trosze z każdego z nich..."

Od metroseksualnego dowiedział się do czego służy obcinacz do paznokci, jak dbać o skórę twarzy i swoje ciało, a także tego, co w modzie jest trendy. Dzięki niemu odkrył, że istnieje depilacja - Yeah! Witaj cywilizacjo! Żegnaj wieczna zmarzlino. Pokazał 2.0, że jako pełnoprawny mężczyzna może oprócz rzucania mięsem, bronienia domu niczym Rottweiler, sadzenia drzew i innych pierdół, uronić łzę, przytulić, pocałować, sprzątać i gotować. Niczym Matka Chrzestna wyszeptał mu do ucha magiczne słowa: proszę, dziękuję, przepraszam, do widzenia, dzień dobry, dając tym samym naszemu Kopciuszkowi niesamowity dar - łatwość życia z innymi ludźmi.

Cristiano Ronaldo, fot. Mario Testino

Niestety, 2.0 za bardzo zainspirował się metroseksualnym, skutkiem czego były: nagminna tendencja do stawiania włosów na żelu i odwiedzanie solarium (choć akurat to bardzo szybko mu przeszło, ufff!).
Co się zaś tyczy samego metra... To poznał w nim swojego kolejnego druha, drwala. Który jak nikt inny (#boski_on #hura) pokazał naszemu mężczyźnie, że z brodą mu do twarzy, ale o brodę trzeba dbać! Nie hodować - jak myszy czy inne gryzonie, ale dbać - przycinać i pielęgnować, by pod żadnym pozorem nie zaczęła łączyć się z owłosieniem na klatce piersiowej!
Wspólnie odwiedzili Barber Shop (niestety, nie zabrał tam wszystkich), uświadomił mu, że broda powinna sięgać nie dalej jak do Jabłka Adama, a także wskazał palcem co i gdzie kupić, by zawsze była zadbana i pachnąca.

Aiden Shaw

W przypływie emocji (kto by pomyślał: drwal i emocje? #noniemożebyć) zaserwował naszemu 2.0 swój spécialité de la maison, czyli roboczy strój z koszulą w kratę, jeansami i traperami w roli głównej. No cóż... Wypadek przy pracy.
Poza tym uzmysłowił mu jedną bardzo ważną rzecz: z brodą lub bez facetem jest i zawsze będzie. Nic, a już na pewno nie broda, koszula czy jakaś tam siekiera, tego nie zmienią. #Man jak już się tak wyedukował z dbania o siebie, z bycia "twardym" i w ogóle, wpadł (a może spadł?) na... księcia. Nie, nie na białym koniu.


Lucky Blue Smith

Książę jak to książę. Piękny, że aż boli, zdystansowany, ździebko zadufany w sobie i nieco zakompleksiony (akurat takiego spotkał co wszystko ma w pakiecie), pokazał naszemu biednemu #menowi, najgorsze z najgorszych, czyli jak przy minimalnym wysiłku stać się dupkiem.
Niektórzy twierdzą, że jego nadejście miało wpływ na poszerzenie horyzontów estetycznych wśród panów. Śmiem twierdzić, że raczej nie. Aksamitu jak nie było tak nie ma, dopasowanych i wzorzystych ubrań także, a taliowanych marynarek jest tyle co kot napłakał. Nawet nie wspomnę o klasie, prezencji i jakichkolwiek zasadach, które co jak co, ale książę powinien posiadać. 
Cóż... Jakby najmłodszy ze wszystkich, a wniósł... Wielkie "G". Szkoda, bo potencjał miał, a może to wina "ucznia"???


"Szkoda by było... gdyby taki strój np. uwalił się krwią nawet błotem po bójce wynikającej z obrony swojego statusu. Zostanę w swojej czarnej ciepłej skórze, bluzie z kapturem chroniącym przed wiatrem, przetartych czasem a nie krzykiem mody jeansach, w wygodnych i praktycznych butach zależnych od sytuacji i warunków atmosferycznych... Jak się będę chciał tak odje*ać to tylko na scenę a nie po zakupy do biedronki czy do kościoła, co gorsza wyjść po dziewczynę na przystanek albo wysiąść z samochodu w obcym mieście czy na jakimś obcym osiedlu.... o ironio "gdzie ten ku*wa czerwony dywan, dziewice i stosy zerwanych kwiatów żebym mógł je podeptać a ja taki odwalony..." Zostanę sobą, mężczyzną bez zarostu, flaneli i siekiery, z resztą jak tak patrzę i poznaję ludzi to połowa zapuszczonych brodą "drwali" w Polsce, w życiu nie miała siekiery w łapie!"
Karol, czytelnik natemat.pl


Jak wygląda, skąd to 2.0 i dlaczego warto o tym pisać?

Tak czy inaczej 2.0 wiele na tych znajomościach zyskał. Zarówno od strony wizualnej jak i "życiowej". Dzisiaj, choć wciąż dużo przed nim do odkrycia i nauczenia się, nareszcie zaczyna przypominać mężczyznę XXI wieku. Z poziomu "Epoka kamienia łupanego" (chodzi o podejście, a nie czas), awansował na kolejny, zwany: współczesność.
Jeśli chodzi o to jak wygląda, to powiem tak: coraz częściej jest na co popatrzeć. Wzorzyste szorty odchodzą w niepamięć dając szanse bermudom, z kolei japonki ustępują miejsca mokasynom i espadrylom. Koszule z krótkim rękawem zastępują te z długim, nonszalancko podwiniętym. Spodnie nie wiją się już wokół kostek, coraz rzadziej widać na ulicach popularne niegdyś bojówki. Marynarki są dopasowane, rękawy i spodnie - odpowiedniej długości. Kolory, wzory i nadruki dobierane są bardziej świadomie, nie z przypadku.
Mężczyzna 2.0 nie tylko dobrze się ubiera, ale też dba o swoje włosy, twarz, brodę, dłonie, paznokcie i stopy. (O ogólnej higienie nawet nie wspominam.) Wie, że nadmierne owłosienie należy usunąć, rzecz jasna wedle własnych upodobań. Biust i "Maciuś"(zwany też męską ciążą) giną w męczarniach na siłowni, a sflaczałe ciała nabierają odpowiednich kształtów i proporcji.
2.0 dba nie tylko o sprawność fizyczną i kondycję, ale też o swoje zdrowie. Prawidłowo się odżywia, systematycznie się bada.
Mówi: dzień dobry, do widzenia, dziękuję, proszę. Jest kulturalny, oczytany (bez przesady), potrafi się wysłowić. Bez problemu podejmuje decyzje, umie dokonać wyboru. Nie ubiera go mama ani partnerka. Choć nie zawsze zakupy to dla niego szczyt marzeń, jest w stanie udać się na nie bez niczyjej aprobaty i wybrać dla siebie to, co dla niego odpowiednie.
Choć jest tylko facetem, nie zawsze domyślnym, na pewno nieidealnym, z różnymi wadami i przywarami, pozostaje w pełni samodzielną jednostką.

Chris Evans

Należy pamiętać, że przedstawiony przeze mnie opis, to wynik prowadzonych przeze mnie obserwacji, powstały na podstawie przypadkowo widzianych mężczyzn. Nie mówię, że każdy taki jest. Nie gwarantuje, że każdy takim się stanie. Niestety. To czy Wasz syn, chłopak, facet, partner, mąż czy kolega pójdą w swoim rozwoju do przodu, to ich wybór - "własna nieprzymuszona wola". Musicie pamiętać, że jeżeli nie będzie chciał zrobić tego sam z siebie, to wasze dobre chęci na nic się zdadzą. Pomoc - ok. Tresura - nie.

Dlaczego o tym piszę? Spokojnie, daleko mi do roztkliwiania się nad "jakością" mężczyzn w Polsce. Szczerze, ich los jest mi obojętny. Ale jeżeli już muszę z nimi koegzystować i widzę, że z siermiężnych, zatwardziałych, zafiksowanych na swoim punkcie atawistów powoli stają się ludźmi, moim obowiązkiem jest to zaznaczyć i o tym opowiedzieć. Uważam, że każdy, jeśli to uzasadnione i słuszne, zasługuje na pochwałę. Nawet facet.

No dobrze. Wiemy już kim jest, jak wygląda, dlaczego określam go mianem mężczyzny 2.0., jak i to, dlaczego o tym piszę. Zatem, czas przejść do finału.

Co o mężczyźnie może powiedzieć chłopak? Plus... Mała wizja przyszłości. 

Co może powiedzieć? Nawet więcej niż się komukolwiek może wydawać. Nie tylko dlatego, że stawia siebie w pozycji obserwatora, nie angażując się emocjonalnie. Ale też dlatego, że nie czuje by to, iż tkwi "zanurzony w rzece", stanowiło przeszkodę w dzieleniu się swoimi spostrzeżeniami.

Co taki ja może powiedzieć o "prawdziwych, męskich mężczyznach"? Na pewno wszystko to, czego sami Panowie nie chcą, nie mogą lub nie potrafią o sobie powiedzieć. Czyli prawdę. Zerwać szatę zajebistości i zostawić golusieńkich, tak jak ich stworzono. A jak wiadomo, Panowie choć uwielbiają swoje ciała i swoje przyrodzenia, w sytuacjach niekomfortowych stają się nie tylko słabi, ale też przeraźliwie mali. #YouKnowWhatIMean
Sęk w tym, że nie na rozbieraniu mi zależy, a raczej na pokazaniu, że mężczyźni są, byli i zawsze będą, a "mit wymierającej męskości" (której z pietyzmem zdaje się bronić pewien Bloger), to zwykłe bicie piany. Pieprzenie bez pokrycia o czymś, co w gruncie rzeczy rodzi się samo i żyje tak długo jak mu na to pozwolimy. Rozpisywanie się o jakiś seksualnych nazwach, bronienie męskości, bo niby umiera, zanika, oj jaka ona biedna - #smuteczek, jest warte tyle co nic. Dopóki nie zaczniemy patrzeć szerzej i dalej niż własny czubek nosa i owłosione plecy, dopóty ściema w postaci "niemęskich panów" będzie mydlić nam oczy.
Przepraszam bardzo, ale jeżeli ktoś myśli, że facet pod wpływem noszenia wąskich spodni i dbania o siebie, przestanie być mężczyzną, to ja dziękuję. Gdyby to było takie proste, to zamiast kastracji, kazano by nosić rurki! Tanio, bezboleśnie, a efekt taki sam.

Co się zaś tyczy przyszłości...

Teoretycznie, nie mamy na nią wpływu. Ale możemy sprawić, by wyglądała inaczej, by takie rozmowy jak ta, usłyszana w toalecie, na szczęście(!) przy umywalce:

"Starszy brat (max. 11 lat) do młodszego:
- (...)Trzeba jedną ręką trzymać, i jedną myć..."

prowadzone przez małych chłopców, a w przyszłości - mężczyzn, nie miały miejsca!


Jon Kortajarena, fot. NICO


Q

środa, 10 sierpnia 2016

Słyszę Rihanna, myślę... #QIcon #QGirl

Słyszę Rihanna, myślę... "She is so cool!"


Rihanna. W minionym tygodniu, w ramach Anti World Tour, miała swój koncert na PGE Narodowym w Warszawie. Korzystając z okazji postanowiłem, że opowiem Wam dlaczego akurat ją uważam za jedną z #QIcon.

Unstable | Music

W zasadzie nigdy nie pałaliśmy do siebie jakąś wielką miłością. Nie było spektakularnego wow! i "umarł w butach". Prawda jest taka, że bywało różnie. Nasze odczucia względem siebie zmieniały się równie często co fryzury Robyn. Nie mniej jednak, w którymś momencie okazało się, że już nigdy nie będziemy dla siebie obojętni. Zmienni - owszem, ale nie niewierni.
I tak od wspomnianego #Unfaithful wszystko się zaczęło. Później były kolejne płyty i kolejne hity, dzięki którym nasze drogi się schodziły.
W przypadku trzeciego albumu "Good Girl Gone Bad" moją uwagę przykuły nie tylko muzyczne przeboje tj. #Umbrella, #ShutUpAndDrive, #TakeABow czy #Don'tStopTheMusic, ale też drastyczna zmiana wizerunku. Z milutkiej długowłosej brunetki Ri stała się "zadziorną" posiadaczką "czarnego boba" - wtedy kultowej fryzury, dla której niejedna z Was, moje drogie, straciła głowę i zdecydowała się mocno skrócić swoje (często gęsto) długie włosy. Jedną z takich osób, była moja ówczesna sąsiadka, totalnie zakręcona na punkcie swojej idolki, Rihanny.

2007 rok

W 2009 roku wszyscy (nie mówcie, że nie) mówiliśmy sobie #TeAmo, graliśmy w #RussianRoulette, a wzorem popowego teledysku w wersji "copy, paste" kusiliśmy #RudeBoy'a.
Z nowym krążkiem wizerunek Fenty jeszcze bardziej się wyostrzył, osiągnął sensualny orgazm, wynikiem czego był jasny kleks na czarnej grzywie, który z czasem przeistoczył się w blond loki.

Red Carpet, Grammy 2012 rok

Rihanna przybijając piątkę - "Loud", piąty studyjny album - udowodniła, że jest #OnlyGirl(InTheWorld) w wściekle czerwonych (rudych?) włosach, pytała #What'sMyName, a w nieocenzurowanej wersji #S&M śpiewała o sado-maso.
Z kolei w #CaliforniaKingBed, w domowych pieleszach, wzruszyła nas do łez (bez przesady), by w muzycznym powrocie do swoich korzeni - #ManDown - opowiedzieć, dlaczego lepiej jest trzymać ręce przy sobie. Tym samym pokazała, że choć z pozoru wydaje się być słodką, możne trochę "niegrzeczną", rudowłosą pięknością, potrafi też stać się rudą s***. #Upss

X Factor, 2010 rok

Wierna lokom, wraz z nadejściem szóstego albumu - #TalkThatTalk, zaliczyła kolorystyczno-fryzjerski powrót do ciemnych włosów. Korzystając z okazji podzieliła się z nami nowiną w postaci #WeFoundLove, a w maju 2012 roku pytała: #WhereHaveYouBeen.
Bardzo szybko, bo już w listopadzie tego samego roku pochwaliła się zupełnie nowym siódmym(!) solowym krążkiem - #Unapologetic, który niczym #Diamonds zalśnił w takich utworach jak #Stay czy #WhatNow. Jeśli chodzi o włosy, to mniej więcej w tym samym czasie rozpoczął się naprzemienny freestyle brązu i czerni, który utrzymuje się po dziś dzień (plus minus).

American Music Awards, 2013 rok

"No kochana, po takim maratonie należy Ci się solidny odpoczynek!" W rzeczy samej. Po trwającej (plus minus) trzy lata przerwie, Rihanna przypomniała o sobie pod koniec 2015 roku, kiedy to wraz z Samsungiem rozpoczęła kampanię promującą jej ósmy album - ANTIdiaRy. I tak 28 stycznia 2016 roku świat ujrzał kolejne muzyczne dziecko Ri - ANTI.


Choć 'zajawka' w postaci wydanych w 2015 roku singli: stylowego #FourFiveSeconds (reżyseria - genialni Inez & Vinoodh), dziwnego #BitchBetterHaveMyMoney czy patriotycznego #AmericanOxygen, okazała się być jedynie zwykłą zajawką - w/w numery nie znalazły się na płycie, rekompensuje ją np. irytujący #Work, który nucimy nieprzerwanie "od poniedziałku od piątku", a nawet na weekendzie.
Muszę przyznać, że o ile na początku podchodziłem do tej całej #ANTI filozofii nieco sceptycznie, o tyle po wysłuchaniu piosenki #LoveOnTheBrain, a w zasadzie tego


Billboard Music Awards 2016

wykonania (które osobiście uważam za jedno z najlepszych; jej reakcja "po" mówi sama za siebie) nie mogę przestać jej (piosenki i Rihanny) słuchać.

Tak jak ze śpiewaniem, tak z estetyką fryzur Rihanny bywało (i jest), delikatnie mówiąc, różnie. To, że korzysta z playbacku czy półplaybacku nie jest wcale żadną tajemnicą. Nawet moje, laickie ucho jest wstanie to wychwycić na zwykłym nagraniu z koncertu, a co dopiero wprawiony w bojach muzyk czy 'znawca'. Myślę, że właśnie dlatego nie występuje podczas koncertów specjalnych np. składając hołd zmarłym artystom. Próżno szukać z nią odcinka "The Tonight Show Starring Jimmy Fallon" gdzie podczas "Musical Impressions" dawałaby popis swoich wokalnych możliwości. Nie znajdziemy też "Carpool Karaoke" z jej udziałem, emitowanego jako część "The Late Late Show with James Coden". Zapytacie czy to źle? A skąd. Kto powiedział, że każdy musi brać udział w tego typu programach? To po pierwsze. A po drugie, myślę, że RiRi doskonale wie gdzie sięga jej wokalna granica i w związku z tym, konsekwentnie stara się jej nie przekraczać. Mówiąc najprościej: jest świadomą babką, wie co jest jej mocną stroną, a co niekoniecznie.
Oprócz tego, że śpiewa, jest również autorką (a raczej współautorką) swoich tekstów, aktorką (może niewybitną, ale w kilku filmach zagrała), a także projektantką mody (raczej dyrektor kreatywną, ale nie czepiajmy się szczegółów). I na tę ostatnią dziedzinę, zdaje się mieć niemały (i to mało powiedziane) wpływ.

Fenty | Fashion

O Rihannie można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że nie ma stylu. Co jak co, ale to akurat ma.
Ok, może na początku swojej kariery nie wyglądała szczególnie wybitnie. Na szczęście nie trwało to zbyt długo. Mniej więcej w 2011 roku (spotkali się już wcześniej podczas sesji dla Elle w 2006) na jej drodze pojawił się on, Mel Ottenberg. Który z nieco tandetnej (moda, modą, ale niektóre z tych "kreacji", to... no...) RiRi, "zrobił" Rihanne - najlepszą wersje jej samej.

Mel z Rihanną po pokazie Chanel Haute Couture jesień/zima 2013/2014

I nie ma w tym ani krztyny przesady, lukrowania czy ironii. Powiedzmy sobie szczerze, sama muzyka i tzw. ryj (słownictwo show-biznesowe) nie dałyby jej szansy na to by zostać twarzą Diora. Nie mówiąc już o innych markach czy domach mody, z którymi współpracowała czy współpracuje.
Poza milionami fanów Ri uwielbiają zarówno projektanci jak i styliści. Olivier Rousteing czekał na nią ponad 40 minut, zanim z wielkim opóźnieniem i pustym miejscem na widowni, zaprezentował swoją kolekcję dla Balmain na sezon jesień/zima 2014/2015. Niestety, nie dotarła. Korek. Za to po pokazie pojawiła się za kulisami osobiście, pogratulować swojemu przyjacielowi kolejnego sukcesu.

RiRi z Olivierem na backstageu pokazu Balmain jesień/zima 2014/2015

Jej wpływ na branże mody, został doceniony w 2014 roku, kiedy to z rąk Anny Wintour, podczas Gali Council of Fashion Designers of America, odebrała statuetkę w kategorii "Fashion Icon Award".

CFDA 2014; Kreacja autorstwa Adama Selmana

W tym samym roku została również mianowana dyrektorem kreatywnym Pumy. Pełniąc tę funkcję odpowiada nie tylko za obuwie i dodatki. W ramach tej współpracy stworzyła również własną linię - Fenty Puma by Rihanna, której pierwszy pokaz odbył się w ramach New York Fashion Week, gdzie zaprezentowana została kolekcja na sezon jesień/zima 2015/2016.

Ukłon po pokazie

Rihanna. Piosenkarka. Ikona stylu. Kobieta świadoma. W każdą stylizację wkłada cząstkę siebie. Swoją osobowość, swój charakter, swoją miłość do mody. Ma w sobie niezliczone pokłady seksapilu, glamouru, ale też streetowego ducha. Dzięki temu potrafi unieść zarówno kreacje vintage autorstwa Thierry'ego Muglera z lat 80, coś współczesnego: bluzę, białe skarpetki i klapki, ale też suknię Haute Couture. I w każdej wygląda równie dobrze. 

Rihanna - #QIcon #QGirl

Grammy 2015

P.S.
RiRi jako ciocia? Marzenie! ;)

Q

środa, 3 sierpnia 2016

Tak już w życiu bywa, że coś się kończy, a coś zaczyna.




Może zabrzmi to dziwnie, ale ja naprawdę lubię pracować. Uwielbiam to robić! Oczywiście, że zdarza mi się marudzić, smęcić, mówić że boli, że ciężko, że już nie mogę. (Choć przyznaje, nie cierpię tego robić. Walczę z tym, a przynajmniej staram się to ograniczać...) Ale koniec końców i tak cieszę się, że mam 'pracę'. To, że mogę powiedzieć, że pracuję, że mam jakieś swoje projekty, współpracę - sprawia mi niewyobrażalną frajdę. Lubię tę "ilość".
Pamiętam jak byłem mały (no dobra - mniejszy, młodszy, zwał jak zwał ;)) i z podziwem słuchałem o tajemniczych 'projektach' moich "idoli". Jak ja wtedy chciałem móc powiedzieć, że mam swój projekt! #śmiech
Teraz, kiedy nareszcie mogę przejść od słów (a raczej "marzeń") do czynów cieszę się, że mogę zrobić to czy tamto, z tym i z tamtą, dla tamtej czy tamtego.
Świadomość miejsca w jakim się znajduję, jasno daje mi do zrozumienia, że szczęściu trzeba pomóc. A przynajmniej wskazać drogę. ;) Dlatego często sam podejmuję inicjatywę i próbuję znaleźć coś w czym mógłbym się w jakiś sposób spełnić, czegoś nauczyć, dowiedzieć, zdobyć nowe doświadczenie, etc. Tak było np. z Tygodnikiem Regionalnym Korso.

So... (Jakby to powiedzieli Amerykanie.)

Współprace. Małe i duże. Jedne przynoszą finansowe korzyści, a jeszcze inne - bezcenny prestiż. Choć wymagają zaangażowania, wieńczy je nieopisana satysfakcja. Niestety... Nie zawsze. Bywa tak, że kończąc jakiś projekt, zamiast pustki odczuwa się ulgę. Niewiarygodnie wielką ulgę. Tak właśnie było ze mną i w/w periodykiem.
Moment, w którym czujesz, że coś na czym tak bardzo Ci zależało, przestaje sprawiać Ci satysfakcję i zamiast cieszyć - irytuje i staje się źródłem narastających frustracji - to znak, że należy to przerwać.
Uważam, że trzeba wiedzieć nie tylko kiedy, ale przede wszystkim - jak "(...) ze sceny zejść", dlatego chciałbym oficjalnie i bez większych tragikomedii powiedzieć, że moja współpraca z Tygodnikiem Regionalnym Korso, dobiegła końca. Z dniem 28 lipca 2016 roku pewien rodzaj fikcji uprawianej przez osoby, których nazwisk z grzeczności nie wymienię, najzwyczajniej w świecie przestał mnie bawić. Tyle. Koniec, kropka.

Przy okazji chciałbym bardzo serdecznie przeprosić wszystkich tych, którzy czekali na kolejne publikacje. Cóż... Chciałem dobrze. Niestety, jestem jaki jestem. Dopóki wiem czego chcę, do czego dążę, słyszę, widzę i czuję, nie potrafię, nie chcę i nie będę uczestniczyć w czymś, co przeczy ogólnie przyjętym standardom i ma więcej niedociągnięć niż dwudziestokilkuletni "ktoś", gościnnie piszący dla tak poczytnej gazety.

W tym temacie (przynajmniej oficjalnie) to już wszystko. Dostałem lekcje, której nigdy nie zapomnę. Teraz przynajmniej wiem, że w kwestiach formalnych jestem ortodoksyjnym ateistą. :)


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Coś się skończyło, ale czy to powód by przestać robić to, co się lubi? #ChybaKpisz :D To, co było to już przeszłość, czas skupić się na teraźniejszości i pomyśleć o przyszłości!

Dlatego....

Chciałbym Was, drogie #DziuQusie, zaprosić do przeglądania nowego cyklu, zatytułowanego "Słyszę..., myślę... #QIcon #QGirl / #QMan", w którym jak łatwo się domyślić ;) będę pisać o tych, którzy w jakiś sposób są dla mnie ważni i tytułuje ich mianem #ikon. Nie będą to publikacje w stylu "kopiuj, wklej Wikipedia". Nic z tych rzeczy. Wpisy będą bardzo spontaniczne, choć jak to zwykle u mnie bywa - na swój sposób 'kontrolowane', bo przecież "nic nie dzieje się bez przyczyny". ;)
Jaką będą miały formę, kto będzie się w nich pojawiał i co najważniejsze - dlaczego, dowiecie się śledząc "Fashion & Style of Q". :)
Poza tym... W najbliższym czasie będzie też coś do poczytania, ale i do pooglądania. Trochę nowości, nowych spostrzeżeń, kąśliwych uwag, szczypta dramatyzmu i mojego kopniętego poczucia humoru. Mam nadzieję, że wytrwam w swoich najnowszych postanowieniach, a Wy już dopilnujecie bym o niczym nie zapomniał. ;)




Do zobaczenia niebawem. Jak najszybciej! :)

Q