piątek, 15 lipca 2016

FASHION & STYLE OF Q x Korso #4

Tym razem o tym, że warto jest stawiać na swoim. Nawet, gdy coś staje nam na drodze, a chwilowy brak odwagi paraliżuje i próbuje zniweczyć nasze plany. ;) Zapraszam i życzę miłej lektury. :)

„Dla siebie czy dla innych?”

Właściwie to dla kogo się ubieramy? Od czego uzależniamy swoje modowe wybory? Dlaczego jednego dnia „wygrywa” różowa sukienka w kropki bordo, a innego – rozkloszowana z kokardą?

Prawda jest taka, że z tym całym ubieraniem, to bywa różnie. Teoretycznie wszyscy twierdzą – i tutaj śmiało można pozwolić sobie na uogólnienie – iż ubierają się tylko i wyłącznie dla siebie. Oczywiście, że najlepiej byłoby gdybyśmy ubierali się dla siebie, zgodnie z tym jaką mamy sylwetkę, tym co lubimy, gdzie i co robimy. Ale bywa tak, że z jakiegoś dziwnego powodu naginamy swoje upodobania by (często na siłę) przypodobać się innym. Wiem, co mówię, sam czasami łapię się na tym, że zastanawiam się, czy aby nie przesadziłem, czy nie będę wyglądać dziwnie na tle innych. Na szczęście, tylko czasami. By udowodnić wam, drodzy czytelnicy, że nie ma co przejmować się tym co powiedzą inni, przeprowadziłem pewien „eksperyment”. Jaki? W miniony wtorek w naszym mieście w ramach XIX Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego odbywał się koncert – recital fortepianowy – Georgijsa Osokinsa. Jako entuzjasta tego typu muzyki, nie mogłem nie pójść i nie posłuchać gry tak utalentowanego i wielokrotnie nagradzanego pianisty. Jak to zwykle bywa, już  za nim nabyłem bilet, dokładnie wiedziałem, jak tego wieczoru chce wyglądać. Mimo pewnych obaw związanych chociażby z tym, czy zostanę delikatnie mówiąc, dobrze zrozumiany, podjąłem wyzwanie i poszedłem ubrany tak, jak to sobie wymyśliłem. Postawiłem na bardzo szerokie, czarne spodnie z wysokim stanem (krój ten pojawia się w trendach zarówno na wiosnę i lato, jak i przyszły sezon – jesień/zimę 2016), które na moją prośbę uszyła mi zaprzyjaźniona krawcowa. Jako że był to wieczór, koncert muzyki poważnej, nie mogło zabraknąć białej koszuli i mojej ulubionej szarej marynarki, którą kupiłem parę sezonów temu w second handzie, za zawrotną sumę – 5 złotych. Całość uzupełniły czarne trampki i zawiązana wokół szyi czarna apaszka (również mocny trend jeśli chodzi o modę męską). Może zabrzmi to dziwnie, ale „problemem” okazało się przejście w tym stroju przez miasto. I choć wiedziałem, że jestem w stanie unieść ten strój, to nie mogłem wyzbyć się swoich obaw. „Nie ma rzeczy nie możliwych, są tylko trudne do wykonania.” Ku mojej radości, z pomocą przyszła mi znajoma, która przetransportowała mnie z domu na koncert. Udało się! Wieczór był cudowny, koncert znakomity, a ja czułem się świetnie. Mój strój był elegancki, pasował do okazji, ale też odzwierciedlał to, kim jestem i czym się zajmuję. Co chce przez to powiedzieć? Chce powiedzieć, że warto jest ubierać się dla siebie. Zgodnie z dress codem, swoim ciałem, pokładami modowej odwagi. Ale dla siebie. A to, co powiedzą inni, mieć za nic nieznaczący szum. To trudne i wymaga odwagi, ale jest do zrobienia. Polecam.

Kuba.Q

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Felieton opublikowany został na łamach Tygodnika Regionalnego Korso (str. 34) dnia 12 lipca 2016r. Nr 28 (1284)

P.S.
Wszystkich tych, którzy chcieliby o coś mnie zapytać, ale "boją się", bo nie wiedzą czy odpiszę itd., serdecznie do tego zachęcam. Bez obaw - nie gryzę, i na pewno postaram się odpowiedzieć. Śmiało, do odważnych świat należy! ;)

Q

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz