piątek, 1 lipca 2016

FASHION & STYLE OF Q x Korso #3

Tym razem o tym jak często zapominamy się myśląc o urlopie, o tym co dzieje się z naszym wyglądem w okresie letnim, i najważniejsze - o tym, że kontekst ma znaczenie.
Zapraszam do lektury. ;)


„Idziemy na plażę. W Mielcu?”

„Zawsze mam obawy, że gdy włożę kolorową koszulę i pójdę do klubu, ktoś zatrzyma mnie przed wejściem i powie: Przepraszam, ale członkowie zespołu latino wchodzą tylnym wejściem”.

Zdumiewające, że przytoczony cytat to słowa jednego z najbardziej eleganckich mężczyzn, jakim niewątpliwe był Oscar de la Renta, nieżyjący już niestety projektant mody. Jego znakiem rozpoznawczym były niezwykle kobiece i wysublimowane kreacje, w których każda kobieta mogła choć przez chwilę poczuć się jak księżniczka. Ale to nie o Panu Oscarze chce mówić, a raczej o bardzo ważnym przesłaniu, jakie wypływa z jego słów. Po rozłożeniu na czynniki pierwsze powyższego cytatu, jasno widać, że nasz strój ma nie tylko pasować do nas samych, ale też być kompatybilny z okazją i miejscem, do jakiego się udajemy. Zatem, czy nie powinien dziwić Nas widok mężczyzn z dumą paradujących w japonkach, tudzież – klapkach, w środku dnia, „od poniedziałku do piątku”? Śmiem twierdzić, że tak, ale mogę się mylić... „Przecież ubranie ma być wygodne, czyż nie?” Trudno się z tym nie zgodzić. Ale czy zastanawialiście się kiedyś, gdzie kończy się wygoda, a zaczyna modowa rozpusta? Dokąd sięga granica dobrego smaku, a zaczyna plaża i wieczne wakacje? Nie? A ja tak. I powiem wam szczerze – włos się jeży na głowie. To, jakie spustoszenie potrafi przynieść ze sobą wysoka temperatura i słoneczna pogoda, jest niewiarygodne. Nie wiem, od czego to zależy: czy od perspektywy rychłego urlopu, czy od wspomnianej temperatury, ale wiem jedno, wraz z nastaniem cieplejszych dni zwyczajnie głupiejemy. Przepraszam za to wyrażenie, ale takie są fakty. To co się dzieje z ludzkim wyglądem w okresie letnim, jest po prostu nie do opisania. Istna tragikomedia z kiepską fabułą i drewnianymi aktorami. Te wszystkie koszule z krótkim rękawem noszone do garniturów, obciśnięte za małymi ubraniami ciała (niestety, ale nie zawsze utrzymane w dobrej kondycji), bokserki noszone niczym jedwabne koszule, pozostające niezmiennie rodzajem męskiej bielizny; spodenki kąpielowe noszone jako bermudy, koszule w hawajskie wzory, klapki, klapeczki i inne obuwnicze cuda zarezerwowane tylko i wyłącznie na plażę lub sytuacje okołodomowe – koszmar. A wraz z przedziwnie skąpą i mało wyszukaną garderobą podąża kompletna negacja wszystkiego i wszystkich. I tak jak przez osiem miesięcy królują garsonki, garnitury, eleganckie zestawienia, dobre jakościowo i rozmiarowo rzeczy, tak przez pozostałe cztery – „hulaj dusza, piekła nie ma”. Czego wynikiem są np. stopki noszone do długich spodni, bo będzie chłodniej, brak biustonosza, bo wygodniej czy – najgorsze z możliwych – rajstopy w kolorze cielistym zakładane do sandałów lub czółenek z odkrytymi palcami. Brak słów. Wraz z odpowiednim ubiorem – z całym szacunkiem, ale klapki, podkoszulek i poliestrowe spodenki to nie jest zestaw dobry na wyjście do kina – na znaczeniu traci również kontekst. Czyli coś, co niejako „narzuca” nam to, jak w danym momencie mamy, a raczej powinniśmy, wyglądać. I nie chodzi tu o to, by komuś coś wytknąć, skrytykować czy też wyśmiać. Zupełnie nie w tym rzecz. Chodzi o to, by przez zwrócenie uwagi na daną sytuację, która może z pozoru „nas” nie dotyczy, wywołać swego rodzaju dyskusję, wprawić w zastanowienie. By to, jak i gdzie idziemy ubrani, miało równie duże (o ile nie większe) znaczenie, jak wygoda stroju, na jaki się zdecydowaliśmy.

Kuba.Q

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Felieton opublikowany został na łamach Tygodnika Regionalnego Korso (str. 23) dnia 28 czerwca 2016r. Nr 26 (1282)


Q

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz