czwartek, 28 lipca 2016

Wakacyjne #MovieMe

Zapraszam na krótki przegląd filmowych propozycji, które moim zdaniem warte są obejrzenia.


"Mama" (Ma Ma)

Reżyseria: Julio Medem

W roli głównej: Penelope Cruz


Wzruszająca historia, o interesującym zakończeniu.


~~~


"Makbet" (Macbeth)

Reżyseria: Justin Kurzel

W rolach głównych: Michael Fassbender, Marion Cotillard



Klasyk, ale piękny wizualnie.


~~~


"Joy"

Reżyseria: David O. Russell

W roli głównej: Jennifer Lawrence

Nagrody: Jennifer Lawrence - Złoty Glob, Najlepsza Aktorka w komedii lub musicalu



O marzeniach, walce i wielkim (finansowym) sukcesie.


~~~


"Moja miłość" (Mon roi)

Reżyseria: Maiwenn

W rolach głównych: Vincent Cassel, Emmanuelle Bercot



Szalony, ale bardzo prawdziwy.


~~~


"Pokój" (Room)

Reżyseria: Lenny Abrahamson

W rolach głównych: Brie Larson, Jacob Tremblay

Nagrody: Brie Larson - OscarNajlepsza Aktorka Pierwszoplanowa 



Świetnie opowiedziana traumatyczna historia.
P.S. Dobrze, że o poziomie filmu nie decyduje plakat...


~~~


"Dziewczyna z portretu" (The Danish Girl)

Reżyseria: Tom Hooper

W rolach głównych: Eddie Redmayne, Alicia Vikander

Nagrody: Alicia Vikander - Oscar, Najlepsza Aktorka Drugoplanowa 



Szalenie urokliwy.


~~~


"Labirynt kłamstw" (Im Labyrinth des Schweigens)

Reżyseria: Giulio Ricciarelli

W roli głównej: Alexander Fehling



Dowiedzenie prawdy, nigdy nie było łatwe...


~~~


"Spotlight"

Reżyseria: Tom McCarthy

W rolach głównych: Mark Ruffalo, Rachel McAdams, Michael Keaton

Nagrody: Oscar, Najlepszy Film(!),
Tom McCarthy - Oscar, Najlepszy Scenariusz Oryginalny 



Prosty, ale bardzo ważny.


~~~


"Carol"

Reżyseria: Todd Haynes

W rolach głównych: Cate Blanchett, Rooney Mara

Nagrody: Rooney Mara - Złota Palma, Najlepsza Aktorka



O dokonywaniu wyborów, miłości i prawdzie.


~~~


"Kim jest Michael" (I Am Michael)

Reżyseria: Justin Kelly

W roli głównej: James Franco



Jeden z tych, które najbardziej mnie denerwują, a jednocześnie najbardziej ciekawią.


~~~


"Zanim się pojawiłeś" (Me Before You)

Reżyseria: Thea Sharrock

W rolach głównych: Emilia Clarke, Sam Claflin



Wzruszająca opowieść i... jedna z lepszych ról Sama.


~~~


"Iluzja 2" (Now You See Me 2)

Reżyseria: Jon M. Chu

W rolach głównych: Jesse Eisenberg, Mark Ruffalo, Woody Harrelson, Dave Franco



Jest jak dobry magik - potrafi wykorzystać moment, w którym tracisz uwagę.


~~~


"Ghostbusters. Pogromcy duchów" (Ghostbusters)

Reżyseria: Paul Feig 

W rolach głównych: Melissa McCarthy, Kristen Wiig, Kate McKinnon, Leslie Jones, Chris Hemsworth



Prawdziwy #GirlPower w remake'u hitu lat 80-tych z Chrisem w obsadzie! Który oprócz (boskiego) ciała, ma też przysłowiowe "jaja". I nie, nie chodzi mi tutaj o anatomie! :)


~~~


"Star Trek: W nieznane" (Star Trek Beyond)

Reżyseria: Justin Lin

W rolach głównych: Chris Pine, Zachary Quinto, Karl Urban, Zoe Saldana



Choć to bajka, to naprawdę bardzo przyjemnie się ją ogląda.
P.S. Nawet nie obejrzawszy uprzednio poprzednich części... ;)


~~~


"Facet na miarę" (Un homme à la hauteur)

Reżyseria: Laurent Tirard

W rolach głównych: Jean Dujardin, Virgine Efira



Genialna komedia. #jadore


Miłego oglądania! :)


Q

piątek, 22 lipca 2016

FASHION & STYLE OF Q x Korso #5

Kolejny felieton dla Tygodnika Regionalnego Korso. Zapraszam i życzę udanej lektury. :)

„Wszystko dla wszystkich”

Jak radzić sobie z bombardującymi nas hasłami w stylu: „Spróbuj!”, „Ty też tak możesz!”, „Każdy powinien to mieć!”, „Moda nie ma wieku”? Omijać szerokim łukiem, unikać, nie słuchać. Tych, którzy tak doradzają, zwłaszcza.

Myślenie, że moda, a w zasadzie jej produkty są dla wszystkich, jest ni mniej ni więcej jak zwyczajną mrzonką. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o pieniądze. Bo choć plastikowe klapki z dyskontu są tak samo dla „wszystkich” jak skórzana, ręcznie robiona torebka Birkin domu mody Hermès, za kilkanaście tysięcy dolarów, to czy każdy chce nosić takie klapki i czy każdego stać na taką torebkę?
Takie modowe „wszystko dla wszystkich” to marzenie nie do spełnienia. Dlaczego? Z jednego prostego powodu – za bardzo się różnimy, by nosić (lub mieć) to samo. To, że jednej osobie pasują kapelusze, umie je nosić (nie tylko wie jak dany model założyć, ale po prostu „czuje” ten rodzaj nakryć głowy), a do tego dobrze w nich wygląda, to jedno. Niestety, wcale nie oznacza, że z dwudziestoma kolejnymi osobami będzie identycznie, w najlepszym przypadku – podobnie. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Cały wic polega na tym, by nie myśleć o modzie w kategoriach modowego eldorado. „Chcieć, to nie zawsze znaczy móc.” Banalne, ale bardzo prawdziwe, zwłaszcza w kontekście naszego ubioru. Są rzeczy, których nawet choćbyśmy chcieli, nie przeskoczymy. Zbyt niski wzrost, duży biust, krótka szyja, krótkie nogi, brak wcięcia w talii, typ budowy… Na szczęście, nie musimy się tym tak bardzo martwić, przeklinając to jakimi się urodziliśmy. Wystarczy, że będziemy pamiętać o tym, co jest dla nas dobre, a co niekoniecznie. Tyle. Świadomość siebie to podstawa dobrego wizerunku. Można uwielbiać paski i być uzależnionym od noszenia spódnic midi (do połowy łydki), ale trzeba wiedzieć, że paski pogrubiają (zwłaszcza poziome), a tego typu spódnice zaburzają proporcje ciała, skracając przy tym nogi. Zatem, wszystko jest dla ludzi, ale nie wszystko dla każdego. 

Kuba.Q

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Felieton opublikowany został na łamach Tygodnika Regionalnego Korso (str. 24) dnia 19 lipca 2016r. Nr 29 (1285)

Q

piątek, 15 lipca 2016

FASHION & STYLE OF Q x Korso #4

Tym razem o tym, że warto jest stawiać na swoim. Nawet, gdy coś staje nam na drodze, a chwilowy brak odwagi paraliżuje i próbuje zniweczyć nasze plany. ;) Zapraszam i życzę miłej lektury. :)

„Dla siebie czy dla innych?”

Właściwie to dla kogo się ubieramy? Od czego uzależniamy swoje modowe wybory? Dlaczego jednego dnia „wygrywa” różowa sukienka w kropki bordo, a innego – rozkloszowana z kokardą?

Prawda jest taka, że z tym całym ubieraniem, to bywa różnie. Teoretycznie wszyscy twierdzą – i tutaj śmiało można pozwolić sobie na uogólnienie – iż ubierają się tylko i wyłącznie dla siebie. Oczywiście, że najlepiej byłoby gdybyśmy ubierali się dla siebie, zgodnie z tym jaką mamy sylwetkę, tym co lubimy, gdzie i co robimy. Ale bywa tak, że z jakiegoś dziwnego powodu naginamy swoje upodobania by (często na siłę) przypodobać się innym. Wiem, co mówię, sam czasami łapię się na tym, że zastanawiam się, czy aby nie przesadziłem, czy nie będę wyglądać dziwnie na tle innych. Na szczęście, tylko czasami. By udowodnić wam, drodzy czytelnicy, że nie ma co przejmować się tym co powiedzą inni, przeprowadziłem pewien „eksperyment”. Jaki? W miniony wtorek w naszym mieście w ramach XIX Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego odbywał się koncert – recital fortepianowy – Georgijsa Osokinsa. Jako entuzjasta tego typu muzyki, nie mogłem nie pójść i nie posłuchać gry tak utalentowanego i wielokrotnie nagradzanego pianisty. Jak to zwykle bywa, już  za nim nabyłem bilet, dokładnie wiedziałem, jak tego wieczoru chce wyglądać. Mimo pewnych obaw związanych chociażby z tym, czy zostanę delikatnie mówiąc, dobrze zrozumiany, podjąłem wyzwanie i poszedłem ubrany tak, jak to sobie wymyśliłem. Postawiłem na bardzo szerokie, czarne spodnie z wysokim stanem (krój ten pojawia się w trendach zarówno na wiosnę i lato, jak i przyszły sezon – jesień/zimę 2016), które na moją prośbę uszyła mi zaprzyjaźniona krawcowa. Jako że był to wieczór, koncert muzyki poważnej, nie mogło zabraknąć białej koszuli i mojej ulubionej szarej marynarki, którą kupiłem parę sezonów temu w second handzie, za zawrotną sumę – 5 złotych. Całość uzupełniły czarne trampki i zawiązana wokół szyi czarna apaszka (również mocny trend jeśli chodzi o modę męską). Może zabrzmi to dziwnie, ale „problemem” okazało się przejście w tym stroju przez miasto. I choć wiedziałem, że jestem w stanie unieść ten strój, to nie mogłem wyzbyć się swoich obaw. „Nie ma rzeczy nie możliwych, są tylko trudne do wykonania.” Ku mojej radości, z pomocą przyszła mi znajoma, która przetransportowała mnie z domu na koncert. Udało się! Wieczór był cudowny, koncert znakomity, a ja czułem się świetnie. Mój strój był elegancki, pasował do okazji, ale też odzwierciedlał to, kim jestem i czym się zajmuję. Co chce przez to powiedzieć? Chce powiedzieć, że warto jest ubierać się dla siebie. Zgodnie z dress codem, swoim ciałem, pokładami modowej odwagi. Ale dla siebie. A to, co powiedzą inni, mieć za nic nieznaczący szum. To trudne i wymaga odwagi, ale jest do zrobienia. Polecam.

Kuba.Q

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Felieton opublikowany został na łamach Tygodnika Regionalnego Korso (str. 34) dnia 12 lipca 2016r. Nr 28 (1284)

P.S.
Wszystkich tych, którzy chcieliby o coś mnie zapytać, ale "boją się", bo nie wiedzą czy odpiszę itd., serdecznie do tego zachęcam. Bez obaw - nie gryzę, i na pewno postaram się odpowiedzieć. Śmiało, do odważnych świat należy! ;)

Q

piątek, 1 lipca 2016

FASHION & STYLE OF Q x Korso #3

Tym razem o tym jak często zapominamy się myśląc o urlopie, o tym co dzieje się z naszym wyglądem w okresie letnim, i najważniejsze - o tym, że kontekst ma znaczenie.
Zapraszam do lektury. ;)


„Idziemy na plażę. W Mielcu?”

„Zawsze mam obawy, że gdy włożę kolorową koszulę i pójdę do klubu, ktoś zatrzyma mnie przed wejściem i powie: Przepraszam, ale członkowie zespołu latino wchodzą tylnym wejściem”.

Zdumiewające, że przytoczony cytat to słowa jednego z najbardziej eleganckich mężczyzn, jakim niewątpliwe był Oscar de la Renta, nieżyjący już niestety projektant mody. Jego znakiem rozpoznawczym były niezwykle kobiece i wysublimowane kreacje, w których każda kobieta mogła choć przez chwilę poczuć się jak księżniczka. Ale to nie o Panu Oscarze chce mówić, a raczej o bardzo ważnym przesłaniu, jakie wypływa z jego słów. Po rozłożeniu na czynniki pierwsze powyższego cytatu, jasno widać, że nasz strój ma nie tylko pasować do nas samych, ale też być kompatybilny z okazją i miejscem, do jakiego się udajemy. Zatem, czy nie powinien dziwić Nas widok mężczyzn z dumą paradujących w japonkach, tudzież – klapkach, w środku dnia, „od poniedziałku do piątku”? Śmiem twierdzić, że tak, ale mogę się mylić... „Przecież ubranie ma być wygodne, czyż nie?” Trudno się z tym nie zgodzić. Ale czy zastanawialiście się kiedyś, gdzie kończy się wygoda, a zaczyna modowa rozpusta? Dokąd sięga granica dobrego smaku, a zaczyna plaża i wieczne wakacje? Nie? A ja tak. I powiem wam szczerze – włos się jeży na głowie. To, jakie spustoszenie potrafi przynieść ze sobą wysoka temperatura i słoneczna pogoda, jest niewiarygodne. Nie wiem, od czego to zależy: czy od perspektywy rychłego urlopu, czy od wspomnianej temperatury, ale wiem jedno, wraz z nastaniem cieplejszych dni zwyczajnie głupiejemy. Przepraszam za to wyrażenie, ale takie są fakty. To co się dzieje z ludzkim wyglądem w okresie letnim, jest po prostu nie do opisania. Istna tragikomedia z kiepską fabułą i drewnianymi aktorami. Te wszystkie koszule z krótkim rękawem noszone do garniturów, obciśnięte za małymi ubraniami ciała (niestety, ale nie zawsze utrzymane w dobrej kondycji), bokserki noszone niczym jedwabne koszule, pozostające niezmiennie rodzajem męskiej bielizny; spodenki kąpielowe noszone jako bermudy, koszule w hawajskie wzory, klapki, klapeczki i inne obuwnicze cuda zarezerwowane tylko i wyłącznie na plażę lub sytuacje okołodomowe – koszmar. A wraz z przedziwnie skąpą i mało wyszukaną garderobą podąża kompletna negacja wszystkiego i wszystkich. I tak jak przez osiem miesięcy królują garsonki, garnitury, eleganckie zestawienia, dobre jakościowo i rozmiarowo rzeczy, tak przez pozostałe cztery – „hulaj dusza, piekła nie ma”. Czego wynikiem są np. stopki noszone do długich spodni, bo będzie chłodniej, brak biustonosza, bo wygodniej czy – najgorsze z możliwych – rajstopy w kolorze cielistym zakładane do sandałów lub czółenek z odkrytymi palcami. Brak słów. Wraz z odpowiednim ubiorem – z całym szacunkiem, ale klapki, podkoszulek i poliestrowe spodenki to nie jest zestaw dobry na wyjście do kina – na znaczeniu traci również kontekst. Czyli coś, co niejako „narzuca” nam to, jak w danym momencie mamy, a raczej powinniśmy, wyglądać. I nie chodzi tu o to, by komuś coś wytknąć, skrytykować czy też wyśmiać. Zupełnie nie w tym rzecz. Chodzi o to, by przez zwrócenie uwagi na daną sytuację, która może z pozoru „nas” nie dotyczy, wywołać swego rodzaju dyskusję, wprawić w zastanowienie. By to, jak i gdzie idziemy ubrani, miało równie duże (o ile nie większe) znaczenie, jak wygoda stroju, na jaki się zdecydowaliśmy.

Kuba.Q

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Felieton opublikowany został na łamach Tygodnika Regionalnego Korso (str. 23) dnia 28 czerwca 2016r. Nr 26 (1282)


Q