poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B.

2014 rok. Na mapie wydarzeń poświęconych modzie, ni stąd ni zowąd, pojawia się Mielec Fashion Time. (Przykro mi, ale nie mam najmniejszego zamiaru, tłumaczyć każdego słowa czy wyrażenia, które można by potraktować dwuznacznie. #sorry) Zawiedziony tym, że kolejna edycja (wtedy V) Mielec Fashion Week nagle została odwołana, głodny tego typu imprez, z nieukrywanym zainteresowaniem, zacząłem spoglądać w stronę MFT.
Błagam, nie pytajcie mnie czy nie wydało mi się to dziwne, że w niewyjaśnionych okolicznościach znika MFW, po czym jak grzyb po deszczu - pojawia się inna impreza, o bliźniaczo brzmiącym tytule, na dodatek zorganizowana w tym samym miejscu. (Jakby znalezienie innego lokum, graniczyło z cudem...) Jako, że nie jestem detektywem, ani też (wtedy) nie byłem do końca świadom tego, co kryje za swoją jakże #kreatywną nazwą ta impreza, nie dociekałem prawdy. Po prostu. Zadowolony, że w ogóle coś się dzieje, ostatnim rzutem kupiłem bilet i dokładnie 5 kwietnia o godzinie 17-tej, zasiadłem w loży na balkonie, w oczekiwaniu na - jak się później okaże - pierwszą edycję Mielec Fashion Time.
I muszę szczerze przyznać, że byłem pozytywnie zaskoczony, tym co zobaczyłem. Nie: zachwycony, a jedynie - pozytywnie zaskoczony. Czym? A np. tym, że każda kolekcja miała nieco zmienioną choreografię (to za duże słowo, ale nie cierpię zdrobnień, a inne określenie nie przychodzi mi w tym momencie do głowy), a także zupełnie inną muzykę. "Zaraz chwileczkę!" (To akuratnie muszę wytłumaczyć.) Uważam, że było to o tyle "ciekawe" i przyjemne dla widza, o ile przed każdym mini pokazem, czytany jest opis kolekcji czy jak kto woli, często gęsto - elaborat bez składu i ładu. Wtedy muzyka pozwala lepiej zrozumieć to, co zostało uprzednio usłyszane, a przy okazji nadaje prezentacji pewien klimat i podbija jej charakter. Co osobiście, uważam za szalenie ważne. (Brak muzyki, to też jakaś oprawa muzyczna.) Nie piszę o kolekcjach, bo ich poziom bywa różny, a ich jakość nie ma wpływu na poziom organizacji danej imprezy. Aaa! Na zwrócenie uwagi zasługuje fakt, iż przed wejściem na salę, rozdawane były (no nie były to informacje prasowe), ale coś na kształt programu/biuletynu zawierającego krótkie opisy prezentowanych kolekcji. #fajne I to by było na tyle z tzw. plusów. O scenografii, którą stanowiły sponsorskie roll-up'y nie wspominam - brak mi słów, o świetleniu także - było nijakie, a wiem, że mogło być lepsze. Co do prowadzenia... Jakoś szczególnie nie zapadło mi w pamięć, więc też... jakby go nie było.
Reasumując, pierwsza edycja MFT, w moim odczuciu i ocenie, wypadła całkiem #znośnie. A przynajmniej na tyle, że zwykłem myśleć, iż pozytywne wrażenie, jakie na mnie wywarła, pojawi się podczas 2 edycji. Niestety. Rozczarowanie jakie spotkało mnie w trakcie 2 edycji przygniotło, a wręcz zgniotło, nadzieję, jaką w niej pokładałem. Ale od początku.
Mamy rok 2015. Mielec Fashion Week wraca z V edycją (a także ze mną w swoim team'ie), zaś MFT przygotowuje swoją drugą edycję. W tzw. między czasie, dowiaduję się wielu ciekawych rzeczy, na temat okoliczności w jakich narodził się TIME, ale nadal trwam przy swoim postanowieniu. "Jeżeli sam nie zobaczę, nie będę wiedzieć jak było, nie będę mieć na czym zbudować własnego zdania, etc." Dlatego: kupiłem bilet (tym razem w III rzędzie) i bez jakichkolwiek uprzedzeń (wierzcie mi lub nie) poszedłem zobaczyć to, co przygotowali.
Zacznę od pozytywów. Ponownie pojawiły się foldery i inna muzyka. Zmienili się prowadzący tzn. Katarzyna Krzeszowska, która podczas pierwszej edycji była członkiem jury, wcieliła się w rolę prowadzącej, a partnerował jej Hubert Centkowski (wtedy Bisto). (Czy była to dobra decyzja, zaraz się okaże.) A teraz negatywy... Na temat żenujących, wcale nie śmiesznych i bezsensownych żartów czy też komentarzy Pana prowadzącego, nie powiem ani słowa. Tego nie da się, a wręcz nie ma sensu, komentować. Było minęło. Pan prowadzący miał również za zadanie, wyreżyserować tzw. finałowe wyjście. Co do tej #reżyserii - duże słowo, którego jedynie użyto, bo lepiej "brzmi". Tyle. Skończyło się na tym, że wszyscy stanęli w półkolu i #hocuspocus po finale. #emocje_jak_na_rybach
Także tego... Dziwnym trafem tylko jedna z uczestniczek, przedstawiana była per pani. Hmm... ciekawe? O przydługawych monologach przeradzających się w jeszcze nudniejsze dialogi, czy o "inspiracjach" WEEK'iem, które dostrzegłby nawet niewidomy, nie wspomnę. Kolekcje jak kolekcje - w tym momencie (niestety) drugorzędna sprawa.
Podsumowując, po wyjściu z sali byłem nie mniej ni więcej jak wściekły, tym czego przyszło mi słuchać. Nie mówiąc już o tym, kto za kogo się podawał i czym się "popisał"... #szkoda_słów
Jak się zapewne domyślacie, ciąg dalszy - w postaci trzeciej edycji, miał przyjść już w następnym roku. No i nadszedł. I to jaki!
W plątaninie m.in. dziwnych telefonów (np. do radia, dziwnym trafem przed audycją Ilony Jankowskiej), sugestywnych uwag pod adresem MFW, kopiowania wszystkiego co możliwe - byleby lepiej, mocniej, bardziej, czy nagabywania wspólnych patronów do rezygnacji ze współpracy z Nami (MFW) kończąc, powstała 3 edycja Mielec Fashion Time.
Impreza, która po dziś dzień jedzie na dobrej opinii i rozgłosie WEEK'u, bo gdzie by nie spojrzeć i kogo by nie zapytać (nawet potencjalnych uczestników TIME'u) nie wiele osób wie, że TIME to NIE WEEK, a WEEK to już na pewno NIE TIME. No cóż...
Niemniej jednak i tym razem postanowiłem sprawdzić, czy trud i praca, jaką włożyły w organizację pewne osoby, warte były tego #wszystkiego...
Pamiętacie taką scenę z filmu pt."Nigdy w życiu", kiedy to Judyta rozmawia z Ulą na temat kupna działki na wsi i mówi: "Nie żebym była uprzedzona czy coś, ale z góry wiem, że nie. Ulka never!"?
Ja przygotowując się w sobotę na "pokaz", byłem prawie pewien, że to co zaraz zobaczę będzie niczym innym jak ucztą pt. "jak zjeść swój własny ogon". I kurcze, nie pomyliłem się. A chciałem dobrze. (Bo niby dlaczego życzyć komuś źle? Dlatego, że jest wtórny?) Nawet miałem takie myśli: że kurcze Rafał Maślak, tyle ma tych followers'ów itd., tyle osób dowie się o tym gdzie jest i co robi w Mielcu, kurcze on to może dobrze poprowadzić...
Zaznaczam, że powstrzymywałem się jak tylko mogłem, trzymając swoje zjadliwe 'ja,' schowane głęboko na dnie szafy, by przed wcześnie go nie wypóścić. Niestety, nie udało się. Już na samym początku okazało się, że będzie "ciekawie"...
Kiedy wszedłem na salę, moim oczom ukazał się wielki ekran (rozstawiony z boku sceny), na którym dziesiątki razy wyświetlany był filmik z przygotowań. Jako, że byłem 10 minut przed czasem, zdążyłem zobaczyć zamykającą się kurtynę, krótką wymianę zdań jednego z kamerzystów z Panią organizator, a także (tutaj zaskoczenie) - całe jury, które grzecznie siedziało na wyznaczonych miejscach. Po piętnastominutowym opóźnieniu, kurtyna odsłoniła to, co zakrywała czyli...? No właśnie. Golusieńką jak ją Pan budowniczy stworzył scenę z dwoma ... (miejsce na przymiotnik) zdjęciami sesji podwodnej. Aaa! Jeszcze powywracane donice z (najprawdopodobniej) sztucznymi kwiatami, które stanowiły tzw. element dekoracyjny. (Doskonale komponowały się z podkładem muzycznym filmiku.)
Wieczór rozpoczął pokaz kolekcji autorstwa Olgi Leś - wyłączony z części konkursowej. Po tym jakże uroczym wstępie, poznaliśmy prowadzących: Katarzynę Krzeszowską (znowu) i Rafała Maślaka. Którzy zapowiedzieli występ grupy tanecznej UDS i... Na tym lista tego, co #fajne i #cool związanego z konferansjerami się kończy. Dalej było już tylko gorzej... "Wobrażałoby się czy projektanty", to jedne z lżejszych... słownych #smaczków.
Po przydługim wstępie, nareszcie nastąpiła część konkursowa, a wraz z nią czytanie opisów, których dam sobie rękę uciąć nikt nie słuchał, a już na pewno nie pamięta. Dlaczego? Bo były tak dłłłłuuugggiieeee i nudne, zawiłe i dziwne, a na dodatek czytane w tak beznadziejny sposób, że aż wstyd. (Celowo omijam kolekcje.) Po części konkursowej przyszła pora na czytanie #list. Sponsorów, partnerów i patronów. Było ich od... Dużo i trwało to stanowczo zaaa dłuuugooo.
A teraz coś dla widzów! Czyli... konkurs! (I kultowe zdanie: "Ty czytaj, a ja pójdę po kosz", które na zawsze pozostanie w mojej głowie.) W którym wygrali Ci z "dużymi biletami". Zgadnijcie, kto dostaje większe (rozmiarowo) bilety? No właśnie.
W trakcie losowania, do swojego występu przygotowywali się Kuba i Sabina. Muzyczne gwiazdy, które same sobie wszystko pownosiły i rozłożyły na scenie. #zuch_dzieciaki Nie przepraszam. Tylko Kuba i Pan, który towarzyszył im tego wieczoru wnosili. Sabina z racji skręconej kostki i tego, że jest kobietą - weszła, zaśpiewała i zeszła ze sceny. Swoją drogą, ich koncert był jedną z przyjemniejszych rzeczy, jakich przyszło mi doświadczyć tego wieczoru. Polecam ich muzykę. Naprawdę miło się ich słuchało.
No i znowu! Przed koncertem miała miejsce jeszcze jedna urocza scenka. Otóż, Kasia i Rafał w przypływie emocji i (jak mniemam) chęci rozbawienia publiczności, postanowili się posprzeczać. #sosweet Pozwólcie, że nie będę cytować. #tak_będzie_lepiej #trustme
Po koncercie odbył się jeszcze jeden pokaz. Pokaz kolekcji By Mielczarkowski. (Którego kolekcję, każdy mógł zobaczyć oglądając uważnie #filmik, ponieważ jedna z nagranych prób, odbyła się właśnie w jego ubraniach. Tak. Dokładnie w tych samych, które chwilę później ujrzeliśmy na żywo.) Następnie werdykt, kilka (dosłownie i w przenośni) słów od ponad 15-osobowego jury (swoją drogą te 2-3 zdania, które wypowiedziała Pani Krystyna Mazurówna, powiedziały więcej niż potoki słów, których musiałem wysłuchiwać przez 2 i pół godziny), wręczanie nagród (bardzo specyficzne), zdjęcia do #albumu i pożegnanie. W skład, którego wchodziły: przeprosiny (zresztą słuszne) prowadzących i informacja, że spotykamy się za rok. #Yeah I tym optymistycznym akcentem, 3 edycja Mielec Fashion Time przeszła do historii. #Ufff
Co do kolekcji, to był to drugi (po koncercie), a zarazem ostatni pozytyw tej edycji. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że docenieni zostali Ci, na których stawiałem, a zwłaszcza kolekcja autorstwa Pani Violi JAGOS. Jeszcze raz GRATULACJE!

Konkludując, tak było źle, a nawet gorzej. A swojego zdania, choć bardzo dosadnego, nie zmienię. Jestem świadom tego co i jak piszę i biorę za to pełną odpowiedzialność. Nawet jeśli ktoś po przeczytaniu tego jednego zdania, wrzucił mnie do wora z napisem "hejter". Trudno. Jakoś to przeboleję. Czasami dla lepszego widoku trzeba podejść bliżej. A nawet zniżyć się do poziomu oglądanego "obiektu". Że nie wypada? Że odstaje? Że nie pasuje? No cóż... Cały czas tak ą ę? Kto by to wytrzymał? Ja na pewno nie.
A taką kropka nad i (jeśli uważacie mnie za stronniczego) niech będzie śmiech (sali i nie tylko) na to, co tak #dosadnie próbowałem Wam pokazać. Czy mi się udało? Ocenicie sami. Bezpośrednio zainteresowani i tak pękają z dumy. #takie_życie
Czy było warto? Myślę, że tak. Zdecydowanie.


Q

9 komentarzy:

  1. Witam serdecznie. Miałam okazję uczestniczyć w poprzedniej edycji tego modowego widowiska i szczerze powiem mam wrażenie, że byliśmy na dwóch różnych imprezach. Mnie się podobało bardzo. Nie zgodzę się także na ocenę osób prowadzących Pani Kasi i Pana Huberta. Mam wrażenie, że nigdy nie bawiłam się lepiej. Dużo było dowcipu i dużej klasy. Było długo? Przecież modelki musiały się przebrać. Pan jako osoba zajmująca się modą powinien to wiedzieć. Osobiście twierdzę, że było dowcipnie, momentami nawet pikantnie i tylko dlatego udało mi się trzy godziny tam wysiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam. Bardzo dziękuję za komentarz. Cóż mogę powiedzieć? Ciesze się, że Pani się podobało. Ja pomimo stronniczości, którą Pani mi zarzuca, staram się nie nadużywać argumentu "że coś mi się podoba". Niestety 100% obiektywizm jest czymś awykonalnym. Bo komentując choćby ulotkę, kierujemy się nie tylko wiedzą, ale też doświadczeniem, własnymi upodobaniami, odczuciami, gustem, itd. Co widać chociażby po Pani komentarzu. Ja wyraziłem swoje zdanie, a Pani swoje. Jest różne, bo my jesteśmy różni. Tyle. Swoją drogą to ciekawe, że "siedziała" tam Pani przez trzy godziny, a jedyne co Panią tam "trzymało" to prowadzenie...

      Usuń
    2. Pani Magdo, szkoda zachodu. Q określa się uczciwie jako przeciwnik MFT, więc co by nie miało miejsca będzie źle. Jenocześnie przez 6 edycji MFW, zapewne z braku podstawowej wiedzy nie zauważył naganności używania tej nazwy. Mozna zatem wnioskować, ze mamy do czynienia z kompetencjami mędrca z ciemngrodu. Q i Panią zapraszam do wysłuchania opinii innych o MFT https://youtu.be/zQkT9HgpRdg

      Usuń
    3. Jak widać powyżej - "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" i... (własnej, bo nie właściwej) interpretacji. Szkoda, że ktoś zadał sobie tyle trudu (przeczytał mój tekst), a wyrwał z niego tylko to, co było mu "potrzebne", by jak "tonący..." chwycić się czegoś co pogrąża tych, których zdaję się bronić. Smutne to i śmieszne zarazem. O ile mi wiadomo (oczywiście mogę się mylić, bo nie jestem prawnikiem) nie ma jakichkolwiek obwarowań, jeśli chodzi o używanie/stosowanie terminu "fashion week". Inaczej MFW nie doczekałby się 6 edycji, a jedynie umarł w zarodku, walcząc w sądzie. Śmieszne jest to, że ktoś czepia się nazwy (widać, że nie ma czego, więc wyciąga coś o czym kompletnie nie ma pojęcia) na podstawie, której powstała inna - Mielec Fashion TIME. No cóż... Ja oprócz "wnioskowania" czy nad interpretowania wszystkiego i wszystkich, staram się zachować resztki profesjonalizmu, nawet jeśli emocje jakie żywię do organizatorów, są takie a nie inne. Myślę, że to widać na pierwszy rzut oka. Że tak naprawdę chodzi o LUDZI, a w zasadzie czyny i zachowanie, a nie imprezę samą w sobie.
      Swoją drogą to ciekawe, że nikt (nawet Pani) nie zrobił nic by to, co "naganne" zostało ukrócone? Jak można czemuś się przyglądać, mieć na ten temat (zdaję się, że negatywne) zdanie i nie zrobić nic. Kompletnie nic. Tylko teraz, kiedy ktoś podsumował (subiektywnie, nie mówię że nie) to co dobre ale też i złe, wyjeżdża z jakimiś pretensjami, żalami, oburzeniem i zniesmaczeniem. Ja się pytam: a gdzie była Pani 6 lat temu? W ciemnogrodzie? Wnioskowała Pani za słusznością marnej podróbki, wtórnego tworu, imitacji czegoś na co teraz Pani utyskuje? I jeszcze ma Pani czelność publikować jakieś swoje linki. A nie przepraszam, opinie. Tych którzy powiedzą, że wszystko jest cacy, że w ogóle oh ah eh i uh, cud miód. Przecież każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie. Czyż nie? Moja buta i (te jakże marne) kompetencje pozwoliły mi wyrazić takie, a nie inne. Subiektywne, ale prawdziwe. Bo gdyby było inaczej, nie chodziłbym na tę imprezę, nie kupowałbym biletów, nie robił notatek, nie słuchał i nie patrzył, nie analizował, nie porównywał, nie wytykał błędów ani nie punktował tego co dobre, a już na pewno bym o tym nie pisał. No błagam. Kto będąc AŻ tak uprzedzonym, AŻ tak by się "wysilał"? I to po co? Dla kogo? Chyba tylko naiwniak, myślący, że jak powie co i jak wygląda, że nie wszystko "złoto co się świeci", to (może) ktoś w końcu zdejmie te "czasowo-różowe" okulary i zobaczy tą jakże smutną rzeczywistość. Widać taki mój los. Niedouczonego (naiwnego!) mędrcy z ciemnogrodu.

      P.S. Uprzejmie proszę, nie promować się na mojej stronie, bo jak raczyła Pani zauważyć, tworzy ją "mędrzec z ciemnogrodu".

      Usuń
  2. Istotnie, obwarowań prawnych do nazwy Fashion Week nie ma.
    Wartość tego pojęcia budowała się w świecie mody przez
    kilkadziesiąt lat i wiążą się z tym istotne kryteria,
    które powinno spełnić przedsięwzięcie, żeby mieć
    moralne prawo do używania takiej nazwy.
    Powinien o tym wiedzieć każdy kto próbuje ocierać się o modę.
    Gdyby uprościć i pominąć światowy sens zestawienia tych słów,
    pozostanie nadal słowo week, które zrozumiałe jest dla wszystkich.
    Dla nas zatem, niewiedza w tak podstawowych znaczeniach jest
    tym, co nazwaliśmy ciemnogrodem.
    Nie byliśmy na żadnej edycji imprezy bo to jedna z kilkuset jakie są
    corocznie w Polsce, więc dla nas marginalna i bodaj dopiero 4 czy 5
    jej edycja przebiła się do naszej swiaomości.
    Nie mamy zatem podstaw do jej oceny.
    Możemy jedynie oceniać zasadność nazwy, która była nadużyciem.
    Skoro ma się ona zmienić, temat nareszcie stanie się bezprzedmiotowy.
    Zamieszczony link jest skierowany tylko do dwóch zainteresowanych osób, gdyż zawiera opinie innych w temacie z którymi też się utożsamiamy.
    I tak dla wyprowadzenia z błędu. Nasze teksty są stanowiskiem
    Fashion Film TV i pisał je pan a nie pani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z doświadczenia wiem, że taka dyskusja w Internecie nie wiele wnosi, ot zwykłe bicie piany - zwłaszcza w tym przypadku, mimo to z przyjemnością "odbiję piłeczkę".
      Nadal nie widzę sensu Pańskich komentarzy? Czy nie można było od razu zasięgnąć odpowiedniej wiedzy, co do zapowiadanych zmian? Idąc dalej - czy gdziekolwiek wspomniałem, że owa impreza, została przeze mnie stworzona, a tym sam - tak, a nie inaczej nazwana? Nie rozumiem takiego toku myślenia: najpierw powiem, później sprawdzę??? I to jeszcze jak? To, że zostałem przez Pana obrażony nie ulega wątpliwości. "Mędrzec z ciemnogrodu" nie należy chyba do najprzychylniejszych określeń, używanych w dyskusji, zwłaszcza gdy jest się komuś zupełnie obcym. Bynajmniej. A argumenty ad personam są... jakby to powiedzieć... słabe. Ale nie to uważam za najważniejsze w tym momencie.
      Wszystko zaczęło się od nazwy, zatem pozwolę sobie do niej wrócić. Otóż, nie, to nie ja jestem twórcą tejże imprezy, i to nie ja posunąłem się do tego jakże niemoralnego precedensu, stosując tenże tytuł. Owszem pracuję dla jej twórczyni, ale nie zmienia to faktu, iż nie odpowiadam za jej nazwę. (Powiem więcej, moje stanowisko co do nazwy tej imprezy wszystkim jest znane. Także jej twórczyni.)
      Proszę mi wierzyć lub nie, doskonale wiem co oznacza słowo 'week'. Nawet najciemniejszy ciemnogrodzianin wie czym jest słownik. I o dziwo, potrafi z niego korzystać. Zatem nie widzę powodu, dla którego nazywa mnie Pan ciemnotą, bo chyba tak można by to "uprościć", nieprawdaż?
      A czy nie przyszło Panu do głowy, że użycie takiej a nie innej nazwy było związane z nieco bardziej przyziemną rzeczą? Jaką jest np. zrobienie "szumu"? Szumu wokół projektu, który doskonale "ociera się o modę", a robi to w otoczeniu niewiele wiedzących, a dużo mówiących, kompletnie nie związanych z modą ludzi? Dając tak wiele dobrego młodym projektantom (nie tylko), a przy tym miastu, które tym samym promuję? Nie? Szkoda.
      To czy było to rozsądne, zasadne czy "moralne", nie mnie to oceniać. A już na pewno nie tym, którzy nie mają zielonego pojęcia o MFW i idei jaka mu przyświeca. Przykro mi. To, że stoi Pan na straży moralnego prawa, to jedno. Ale to, że nie ma Pan wystarczającej wiedzy na temat jaki się Pan wypowiada, to drugie. I w moim odczuciu, ważniejsze.

      Usuń
    2. c.d.

      To, że "przebiła się do waszej świadomości" dopiero od 4 edycji niczego nie tłumaczy. Czekać trzy lata i tak się przyglądać, tak bezczynnie patrzeć jak ktoś bezkarnie niszczy dobre "imię"? Skandal!
      Poza tym nie wyobrażam sobie, komentować czegoś uprzednio nie sprawdziwszy co komentuje, o czym piszę, kogo krytykuję, etc. Po prostu nie mieści mi się to w głowie. I przepraszam, ale zauważyłem, że siedzę w tym temacie "głębiej" niż Pan i cały ten "raban", śmierdzi mi na kilometr...
      Co do Pańskiego stanowiska, to widzę, że zaczyna ono ewoluować. Najpierw zarzuca mi Pan stronniczość, brak obiektywizmu i kompetencje na poziomie mędrca z ciemnogrodu. Zaś potem wszystko to "upraszcza" i sprowadza do "niewiedzy w tak podstawowych znaczeniach", czyli ni mniej ni więcej jak braku znajomości znaczenia słowa week!? To albo mnie Pan obraża, albo czepia się czegoś co nijak się ma do mojej osoby!? Powtarzam po raz kolejny: nie jestem twórcą MFW. A to, że komentuję MFT, pochlebnie lub nie, nijak się ma do MFW i jego nazwy.
      Przepraszam, ale to zdanie: "Zamieszczony link jest skierowany tylko do dwóch zainteresowanych osób, gdyż zawiera opinie innych w temacie z którymi też się utożsamiamy." - wydaje mi się kompletnie nie zrozumiałe i bezsensowne. Bo po pierwsze, do jakich dwóch osób? Pani Magdy i mnie? Już Pan zapomniał jak napisał, cytuje: "Q określa się uczciwie jako przeciwnik MFT, więc co by nie miało miejsca będzie źle." Co miał Pan na myśli pisząc to zdanie? Bo chyba nie to, że jak nazwie mnie Pan uprzedzonym przeciwnikiem, pokuszę się o zaczerpnięcie "innych opinii". Bo albo jestem "anty, uprzedzony i wszystko co MFT jest ble", albo ja tu czegoś nie rozumiem!? "Innych w temacie z którymi się utożsamiamy" - przyznam, że brzmi to tak enigmatycznie, że aż zabawnie.
      Nie rozumiem też dlaczego, ni stąd ni zowąd, "wyprowadza mnie Pan z błędu"? Czy wątpi Pan w swój obiektywizm i to, że ktoś mógłby zarzucić Panu stronniczość? Każdy widzi z jakiego konta Pan piszę. Skąd obawa, że ktoś mógłby pomyśleć inaczej? Że... no nie wiem... są Państwo/Pan "nastawieni tak a nie inaczej" na wszystko co związane z MFW?
      A to, że pisał je Pan, a ja kierując się zdjęciem pomyślałem, że pisze je np. kobieta... no cóż... Przykro mi, że się Pan nie podpisał.

      Jak Pan widzi, ta dyskusja, zwyczajnie nie ma sensu. Bo pisze Pan o czymś, co nijak się ma zarówno do tekstu (pod którym publikuje Pan swoje komentarze) jak i moich "kompetencji", jeśli chodzi o nazwę i samą idee MFW.
      Ponieważ mniej więcej wiem, jak Pan może teraz zareagować, chciałbym uprzedzić, że ja... Także nie odpuszczę. Bo moda modą. Impreza imprezą. Ale nie pozwolę by ktoś bezpodstawnie mnie obrażał, a przy tym próbował "przeforsować" swoje zdanie, nie mając ku temu powodu i - przepraszam, ale także wiedzy. A już na pewno nie będzie promował siebie i "opinii innych" na mojej stronie. Dlatego (ponownie) uprzejmie proszę o skasowanie tego odnośnika.

      P.S.
      Żebyśmy się zrozumieli jasno, ciemnogród, to według słownika: "środowisko zacofane, kołtuńskie". Zatem gdzie zacofanie, a gdzie domniemana niewiedza?

      Usuń
  3. No cóż poddajemy się. Nasze myśli zamienione na słowo pisane,
    są niejednoznacznie rozumiane przez odbiorcę, więc powinniśmy dać
    sobie spokój skoro nie jesteśmy komunikatywni i czytelni.
    W związku z naszym tekstem, odpowiedzi adwrsarza nie jesteśmy
    w stanie w większości pojąć (jak przypuszczamy są celne i pełne polotu),więc to my sobie powinniśmy przypisywać ciemnogród a nie komuś.
    Jesteśmy pod wrażeniem umiejętności napisania relacji z imprezy
    modowej, w której najmniej jest o niej samem a najwięcej o wszystkim
    co działo się obok niej. Nie mamy niestety takiego talentu.
    Nie umielibyśmy złożyć nawet minuty w tak pięknym stylu o tym,
    kto dłubał sobie w nosie, co zobaczyliśmy w koszu na śmieci itp.
    Zazdrościmy tego zmysłu obserwacji rzeczy ważnych z modowego eventu.
    Zazdrościmy też umiejętności budowania swojego wzerunku
    ''komentatora mody'' w sieci, na bazie kopisty dorobku innych
    i jak sądzimy nie naruszając przy tym praw autorskich,
    a opatrzonych własnymi błyskotliwymi komentarzami.
    My potrafimy tak niewiele, bo jak dotąd bazujemy na materiałach
    własnych i tam gdzie byliśmy osobiście, więc nasze horyzonty
    nijak się mają do światowości Q.
    Uświadamiając to sobie dochodzimy do wniosku, że
    nigdy nie osiąniemy wyżyn profesjonalizmu w dziedzinie fashion,
    na jaki wspiął się Q. Za wysokie niestety dla nas progi.
    Dlatego zawstydzeni i pełni pokory deklarujemy, że postaramy się
    nie zajrzeć już tam gdzie pisuje. Jeśli zdecyduje się kiedyś na łaskę napisania do nas, to prosimy o inną formę dotarcia.

    PS. Nie wiemy jak można wymazać zamieszczony link jeśli
    jest taka możliwość. Zgadzamy się, nie zasłużył aby znalaźć
    się na tak poczytnym i opiniotwórczym profilu.
    Zwykle leży to w gestii administratora,
    więc niech tam usunie co uzna za naganne.
    Przyjmiemy to z wdzięcznościa i ulgą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I czy nie miałem racji? Owszem miałem. Wiedziałem, że tłumacząc krok po kroku swoje stanowisko, po kolei odnosząc się do Państwa komentarzy, skończy się tak jak się skończyło. Na zwykłym braku dystansu, bo chyba tak należałoby to nazwać. Bo już sam nie wiem jak to określić. Niczym nieuzasadniony komentarz z uszczypliwą uwagą, ewoluował w zmianę stanowiska, by finalnie stać się "ironicznym" kubłem pomyj. Zupełnie tego nie pojmuję???
      O państwa słowie pisanym też można by powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest zrozumiałe. A świadczą o tym liczne literówki, które jak mniemam spowodowane są emocjami jakie wywołuje w Państwu moja uszczypliwość i brak wiedzy. Tak patrząc na to z boku już sam nie wiem kto bardziej się ośmieszył w tej "dyskusji"...
      "Jesteśmy pod wrażeniem umiejętności napisania relacji z imprezy
      modowej, w której najmniej jest o niej samem a najwięcej o wszystkim
      co działo się obok niej." - Gratuluje. Jeśli takie rzeczy jak to gdzie się odbywa impreza, co się na niej dzieje, jak zachowują się prowadzący, organizatorzy, etc. nie jest dla Państwa ważne, to dziwne że pokazy mody (i inne tego typu wydarzenia) nie odbywają się w stodołach...?
      "Zazdrościmy też umiejętności budowania swojego wzerunku
      ''komentatora mody'' w sieci, na bazie kopisty dorobku innych
      i jak sądzimy nie naruszając przy tym praw autorskich,
      a opatrzonych własnymi błyskotliwymi komentarzami." - Bardzo proszę o przykłady. Jestem niesamowicie ciekaw kogo kopiuje. Bo do prawdy nie wiem. Czy krytyczne zdanie na dany temat można skopiować? Jak widać można. Uszczypliwość, dociekliwość, żart, ironie? Na to wychodzi że też. W takim razie jestem kopistą cech zarówno wrodzonych jak i nabytych. Po prostu nadmędrzec!
      Wrócę jeszcze raz do Państwa ironii. Doprawdy żałosne jest to, że dali się Państwo sprowokować chłopakowi, który w porównaniu z chociażby Państwem jest nie wiele znaczącym pionkiem. Będącym dopiero na początku drogi, wciąż uczącym się, zakochanym w modzie chłopakiem. Który po prostu opisuje to co widzi. Szczerze, bez ściemy.
      Co do linku? Widać i w tej kwestii się nie zrozumieliśmy. No cóż.

      Mimo wszystko... dziękuję. Ta jakże barwna wymiana zdań wiele mnie nauczyła.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia. Miejmy nadzieję, że kiedy nadarzy się taka okazja, w kontakcie 'twarzą w twarz', będzie nam o wiele łatwiej się porozumieć.

      Usuń