poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B.

2014 rok. Na mapie wydarzeń poświęconych modzie, ni stąd ni zowąd, pojawia się Mielec Fashion Time. (Przykro mi, ale nie mam najmniejszego zamiaru, tłumaczyć każdego słowa czy wyrażenia, które można by potraktować dwuznacznie. #sorry) Zawiedziony tym, że kolejna edycja (wtedy V) Mielec Fashion Week nagle została odwołana, głodny tego typu imprez, z nieukrywanym zainteresowaniem, zacząłem spoglądać w stronę MFT.
Błagam, nie pytajcie mnie czy nie wydało mi się to dziwne, że w niewyjaśnionych okolicznościach znika MFW, po czym jak grzyb po deszczu - pojawia się inna impreza, o bliźniaczo brzmiącym tytule, na dodatek zorganizowana w tym samym miejscu. (Jakby znalezienie innego lokum, graniczyło z cudem...) Jako, że nie jestem detektywem, ani też (wtedy) nie byłem do końca świadom tego, co kryje za swoją jakże #kreatywną nazwą ta impreza, nie dociekałem prawdy. Po prostu. Zadowolony, że w ogóle coś się dzieje, ostatnim rzutem kupiłem bilet i dokładnie 5 kwietnia o godzinie 17-tej, zasiadłem w loży na balkonie, w oczekiwaniu na - jak się później okaże - pierwszą edycję Mielec Fashion Time.
I muszę szczerze przyznać, że byłem pozytywnie zaskoczony, tym co zobaczyłem. Nie: zachwycony, a jedynie - pozytywnie zaskoczony. Czym? A np. tym, że każda kolekcja miała nieco zmienioną choreografię (to za duże słowo, ale nie cierpię zdrobnień, a inne określenie nie przychodzi mi w tym momencie do głowy), a także zupełnie inną muzykę. "Zaraz chwileczkę!" (To akuratnie muszę wytłumaczyć.) Uważam, że było to o tyle "ciekawe" i przyjemne dla widza, o ile przed każdym mini pokazem, czytany jest opis kolekcji czy jak kto woli, często gęsto - elaborat bez składu i ładu. Wtedy muzyka pozwala lepiej zrozumieć to, co zostało uprzednio usłyszane, a przy okazji nadaje prezentacji pewien klimat i podbija jej charakter. Co osobiście, uważam za szalenie ważne. (Brak muzyki, to też jakaś oprawa muzyczna.) Nie piszę o kolekcjach, bo ich poziom bywa różny, a ich jakość nie ma wpływu na poziom organizacji danej imprezy. Aaa! Na zwrócenie uwagi zasługuje fakt, iż przed wejściem na salę, rozdawane były (no nie były to informacje prasowe), ale coś na kształt programu/biuletynu zawierającego krótkie opisy prezentowanych kolekcji. #fajne I to by było na tyle z tzw. plusów. O scenografii, którą stanowiły sponsorskie roll-up'y nie wspominam - brak mi słów, o świetleniu także - było nijakie, a wiem, że mogło być lepsze. Co do prowadzenia... Jakoś szczególnie nie zapadło mi w pamięć, więc też... jakby go nie było.
Reasumując, pierwsza edycja MFT, w moim odczuciu i ocenie, wypadła całkiem #znośnie. A przynajmniej na tyle, że zwykłem myśleć, iż pozytywne wrażenie, jakie na mnie wywarła, pojawi się podczas 2 edycji. Niestety. Rozczarowanie jakie spotkało mnie w trakcie 2 edycji przygniotło, a wręcz zgniotło, nadzieję, jaką w niej pokładałem. Ale od początku.
Mamy rok 2015. Mielec Fashion Week wraca z V edycją (a także ze mną w swoim team'ie), zaś MFT przygotowuje swoją drugą edycję. W tzw. między czasie, dowiaduję się wielu ciekawych rzeczy, na temat okoliczności w jakich narodził się TIME, ale nadal trwam przy swoim postanowieniu. "Jeżeli sam nie zobaczę, nie będę wiedzieć jak było, nie będę mieć na czym zbudować własnego zdania, etc." Dlatego: kupiłem bilet (tym razem w III rzędzie) i bez jakichkolwiek uprzedzeń (wierzcie mi lub nie) poszedłem zobaczyć to, co przygotowali.
Zacznę od pozytywów. Ponownie pojawiły się foldery i inna muzyka. Zmienili się prowadzący tzn. Katarzyna Krzeszowska, która podczas pierwszej edycji była członkiem jury, wcieliła się w rolę prowadzącej, a partnerował jej Hubert Centkowski (wtedy Bisto). (Czy była to dobra decyzja, zaraz się okaże.) A teraz negatywy... Na temat żenujących, wcale nie śmiesznych i bezsensownych żartów czy też komentarzy Pana prowadzącego, nie powiem ani słowa. Tego nie da się, a wręcz nie ma sensu, komentować. Było minęło. Pan prowadzący miał również za zadanie, wyreżyserować tzw. finałowe wyjście. Co do tej #reżyserii - duże słowo, którego jedynie użyto, bo lepiej "brzmi". Tyle. Skończyło się na tym, że wszyscy stanęli w półkolu i #hocuspocus po finale. #emocje_jak_na_rybach
Także tego... Dziwnym trafem tylko jedna z uczestniczek, przedstawiana była per pani. Hmm... ciekawe? O przydługawych monologach przeradzających się w jeszcze nudniejsze dialogi, czy o "inspiracjach" WEEK'iem, które dostrzegłby nawet niewidomy, nie wspomnę. Kolekcje jak kolekcje - w tym momencie (niestety) drugorzędna sprawa.
Podsumowując, po wyjściu z sali byłem nie mniej ni więcej jak wściekły, tym czego przyszło mi słuchać. Nie mówiąc już o tym, kto za kogo się podawał i czym się "popisał"... #szkoda_słów
Jak się zapewne domyślacie, ciąg dalszy - w postaci trzeciej edycji, miał przyjść już w następnym roku. No i nadszedł. I to jaki!
W plątaninie m.in. dziwnych telefonów (np. do radia, dziwnym trafem przed audycją Ilony Jankowskiej), sugestywnych uwag pod adresem MFW, kopiowania wszystkiego co możliwe - byleby lepiej, mocniej, bardziej, czy nagabywania wspólnych patronów do rezygnacji ze współpracy z Nami (MFW) kończąc, powstała 3 edycja Mielec Fashion Time.
Impreza, która po dziś dzień jedzie na dobrej opinii i rozgłosie WEEK'u, bo gdzie by nie spojrzeć i kogo by nie zapytać (nawet potencjalnych uczestników TIME'u) nie wiele osób wie, że TIME to NIE WEEK, a WEEK to już na pewno NIE TIME. No cóż...
Niemniej jednak i tym razem postanowiłem sprawdzić, czy trud i praca, jaką włożyły w organizację pewne osoby, warte były tego #wszystkiego...
Pamiętacie taką scenę z filmu pt."Nigdy w życiu", kiedy to Judyta rozmawia z Ulą na temat kupna działki na wsi i mówi: "Nie żebym była uprzedzona czy coś, ale z góry wiem, że nie. Ulka never!"?
Ja przygotowując się w sobotę na "pokaz", byłem prawie pewien, że to co zaraz zobaczę będzie niczym innym jak ucztą pt. "jak zjeść swój własny ogon". I kurcze, nie pomyliłem się. A chciałem dobrze. (Bo niby dlaczego życzyć komuś źle? Dlatego, że jest wtórny?) Nawet miałem takie myśli: że kurcze Rafał Maślak, tyle ma tych followers'ów itd., tyle osób dowie się o tym gdzie jest i co robi w Mielcu, kurcze on to może dobrze poprowadzić...
Zaznaczam, że powstrzymywałem się jak tylko mogłem, trzymając swoje zjadliwe 'ja,' schowane głęboko na dnie szafy, by przed wcześnie go nie wypóścić. Niestety, nie udało się. Już na samym początku okazało się, że będzie "ciekawie"...
Kiedy wszedłem na salę, moim oczom ukazał się wielki ekran (rozstawiony z boku sceny), na którym dziesiątki razy wyświetlany był filmik z przygotowań. Jako, że byłem 10 minut przed czasem, zdążyłem zobaczyć zamykającą się kurtynę, krótką wymianę zdań jednego z kamerzystów z Panią organizator, a także (tutaj zaskoczenie) - całe jury, które grzecznie siedziało na wyznaczonych miejscach. Po piętnastominutowym opóźnieniu, kurtyna odsłoniła to, co zakrywała czyli...? No właśnie. Golusieńką jak ją Pan budowniczy stworzył scenę z dwoma ... (miejsce na przymiotnik) zdjęciami sesji podwodnej. Aaa! Jeszcze powywracane donice z (najprawdopodobniej) sztucznymi kwiatami, które stanowiły tzw. element dekoracyjny. (Doskonale komponowały się z podkładem muzycznym filmiku.)
Wieczór rozpoczął pokaz kolekcji autorstwa Olgi Leś - wyłączony z części konkursowej. Po tym jakże uroczym wstępie, poznaliśmy prowadzących: Katarzynę Krzeszowską (znowu) i Rafała Maślaka. Którzy zapowiedzieli występ grupy tanecznej UDS i... Na tym lista tego, co #fajne i #cool związanego z konferansjerami się kończy. Dalej było już tylko gorzej... "Wobrażałoby się czy projektanty", to jedne z lżejszych... słownych #smaczków.
Po przydługim wstępie, nareszcie nastąpiła część konkursowa, a wraz z nią czytanie opisów, których dam sobie rękę uciąć nikt nie słuchał, a już na pewno nie pamięta. Dlaczego? Bo były tak dłłłłuuugggiieeee i nudne, zawiłe i dziwne, a na dodatek czytane w tak beznadziejny sposób, że aż wstyd. (Celowo omijam kolekcje.) Po części konkursowej przyszła pora na czytanie #list. Sponsorów, partnerów i patronów. Było ich od... Dużo i trwało to stanowczo zaaa dłuuugooo.
A teraz coś dla widzów! Czyli... konkurs! (I kultowe zdanie: "Ty czytaj, a ja pójdę po kosz", które na zawsze pozostanie w mojej głowie.) W którym wygrali Ci z "dużymi biletami". Zgadnijcie, kto dostaje większe (rozmiarowo) bilety? No właśnie.
W trakcie losowania, do swojego występu przygotowywali się Kuba i Sabina. Muzyczne gwiazdy, które same sobie wszystko pownosiły i rozłożyły na scenie. #zuch_dzieciaki Nie przepraszam. Tylko Kuba i Pan, który towarzyszył im tego wieczoru wnosili. Sabina z racji skręconej kostki i tego, że jest kobietą - weszła, zaśpiewała i zeszła ze sceny. Swoją drogą, ich koncert był jedną z przyjemniejszych rzeczy, jakich przyszło mi doświadczyć tego wieczoru. Polecam ich muzykę. Naprawdę miło się ich słuchało.
No i znowu! Przed koncertem miała miejsce jeszcze jedna urocza scenka. Otóż, Kasia i Rafał w przypływie emocji i (jak mniemam) chęci rozbawienia publiczności, postanowili się posprzeczać. #sosweet Pozwólcie, że nie będę cytować. #tak_będzie_lepiej #trustme
Po koncercie odbył się jeszcze jeden pokaz. Pokaz kolekcji By Mielczarkowski. (Którego kolekcję, każdy mógł zobaczyć oglądając uważnie #filmik, ponieważ jedna z nagranych prób, odbyła się właśnie w jego ubraniach. Tak. Dokładnie w tych samych, które chwilę później ujrzeliśmy na żywo.) Następnie werdykt, kilka (dosłownie i w przenośni) słów od ponad 15-osobowego jury (swoją drogą te 2-3 zdania, które wypowiedziała Pani Krystyna Mazurówna, powiedziały więcej niż potoki słów, których musiałem wysłuchiwać przez 2 i pół godziny), wręczanie nagród (bardzo specyficzne), zdjęcia do #albumu i pożegnanie. W skład, którego wchodziły: przeprosiny (zresztą słuszne) prowadzących i informacja, że spotykamy się za rok. #Yeah I tym optymistycznym akcentem, 3 edycja Mielec Fashion Time przeszła do historii. #Ufff
Co do kolekcji, to był to drugi (po koncercie), a zarazem ostatni pozytyw tej edycji. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że docenieni zostali Ci, na których stawiałem, a zwłaszcza kolekcja autorstwa Pani Violi JAGOS. Jeszcze raz GRATULACJE!

Konkludując, tak było źle, a nawet gorzej. A swojego zdania, choć bardzo dosadnego, nie zmienię. Jestem świadom tego co i jak piszę i biorę za to pełną odpowiedzialność. Nawet jeśli ktoś po przeczytaniu tego jednego zdania, wrzucił mnie do wora z napisem "hejter". Trudno. Jakoś to przeboleję. Czasami dla lepszego widoku trzeba podejść bliżej. A nawet zniżyć się do poziomu oglądanego "obiektu". Że nie wypada? Że odstaje? Że nie pasuje? No cóż... Cały czas tak ą ę? Kto by to wytrzymał? Ja na pewno nie.
A taką kropka nad i (jeśli uważacie mnie za stronniczego) niech będzie śmiech (sali i nie tylko) na to, co tak #dosadnie próbowałem Wam pokazać. Czy mi się udało? Ocenicie sami. Bezpośrednio zainteresowani i tak pękają z dumy. #takie_życie
Czy było warto? Myślę, że tak. Zdecydowanie.


Q