piątek, 25 września 2015

Świadomość. Czyli niekończąca sie opowieść o jej braku i ściemie jaka z niego wynika.

Świadomość - temat tak szeroki i głęboki, że można by pisać i mówić o niej praktycznie bez końca. I dopóki będę mieć ku temu okazję i powód, będę ten temat poruszać. Bo uważam go za szalenie istotny, a non stop spychany na margines naszego jestestwa.
Nie ukrywam, że obserwacja ludzi w kontekście tego czym się zajmuję i o czym piszę, jest dla mnie szalenie przydatna. A okazji, aby zaobserwować to i owo, mam mnóstwo, chociażby podróżując komunikacją miejską. Dajmy na to, dzisiejszy dzień. MPK (mielecki MKS), ja i grupa przypadkowych ludzi. Na pierwszy rzut oka nic, a w zasadzie nikt ciekawy nie wpada mi w oko. Ale, po chwili dostrzegam światełko w tunelu. Jest! Bliżej niezidentyfikowany obiekt płci męskiej. Młody chłopak, lat powiedzmy, no w najlepszym wypadku osiemnastu, ale stawiałbym na siedemnaście lub mniej. (Młody - hehe - po prostu młodszy ode mnie. ;)) W pierwszej chwili nie wiele widać - siedzi, ale moją uwagę przykuwa jego fryzura. Obiektywnie ładna, widać że komuś bardzo zależało by była taka jaką "mają wszyscy". Na szczęście, ku mojej ogromnej radości, akurat w tym przypadku, ten typ cięcia pasuje do tejże twarzy. Po chwili wszystko widać lepiej - chłopak wysiada. A wtedy moim oczom ukazuje się cała jego osoba a wraz z nią: nijaki środek w postaci bluzki, dobrej jakości, jednokolorowe skinny jeans'y (prawidłowo odwinięte, odsłaniające nagie pęciny) i jasnobrązowe pustynne trzewiki tzw. welury (z pozoru założone na gołe stopy, ale! tylko z pozoru - moje oko zdążyło wychwycić również czarne stopki). (A propos! - bardzo fajne, rzecz jasna buty.) Z racji pogody, która jawi się nam niczym cieknący bez końca kran - dopóki go nie naprawisz, nie przestanie kapać - pojawiło się również cieplejsze okrycie wierzchnie, a mianowicie czarny płaszcz. Dobrze dopasowany, dobrej długości (niezaburzający proporcji sylwetki). Aaa! Był jeszcze dodatek  - tak, panowie też mają dodatki - w postaci czarnego plecaka. Hmmm.... Na pozór wszystko wygląda dobrze. Całokształt do przyjęcia, efekt (jak mniemam) osiągnięty, bo nawet ja (a myślę, że niekoniecznie na moim zainteresowaniu mu zależało) zwróciłem na niego swoją uwagę.
Ale co to! W momencie kiedy tak sobie stał odwrócony do mnie tyłem, moim oczom ukazało się TO! Skucha. Wtopa jak się patrzy. Dlaczego? Już wyjaśniam. Jeżeli kupujemy płaszcz to, po przywiezieniu go do domu i odcięciu metki, zaraz przed założeniem, musimy zrobić coś jeszcze! Gdy popatrzymy na tył np. płaszcza, zwykle na dole ma takie charakterystyczne (dla marynarek czy płaszczów właśnie) rozcięcie, zwane fachowo - szlicem. No i co z tym szlicem zapytacie? A no to, że zwykle (fabrycznie) jest on delikatnie na końcu zszyty. Ale nie dlatego, żeby nam się kolejna dziura na tyłku zrobiła lub pod (bez komentarza), tylko po to, by rogi wspomnianego rozcięcia, się najprościej mówiąc, nie pozaginały. I cały widz polega na tym, żeby to po prostu albo nawet aż, najzwyczajniej w świecie rozciąć. (Rzecz jasna przed założeniem i wyjściem z domu.)
Zaskoczę Was, moja upierdliwość i obsesja na punkcie szczegółów, nie bierze się z tego, że jestem no nie wiem np. zazdrosny. Ależ skąd. Nie myślicie chyba, że byłbym w stanie aż tak dobrze udawać? Przecież są jakieś granice, nieprawdaż? ;P
A tak na poważnie - to uważam, że ta cała #stylizacja, podniesiona przez mnie w przypływie ironii do rangi #niewiadomoczego, to tylko (bo nawet nie aż) nieudolne "stylizowanie się" na kogoś kim się nie jest. Dlaczego? Wystarczy popatrzeć na te wszystkie "gesty i geściki" (i nie chodzi mi tutaj tylko i wyłącznie o ruch). Pierwszy powód dla którego myślę, że cały ten szum o nic jest tylko i wyłącznie zwykłą ściemą to - fryzura. To, że wygląda jak wygląda to jedno, ale samo obchodzenie się z nią to kompletnie inna sprawa. Weź my takie odgarnianie włosów do tyłu. Nienaturalne i zbyt częste nie sprawi, że ktoś zwróci uwagę na to jaką mamy fryzurę i piękne zdrowe włosy. Nie, przepraszam. Ależ zwróci uwagę. (Nic się nie bój.) Miedzy innymi na to, że przez to ciągłe memlanie ręką, wyglądają jak zdechłe śledzie, uprzednio umoczone po sam łeb w oleju z frytkownicy. (Zwłaszcza kiedy wilgotność na polu sięga zenitu.) Idźmy dalej. Podwinięte spodnie nie robią na mnie wrażenia i nie są czymś odkrywczym, choć jak sądzę niewiele osób wie, po co tak naprawdę wykonuje się ten "zabieg". (Pominę to milczeniem.) Buty choć naprawdę ładne, to kompletnie od czapy, razem z tymi golusieńkimi kosteczkami. Jak mawia Anna Dello Russo: "Moda, to deklaracja Twojej własnej wolności." (Nie wiem na ile świadom własnej wolności był ten chłopaczyna, ale jeśli na tyle ile myślę, to ujmę to tak: "kiedy wszyscy skaczą z mostu, on skacze razem z nimi".) I to charakterystyczne "poprawianie się", robiące więcej szumu niż czegokolwiek innego. Mające na celu jedynie zasygnalizowanie chyba tego, że póki co, jest wstanie wysiąść z autobusu o własnych siłach! Bo niby co innego?
Innymi słowy - miało być tak dobrze, a wyszło jak wyszło. Wyglądał obiektywnie mówiąc całkiem dobrze, nie żeby coś. Tylko tyle, że nieprawdziwie, a to jest dla mnie dużo ważniejsze niż np. jego buty.
Jak wiadomo, to my nosimy ubrania, a nie one nas. To my, jako ten "środek", jesteśmy najważniejsi, a nie poza czy inne cuda na kiju, będące szopką na scenie, które zdajemy się wystawiać dla marnej publiczności.
Nie wiem czy wyraziłem się dostatecznie jasno, ale zależało mi przede wszystkim na tym, by uczulić Was na jedną rzecz - świadomość tego kim jesteśmy, co robimy, itd., a także tego co na siebie wkładamy i tego co chcemy przez to o sobie opowiedzieć jest - NAJWAŻNIEJSZA!
Ze świadomości, wynika też autentyczność i pewna prawda o nas samych. Jeżeli wykonujemy ruchy, których zwykle nie praktykujemy czy zdarza nam się je powtarzać zbyt często, oznaczy to, że coś jest nie tak.
Świadomość, to nic innego jak "zdawanie sobie sprawy z czegoś". Tym "czymś" jesteśmy my sami i wszystko to, co z nami związane, ale też nasza szafa i podejście do mody, a tym samym również ubierania się. Także myślmy, patrzmy i nie udawajmy.
Pamiętajcie! Nikt nie jest nie omylny. Mi także zdarza się uderzyć "głową o chodnik." Niestety. Trochę boli i wychodzi siniak, ale ważne jest to, aby następnym razem uważać - gdzie i jak się "chodzi". ;)


Q

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz