środa, 29 lipca 2015

Wspominając wielką modę...

Cześć #DziuQusie! Wow! Trochę mnie tu nie było! No cóż… Takie życie. Banalne, ale prawdziwe. Ale, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Może nie było mnie tutaj, ale za to byłem tu: FACEBOOK (A propos! – Serdecznie zapraszam! :) Śmiało można lubić, klikać, komentować. ;))

Na szczęście! Czy inaczej – nareszcie, udało mi się tu pojawić. Jestem. Na jak długo? Trudno mi, to stwierdzić, ale… Po co przewidywać? Cieszmy się chwilą. ;)

Po ciężkim początku wakacji – związanym m.in. z nadmiarem wolnego czasu (dobrze widzicie – z nadmiarem), po kliku mniej lub bardziej przyjemnych spotkaniach i wyjałowieniu „twórczym” – nareszcie wracam (powoli – są wakacje) do siebie!
Przyznam szczerze, że na początku nie bardzo wiedziałem, albo inaczej – nie mogłem się zdecydować – o czym miałby być ten tekst. (Zwłaszcza po tak długiej przerwie.) Ale, w miarę jak zaczęło przybywać mi pomysłów, a tym samym tematów wartych omówienia, dokonawszy dogłębnej selekcji i eliminacji, w pewnym momencie coś „zaskoczyło”. Tydzień Mody Haute Couture jesień/zima 2015/2016.

Ktoś powie: „Też mi wydumał!”, „Napisz coś, o czym lub raczej – czego – jeszcze nie widzieliśmy, zawłaszcza że wspomniany tydzień mody dawno już „przeszedł” do historii!”.
A i owszem „przeszedł”. I co z tego? Jak, to mówią: „Od przybytku głowa nie boli!” Otóż to. Świadomy tego jak mocno został już wyeksploatowany ten temat, ilu publikacji dotyczył, ile związku z nim zostało opublikowanych zdjęć – mimo wszystko pokusiłem się o dodanie swoich „5 groszy”.
A co mi tam! #CałeŻycieNaKrawędzi ;)

(A patrząc na swoją jakby, to powiedzieć „konkurencję” (khmm), po jednym głębszym… wdechu i wydechu – stwierdzam, że nie ma(m) jakichkolwiek przeciwwskazać do zakończenia pisania tego tekstu w tym momencie.)

A zatem, po tej jakże „symbolicznej” (czteromiesięcznej) przerwie, cieszę się że znów mogę Was zaprosić do lektury mojego tekstu! #Enjoy :D



*




Tydzień Haute Couture – temat tak „szeroki i głęboki”, że silenie się na jakiekolwiek notki streszczające historie HC, bądź wypluwanie z siebie informacji niczym Wikipedia jest po prostu albo nawet aż – bezsensowne. Mając na uwadze, to w jakim miejscu się znajduję, a także to kim jest mój czytelnik, uważam że póki co, tego typu próby są zupełnie niepotrzebne. Poziom nazwijmy to ładnie – „edukacji i uświadamiania” – jaki obecnie prowadzę, jest ni mniej ni więcej jak wystarczający. A udawanie  m ą d r e g o  i powtarzanie tego, co każdy dostępny na rynku periodyk jest w stanie zaoferować  swoim czytelnikom w formie bezbarwnych i naiwnych tekstów jest – że się powtórzę – bezsensowne.
Zauważyłem ostatnio że, narodzili się na „rynku lokalnym” nowi „pedagodzy mody”,  którzy silą się na „edukację” swoich czytelników, kupcząc zaangażowanymi tekstami, dlatego ja (póki co) bastuje. Dajmy szansę wykazać się innym. Podobno bardziej doświadczonym…

Na czym to ja… A właśnie! Tydzień Haute Couture. Jak nietrudno się domyślić, jeden z najważniejszych tygodni mody w roku, zwłaszcza dla tych, którzy z modą mają się na „Ty”. (Przynajmniej dla tych, którzy wiedzą nieco więcej niż, to gdzie można kupić fashion magazine…) Uważając się za osobę, która „coś tam wie”, nie wyobrażam sobie, choć w telegraficznym skrócie, nie wspomnieć o tym wydarzeniu. A mając pewien obraz tego, co można znaleźć w Internecie, a przede wszystkim – w jaki sposób zostało, to przedstawione – śmiało mogę dodać, że mój (przynajmniej do tej pory podobnego nie znalazłem) jest inny od całej reszty. ;)

Zawsze staram się dany temat „ugryź” nieco z innej strony niż poprzednio. Dlatego też, sezon jesień/zima 2015/2016 postanowiłem przedstawić w formie… No właśnie? Czegoś na kształt podsumowania, swego rodzaju zestawienia lub jak ktoś woli określenie – wyświechtane i oklepane – „TOP …”. A żeby nie być gołosłownym, przejdę od razu do sedna sprawy.

Po oglądnięciu kilkunastu pokazów, przed przystąpieniem do pisania dokonałem dość drastycznej i bardzo subiektywnej selekcji. Otóż, tym razem nie poświecę uwagi czemuś, co można by dzisiaj nazwać prêt-à-couture, nie pochylę się także na grupie zwanej przeze mnie „too shiny” (chociażby dlatego, że po ich oglądnięciu, miałem kilkudniowy błyskowstręt), za to na pewno docenię… modę. Modę, która wprawiła mnie w osłupienie, przyprawiła o szybsze bicie serca czy też sprawiła, że po jej zobaczeniu po prostu się zwiesiłem. (Dla Was, to zupełnie nieistotne, dla mnie – szalenie ważna reakcja. Tyle słowem wyjaśnienia.)




#TheBEST – VALENTINO Haute Couture jesień/zima 2015/2016



Odkąd pamiętam, zawsze oglądając poszczególne kolekcje, nie mniejszą uwagę poświęcałem towarzyszącej im otoczce. Muzyka, scenografia, przestrzeń w której odbywał się pokaz, a także reakcje gości, zawsze wpływały na to jak finalnie odbierałem dany pokaz.
Poza tym uważam, że wymienione elementy wpływają – jak nie budują – atmosferę, która sprawia, że dany pokaz, a tym samym kolekcja są jedyne w swoim rodzaju.
Tego o czym teraz piszę „doświadczyłem”, oglądając najnowszą kolekcję Mari Grazi Chiuri i Pierpaola Piccioli przygotowaną dla domu mody Valentino.
„Mirabilia Romae”, bo taki nosi tytuł ta kolekcja, zaprezentowana została w samym sercu Włoch. Na Piazza Mignanelli (przed  palazzo Valentino), po pokaźnym wybiegu, w rytm muzyki chóralnej i operowej – przechadzały się stylowe rzymianki.
Za inspirację do powstania kolekcji posłużył starożytny Rzym, stąd motywy takie jak orzeł czy liście palmowe – nie powinny nikogo dziwić. Modelki niczym odziane w cesarskie szaty, (w większości) w rzymiankach, przyobleczone złotą biżuterią, dumne choć skromne w swym wyrazie – jawiły się jako niezwykle stylowe pretendentki do modowego tronu. Choć projektantom zarzuca się, że jakoby całość była „zbyt czarna” (zaprezentowana kolekcja była niemalże w  ¾ czarna), to nie można zapominać o złotych, wzorzystych jak i czerwonych kreacjach tj. finałowa, czerwona suknia wykonana z aksamitu.
Wspominałem o reakcjach gości. A no właśnie. Reakcji było, co nie miara. Nieukrywany zachwyt przybyłych gości, w tym samego Valentino Garavani’ego sprawił, że niemalże cała publiczność wstała. Wstała! Niezliczona ilość braw, owacje na stojąco i symboliczne ocieranie łez, stanowią nieodparte dowody na to, by uznać tę kolekcję za najlepszą! A w czasach kiedy Haute Couture zdaje się zmierzać w zupełnie inną stronę niż pierwotnie, tego typu kolekcje są miłym dla oka sentymentalnym come back do klasyki wielkiej mody.

























































































#ThatPIECE – Christian DIOR Haute Couture jesień/zima 2015/2016

  
Czy zdarzyło Wam się kiedyś, mieć obsesje na punkcie jakieś rzeczy? Jeśli tak, to doskonale mnie zrozumiecie, jeśli nie, to już śpieszę z wyjaśnieniami. Otóż, po zobaczeniu najnowszej kolekcji Rafa Simonsa dla domu mody Dior, dostałem płaszczowej obsesji! W momencie kiedy moim oczom ukazała się druga pokazowa sylwetka, wiedziałem że płaszcze, to moja nowa obsesja. Dlaczego? Neoprenowy płaszcz w kolorze łososia, w połowie klasyczny (o prostej, wręcz pudełkowej formie) z nieco szerszym rękawem (wykonanym z futra w kolorze brązu i écru), z drugiej strony będący peleryną, wyposażoną w kieszeń i przeskalowaną „niby” patkę. Jakby tego było mało, całość zdobi obszerny, jasnobrązowy tweedowy kołnierz. Cały look uzupełniła (w tym przypadku), jedwabna sukienka w kolorze bladego rożu. Czy ktoś ma jakieś pytania? Bo ja NIE!
Dalej było tylko lepiej. 3, 19, 23, 26, 34, 49, 53 i 54 sylwetka stanowiły wariacje wyżej opisanej. Różniąc się między sobą m.in. kolorami, rodzajami wykorzystanych materiałów czy chociażby formą kołnierza. A to nie wszystkie modele płaszczów zaprezentowanych w tej kolekcji. Nie mniej jednak, jedynie ta konkretna wizja okrycia wierzchniego przypadła mi szczególnie do gustu.



















#SomethingNEW – FENDI Haute Couture jesień/zima 2015/2016


Debiut Fendi na Paryskim Tygodniu Mody Haute Couture, czyli Haute Fourrure Collection i prezentacja najwyższej jakości wyrobów futrzarskich, z których niegdyś słynął ten włoski dom mody założony w 1925 roku.
„Silver Moon”, bo taką nosi nazwę debiutancka kolekcja, to połączenie fantazyjnych ptasich piór, haftów i futer w nieoczekiwany i zaskakujący sposób. A uzupełnieniem pokazowych sylwetek były lakierowane lub wzorzyste kozaki do połowy uda.
Jak szaleć, to szaleć! Kwiatek do kożucha? #Noway Ale do futra? Czemu nie! Jak przekonuje Tuz Świata Mody – Karl Lagerfeld – jeżeli tylko został wykonany z futra, nic nie stoi na przeszkodzie, by do futra nosić kwiatek.


 











#ThisIsIT – MAISON MARGIELA Haute Couture jesień/zima 2015/2016


Artisanal, bo tak właściwie nazywa się linia Couture tego domu mody, to Haute Couture w artystycznej wersji. Gdzie każdy nawet najbardziej absurdalnie brzmiący pomysł zostaje zrealizowany.
„Minimalizm Margieli i przepych Galliano – czy to się w ogóle może udać?” Pytali wszyscy, kiedy John Galliano obejmował stery w Maison Margiela. A jednak. Z każdą kolekcją udowadnia niedowiarkom, że wie „co w trawie piszczy” i w doskonały sposób łączy DNA Margieli ze swoim unikatowym stylem.
Nie inaczej było i tym razem. Wystarczy spojrzeć na buty w tej kolekcji, by przekonać się, że moda choć czasami boli, to przy jej tworzeniu nie jeden wzniósł się na wyżyny kreatywności.
I choć brzmi, to jak wyznania fashion victim (którym póki, co nie jestem), to zawsze będę zdania, że moda jest dziedziną sztuki. Użytkowej przede wszystkim, ale tej „artystycznej” także.



Maison Margiela haute couture jesień-zima 2015/2016, fot. Imaxtree



Maison Margiela haute couture jesień-zima 2015/2016, fot. Imaxtree




Maison Margiela haute couture jesień-zima 2015/2016, fot. Imaxtree


Maison Margiela haute couture jesień-zima 2015/2016, fot. Imaxtree


Maison Margiela haute couture jesień-zima 2015/2016, fot. Imaxtree


Maison Margiela haute couture jesień-zima 2015/2016, fot. Imaxtree



#Art&Fashion – VIKTOR & ROLF Haute Couture jesień/zima 2015/2016


Viktor Horsting i Rolf Snoeren są doskonałym przykładem na to, co napisałem powyżej. Z sezonu na sezon udowadniają, że moda nie tylko czerpie ze sztuki, ale też nią jest.
Sezon jesień/zima 2015/2016, to połączenie pokazu z performancem, w którym przy udziale projektantów poszczególne części garderoby zamieniały się w coraz to ciekawsze dzieła sztuki. Podobno żadna wystawa, a tym bardziej żadne dzieło nie dało się dotąd nosić. Jak widać do czasu!
Zobaczcie sami, jak w prosty sposób z atelier przejść do galerii, a ze spódnicy stworzyć obraz o sztywnych ramach.



Link do pokazu: