niedziela, 29 marca 2015

To, co nie powinno mieć miejsca...

A miało! I tutaj, tak jak pierwotnie zakładałem, miał powstać tekst, opisujący moje wrażenia dotyczące pewnego konkursu, który miałem przyjemność(?) oglądać tydzień temu.
Może nie tyle powstać, co miał zostać opublikowany. Rzeczywiście, jeszcze godzinę temu był tu tekst, nawet w połowie napisany. Ale po chwili zastanowienia, doszedłem do wniosku, że nie mam ani ochoty ani nastroju pisać o rzeczach tak oczywistych, że aż nudnych.
Bo po co pisać, o tym jak nie skończywszy i nie dopracowawszy najdrobniejszych szczegółów, organizator z uśmiechem na ustach otwiera drzwi i wpuszcza na salę zaproszonych gości. Po co pisać o tym, że kurtyna (z reguły zamknięta, ma zasłaniać to, co dopiero ma się ukazać zgromadzonym widzom) od samego początku była otwarta? A dopiero w trakcie trwania konkursu została zamknięta? Po co pisać, o tym jak na oczach wszystkich pan z obsługi przyklejał taśmą odstający kabel? Po co pisać o zaproszeniu na after party, pierdyliard razy wyświetlanym - kiedy po trzecim razie masz ochotę rzucić w ekran by nareszcie nastała cisza? Po co pisać o zachowaniu zgromadzonej publiczności, która niczym dzieci na wycieczce, przyszła oglądać KOLEKCJE z paluszkami w ręce? Po co pisać o złej kolejności prezentowanych"atrakcji"? Po co pisać o "szalonych pomysłach" organizatora, których - całe szczęście - nie przyszło mi zobaczyć! Po co pisać o 'dziewczynach prezentujących ubrania', aspirujących do miana m o d e l e k? Po co pisać o fatalnej muzyce i starczym tempie poszczególnych wyjść? Po co pisać o pomyłkach dotyczących wyjść 'modelek'  (bycie organizatorem, reżyserem i prowadzącym w jednym - sorry, ale w tym przypadku nie wyszło!)? Po co pisać o jarczmarcznym występie, notabene finalistki jednego z talent-show? Głos z widowni: "Niech śpiewa po polsku! Dlaczego nie śpiewa po polsku, tylko po angielsku? Przecież jest w Polsce!" - Bezcenne! :) Czy wreszcie (nie bez powodu piszę to na końcu!) - po co pisać o kolekcjach, jeżeli z 17 prezentowanych, tylko 4 godne były zwrócenia uwagi? A gdzie reszta!?
Sami widzicie, że dalsze rozciąganie poszczególnych sytuacji i dywagowanie nad ich absurdalnością jest... Bezsensowne? Skoro i tak wszyscy łącznie z dumnym organizatorem (i jego irytującym uśmiechem), byli dumni z siebie i z tego co zrobili? Do tego stopnia, że dziękując Prezydentowi, z wrażenia podziękowali PREZENTOWI!
Chciałem, żeby tekst, który "powstał" za sprawą tego konkursu, był swego rodzaju refleksją. Refleksją "nad rozlanym mlekiem", które najpierw przyprawiło mnie o ból brzucha, a później zabrudziło moje myśli. Żeby był tekstem-przestrogą dla tych, którzy organizację (czegokolwiek) uważają za coś błahego i tak łatwo potrafią krytykować czyjąś pracę. I choć nie cierpię tego powiedzenia, to "cudze chwalicie, swego nie znacie" idealnie konkluduje wydarzenia dwóch minionych weekend'ów! ;)


P.S.
Jako, że to mój kurnik i moje kury, pozwolę sobie na pewien come back, do mojego poprzedniego tekstu. A to dlatego, że spotkałem się ostatnio z zaskakującym pytaniem - dlaczego nie napisałem, że byłem recenzentem MFW, tylko wcieliłem się w rolę recenzenta i czy napisałem tak, bo bałem się pisać o czymś w czym brałem udział? I powiem Wam szczerze, że w życiu nie podejrzewałem, że ktoś może zapytać akurat o to, chociaż??? Jeśli chodzi o mianowanie się recenzentem MFW, to... strasznie długa historia i powiem tylko tyle - póki co i jeszcze bardzo długo nie będę w stanie nazwać się RECENZENTEM. Tyle.
Jeśli zaś chodzi o mój strach czy brak odwagi, to... Pozwolę sobie zacytować słowa mojej PR Manager: "To co Oni nie widzieli tych Twoich (z resztą słusznych) pojazdów?" Tak więc... Co się tyczy strachu czy braku odwagi, to bez obaw! Cały czas czuwam i jeżeli coś będzie tego warte i będę mieć argumenty uzasadniające moją wypowiedź, to mówiąc prosto i bez ogródek - zjadę wszystko, co będzie na to zasługiwać. I nie mówię tego by siać postrach "opinii Q". Nic z tych rzeczy. Chociaż? ;) Nie, spokojnie. Piszę tak dlatego, żeby uzmysłowić Wam, że to że napisałem taki a nie inny tekst (recnezyjkę) MFW, to nie dlatego że się bałem czy chciałem zrobić komuś "dobrze"!? Co, to to nie!
Mogę Wam śmiało zagwarantować, że jeżeli znalazłbym coś, co moim zdaniem, byłoby: złe, nijakie, słabe, niedopracowane, etc., to na pewno bym to napisał. I choć znam się z organizatorką i to jej zawdzięczam swój udział w MFW, to musiałbym wytknąć jej ten błąd.
Nawet będąc młodszym i mniej doświadczonym. O czym stale pamiętam, ale... Jak zwykła mawiać Coco Chanel: "Wciąż aktem największej odwagi jest myślenie za siebie. Na głos."
I dopóki ufam sobie i posiadam zaplecze argumentów, to myślę, mówię i piszę, to co uważam za słuszne.
Wystarczy spojrzeć powyżej. ;)


Q

1 komentarz:

  1. Łobuz :) Powinieneś częściej pisać posty. Jestem ich głodna.

    OdpowiedzUsuń