niedziela, 29 marca 2015

To, co nie powinno mieć miejsca...

A miało! I tutaj, tak jak pierwotnie zakładałem, miał powstać tekst, opisujący moje wrażenia dotyczące pewnego konkursu, który miałem przyjemność(?) oglądać tydzień temu.
Może nie tyle powstać, co miał zostać opublikowany. Rzeczywiście, jeszcze godzinę temu był tu tekst, nawet w połowie napisany. Ale po chwili zastanowienia, doszedłem do wniosku, że nie mam ani ochoty ani nastroju pisać o rzeczach tak oczywistych, że aż nudnych.
Bo po co pisać, o tym jak nie skończywszy i nie dopracowawszy najdrobniejszych szczegółów, organizator z uśmiechem na ustach otwiera drzwi i wpuszcza na salę zaproszonych gości. Po co pisać o tym, że kurtyna (z reguły zamknięta, ma zasłaniać to, co dopiero ma się ukazać zgromadzonym widzom) od samego początku była otwarta? A dopiero w trakcie trwania konkursu została zamknięta? Po co pisać, o tym jak na oczach wszystkich pan z obsługi przyklejał taśmą odstający kabel? Po co pisać o zaproszeniu na after party, pierdyliard razy wyświetlanym - kiedy po trzecim razie masz ochotę rzucić w ekran by nareszcie nastała cisza? Po co pisać o zachowaniu zgromadzonej publiczności, która niczym dzieci na wycieczce, przyszła oglądać KOLEKCJE z paluszkami w ręce? Po co pisać o złej kolejności prezentowanych"atrakcji"? Po co pisać o "szalonych pomysłach" organizatora, których - całe szczęście - nie przyszło mi zobaczyć! Po co pisać o 'dziewczynach prezentujących ubrania', aspirujących do miana m o d e l e k? Po co pisać o fatalnej muzyce i starczym tempie poszczególnych wyjść? Po co pisać o pomyłkach dotyczących wyjść 'modelek'  (bycie organizatorem, reżyserem i prowadzącym w jednym - sorry, ale w tym przypadku nie wyszło!)? Po co pisać o jarczmarcznym występie, notabene finalistki jednego z talent-show? Głos z widowni: "Niech śpiewa po polsku! Dlaczego nie śpiewa po polsku, tylko po angielsku? Przecież jest w Polsce!" - Bezcenne! :) Czy wreszcie (nie bez powodu piszę to na końcu!) - po co pisać o kolekcjach, jeżeli z 17 prezentowanych, tylko 4 godne były zwrócenia uwagi? A gdzie reszta!?
Sami widzicie, że dalsze rozciąganie poszczególnych sytuacji i dywagowanie nad ich absurdalnością jest... Bezsensowne? Skoro i tak wszyscy łącznie z dumnym organizatorem (i jego irytującym uśmiechem), byli dumni z siebie i z tego co zrobili? Do tego stopnia, że dziękując Prezydentowi, z wrażenia podziękowali PREZENTOWI!
Chciałem, żeby tekst, który "powstał" za sprawą tego konkursu, był swego rodzaju refleksją. Refleksją "nad rozlanym mlekiem", które najpierw przyprawiło mnie o ból brzucha, a później zabrudziło moje myśli. Żeby był tekstem-przestrogą dla tych, którzy organizację (czegokolwiek) uważają za coś błahego i tak łatwo potrafią krytykować czyjąś pracę. I choć nie cierpię tego powiedzenia, to "cudze chwalicie, swego nie znacie" idealnie konkluduje wydarzenia dwóch minionych weekend'ów! ;)


P.S.
Jako, że to mój kurnik i moje kury, pozwolę sobie na pewien come back, do mojego poprzedniego tekstu. A to dlatego, że spotkałem się ostatnio z zaskakującym pytaniem - dlaczego nie napisałem, że byłem recenzentem MFW, tylko wcieliłem się w rolę recenzenta i czy napisałem tak, bo bałem się pisać o czymś w czym brałem udział? I powiem Wam szczerze, że w życiu nie podejrzewałem, że ktoś może zapytać akurat o to, chociaż??? Jeśli chodzi o mianowanie się recenzentem MFW, to... strasznie długa historia i powiem tylko tyle - póki co i jeszcze bardzo długo nie będę w stanie nazwać się RECENZENTEM. Tyle.
Jeśli zaś chodzi o mój strach czy brak odwagi, to... Pozwolę sobie zacytować słowa mojej PR Manager: "To co Oni nie widzieli tych Twoich (z resztą słusznych) pojazdów?" Tak więc... Co się tyczy strachu czy braku odwagi, to bez obaw! Cały czas czuwam i jeżeli coś będzie tego warte i będę mieć argumenty uzasadniające moją wypowiedź, to mówiąc prosto i bez ogródek - zjadę wszystko, co będzie na to zasługiwać. I nie mówię tego by siać postrach "opinii Q". Nic z tych rzeczy. Chociaż? ;) Nie, spokojnie. Piszę tak dlatego, żeby uzmysłowić Wam, że to że napisałem taki a nie inny tekst (recnezyjkę) MFW, to nie dlatego że się bałem czy chciałem zrobić komuś "dobrze"!? Co, to to nie!
Mogę Wam śmiało zagwarantować, że jeżeli znalazłbym coś, co moim zdaniem, byłoby: złe, nijakie, słabe, niedopracowane, etc., to na pewno bym to napisał. I choć znam się z organizatorką i to jej zawdzięczam swój udział w MFW, to musiałbym wytknąć jej ten błąd.
Nawet będąc młodszym i mniej doświadczonym. O czym stale pamiętam, ale... Jak zwykła mawiać Coco Chanel: "Wciąż aktem największej odwagi jest myślenie za siebie. Na głos."
I dopóki ufam sobie i posiadam zaplecze argumentów, to myślę, mówię i piszę, to co uważam za słuszne.
Wystarczy spojrzeć powyżej. ;)


Q

poniedziałek, 16 marca 2015

Mielec Fashion Week 2015 - może nie WEEK, za to na pewno FASHION!


„(…) Pod wieloma względami, My – krytycy, mamy łatwe zadanie. Znajdujemy się w uprzywilejowanej pozycji, mogąc z całą surowością i bez konsekwencji, oceniać owoce pracy innych. Lubujemy się w recenzjach negatywnych, bo ich pisanie i lektura, dają najwięcej przyjemności. Ale bolesna prawda jest taka, że nasza pisanina jest warta mniej niż kuchenne odpadki, których często dotyczą. Zdarza się jednak, że czasem i krytyk musi zaryzykować. Dotyczy to przypadków gdy dokona jakiegoś odkrycia i staje w jego obronie, bo świat często spogląda nieprzychylnie na nowych artystów i ich dzieła. Nowe, wymaga ochrony. (...)”

 Ratatuj”



A cytuje ten oto fragment nie bez powodu, bo kiedy ostatecznie zdecydowałem się podjąć recenzowania Mielec Fashion Week, w pierwszej chwili zamarłem. Prawdą jest, że owa propozycja zrodziła się spontanicznie i wynikła z kilku długich rozmów. Niemniej jednak mówienie o czymś, a robienie, to jak wiadomo dwie zupełnie różne sprawy. Dodatkowo w tzw. międzyczasie, pojawiały się (u mnie) wątpliwości. Związane z tym jak, to kolokwialnie mówiąc - ugryźć, by nikogo nie zranić (bo jak wiadomo takie rany ciężko się goją), a jednocześnie pozostać przy tym sobą. Dlatego też, podjąłem decyzję, że nie będę recenzentem, a jedynie wcielę się w rolę recenzenta. A to jak widać, (mam nadzieję) dość znaczna różnica. Przynajmniej dla mnie.

I tak mijały dzień za dniem, tydzień za tygodniem, aż w końcu rzeczywistość zapukała do moich drzwi i okazało się, że czas przejść od słów do czynów. 

14 marca 2015 roku, w Samorządowym Centrum Kultury w Mielcu, odbyła się V edycja Mielec Fashion Week - Diamonds Edition. Edycja szczególna, bo zorganizowana po rocznej przerwie, co więcej z równolegle prowadzonym konkursem. Ale o tym później.

O godzinie 19.00 sala widowiskowa wypełniona przybyłymi gośćmi, wzięła udział w modowym wydarzeniu, jakiego nigdy się nie spodziewała.

Po krótkim wstępie konferansjera, na scenie pojawił się ON. Jarosław Szado. Stylista gwiazd, choreograf, reżyser pokazów mody, prezenter telewizyjny, juror programu modowego. Człowiek szczególny i jedyny w swoim rodzaju. Po przywitaniu się ze zgromadzonymi widzami, panowie zapowiedzieli pierwsze kolekkcje. Za nim to jednak nastąpiło, na ogromnym ekranie, który zasłaniał wybieg, wyświetlony został krótki film, będący wspomnieniem przygotowań tegorocznej edycji. Po projekcji filmu, ekran podniósł się do góry odsłaniając pogrążona w ciemności scenę, która po chwili subtelnie oświetlona światłami, pokryła się dymem, a zgromadzonym widzom ukazała się Ola Skrzypek. Muzyczna gwiazd tego wieczoru, która swoim występem zainaugurowała ten modowy wieczór.



Czas przejść do clou tego wydarzenia, czyli kolekcji i ich autorów.

Cykl pokazów otworzyła prezentacja dwóch kolekcji, wyłączonych z części konkursowej. Pierwsza, to prezentacja kolekcji sklepów JANDAMAR. Pokazowe sylwetki przygotowane wspólnymi siłami, skierowane były zarówno do młodych jak i dojrzałych kobiet. Powstałe z myślą o zbliżającym się sezonie wiosenno-letnim, zawierały kilkanaście stylizacyjnych propozycji, gotowych do noszenia.
Drugi, to pokaz  kolekcji Pani ANETY LARYSY KNAP, projektującej pod marką FOLK DESIGN. To przede wszystkim sukienki, ale też spódnice i koszule, a wszystko to w iście folkowym klimacie. Na wyróżnienie zasługują bajeczne kolczyki z kolekcji „Folky” autorstwa Pani EDYTY GĄSIOR właścicielki firmy AdityaDesign, które dopełniły pokazowe sylwetki.

Po pierwszych dwóch pokazach na scenie ponownie pojawili się Pan Jarosław Szado i Pan Tomasz Łępa, którzy zasiedli na „gorącej kanapie”. Przez kilka minut prowadzili ze sobą ożywioną rozmowę, która jak można się domyślić, nie obyła się bez ciekawych, ale też zabawnych wypowiedzi. Przedstawili także skład jury konkursu i zapowiedzieli pierwszą konkursową kolekcję. Gdy scena znów opustoszała, jasnym stało się, że część konkursowa Mielec Fashion Week właśnie się zaczęła.

A rozpoczął ją pokaz kolekcji Pani MAI KUSIŃSKIEJ. Czerwona. To słowo idealnie opisuje tę kolekcję, składającą się z czterech krwiście czerwonych look’ów. Wśród propozycji zobaczyć można było: krótką sukienkę o lekko pudełkowej formie, z przodu ozdobioną kryształami z kolei z tyłu modnymi w tym sezonie frędzlami; spódnicę i asymetryczną bluzkę, które do złudzenia przypominały dwuczęściową sukienkę; długą mocno rozkloszowaną spódnicę zestawioną z bluzką i klasyczną wieczorową  sukienkę. Nie da się zaprzeczyć temu, iż kolekcja jest spójna. Co niewątpliwie stanowi jej ogromny plus. Natomiast jej wykonanie, niestety pozostawiało wiele do życzenia. I o ile pierwsza i ostatnia sylwetka nadają się do noszenia, to dwie pozostałe już niekoniecznie.
Następna konkursowa kolekcja, to kolekcja „Primo” duetu Pań ALINY SKIBY-ZYCH i MAŁGORZATY ZASOWSKIEJ, a tym samym ich wspólnie tworzonej marki, notabene w Mielcu, czyli „MY FASHION”. Ogromnie cieszy mnie fakt, iż to co proponują projektantki, dalekie jest od estetyki przeciętnej mieleckiej klientki. Przez wykorzystanie nowoczesnych tkanin, zestawienie ze sobą kontrastujących faktur jak i kolorów w połączeniu z ciekawymi formami tzw. na czasie, udało im się osiągnąć efekt modnej, ciekawej i oryginalnej kolekcji.
Kolejny pokaz i kolejna kolekcja. Tym razem Pani JUSTYNY GAMOŃ. Jak sama mówi: „Inspiracją do powstania kolekcji był styl Pin-up.” Ważne dla niej jako kobiety i twórczyni było uzyskanie efektu tzw. „kobiecej kobiety”. W kontrapunkcie do tego co modne jest obecnie, inspiracje czerpie z New Look’u Christiana Dior’a i powraca do mocno podkreślonej talii i rozkloszowanego dołu.  Swoją ideę realizuje w sposób przewrotny, bo kiedy wszyscy myślą o sukienkach, ona wypuszcza na wybieg przeciwdeszczowe płaszcze. Wykonane ze specjalistycznych tkanin wodoodpornych, dodatkowo uzupełnione odblaskowymi elementami, idealnie nadają się na rower. Jak lata 50. to i grochy, zarówno te małe jak i trochę większe. Kolorystycznie to przede wszystkim czerwień i zieleń, ale też beż, szary a także biel. Kolekcja jest spójna, a co najważniejsze praktyczna. Każda z poszczególnych rzeczy w zależności od dodatków nabiera zupełnie innej jakości.
Czwartym konkursowym pokazem jest „pokaz” kolekcji Pani MARTY BARTYZEL. Jak sama mówi: „Każda sylwetka pochodzi z innego pokazu. Dlatego nie może tego traktować jako jednej spójnej kolekcji .” Niemniej jednak oglądając tę prezentację, można dostrzec pewne drobne elementy, wspólne dla każdej z propozycji. Na pewno jednym z nich będzie ona sama, ale też prostota, zabawa detalem czy kolorem. Dwie pierwsze sylwetki zostały wykonane z materiału w kratę jak i dość specyficznego i na pozór niepasującego - różowego PCV. Inspiracją do ich powstania była Anglia lat 30., a tematyką szkolnej kolekcji był „past modern”. Stąd też współczesna interpretacja widziana m.in. w oversize’owych formach czy wspomnianym PCV.  Dwie kolejne sylwetki to sukienki w paski. Pierwsza w poziome biało-czarne pasy z głębokim wycięciem na plecach i kapturem. Druga o nieco zdekonstruowanej formie, tym razem w pionowe szaro-czarne paski, również z kapturem. I ostatnia prezentowana kreacja, to suknia wykonana z surówki, która połączona została z rzemiosłem artystycznym - koronką klockową, która z bliska wygląda fenomenalnie. Całości dopełniło oryginalne nakrycie głowy. Jest to zbiór sylwetek na pewno bardzo artystycznych, nieco futurystycznych, nietuzinkowych i spektakularnych.
Piątą kolekcja, to kolekcja Pani MAI HNAT, czyli „Światło zamknięte w krysztale”. Jak sama mówi: „Inspirowałam się światłem nocnym, które wychwytywane jest przez kryształ i rozpryska się przez załamania, po czym mieni się światłem odbitym.” Bazą kolekcji jest czerń i biel, ale też fiolet, granat i czerwień. Kolekcja skupia w sobie wiele przeciwieństw tj. czerń i biel, ale też zawiera w sobie różne style. I choć granica pomiędzy spójnością kolekcji a jej brakiem wydaje się być mocno nadszarpnięta, to jakoś udaje się uniknąć rozbieżności. A dzieje się tak przez kryształ będący punktem wyjścia do tworzenia poszczególnych sylwetek, które razem tworzą zgraną całość. Oglądając ubrania z bliska można dostrzec zamiłowanie do detalu i pieczołowitość z jaką są tworzone. Projektantka dodaje: „Inspiracją były dla mnie także boginie nocy m.in. Grecka Nyks i Indyjska Ratri.” Co objawia się w tajemniczości i kobiecości kolekcji. Wśród propozycji zobaczyć można: długą suknię zestawioną z bolerkiem; krótsza sukienkę; spódnicę a la baletnicę połączoną z bluzką, a także zestaw - spodnie plus żakiet z baskinką, ozdobioną kwiatami. Istotne dla projektantki było zjawisko brylancji, typowe dla kryształu, a tym samym nawiązanie do hasła przewodniego tej edycji MFW, jakim były diamenty.
Następna prezentacja dotyczy kolekcji Pani PATRYCJI SIWIEC. Pokaz rozbudowany, bo dwuczęściowy składający się z dwóch skrajnie różnych kolekcji. Pierwsza „IMPET” powstała w 2013 roku, utrzymana w jednej tonacji beżu i kremu. Bardzo awangardowa, której inspiracją była zima, stad też kulki przypominające kulki śniegu, które nie tylko ozdobiły ubrania, ale też buty. Druga „Malone”, to kolekcja tegoroczna, diametralnie inna od poprzedniej. Minimalistyczna w formie jak i w gamie kolorystycznej. Utrzymana w ciemnych kolorach, wykonana została z nowoczesnych tkanin. To praktyczne propozycje, gotowe do noszenia na co dzień, ale też kreacje wieczorowe. Skierowane do kobiet ceniących sobie wygodę i elegancję.
Siódma wg kolejności, to kolekcja, a tym samym również pokaz Pani ANGELIKI WYSOCZARKSIEJ-KORS. Inspiracją do jej powstania była forma i struktura diamentu oszlifowanego i nieoszlifowanego jak i architektura Zahy Hadid. Stąd też rozbudowane konstrukcje, liczne drapowania, sylwetki tworzone przy pomocy drutu czy fiszbin. Jak sama przyznaje: „Jest to kolekcja stricte przeznaczona na wybieg, do pokazywania, na sesje, nie koniecznie do noszenia.”  Również materiał z jakiego została wykonana cała kolekcja, zwłaszcza w kontekście inspiracji, wart jest objaśnienia. Gdyż jest nim szary materiał obiciowy, który uprzednio został spryskany czarnym sprayem, a następnie obsypany srebrnym brokatem. Również docenić należy fakt, iż projektantka podjęła pewne ryzyko, tworząc tę kolekcję, ponieważ na co dzień pracuje z kolorem. Rozmawiając ze mną sama stwierdziła, że już w trakcie pracy nad kolekcją brakowało jej kolorów. Tak więc bez obaw. Czarna kolekcja, to jedynie próba zmierzenia się z czymś nowym, ale to kolory grają Pani ANGELICE w duszy najmocniej.
„ELASTIC”, czyli pokaz kolekcji autorstwa Pana KAMILA URBANIAKA. Kolekcji szalenie kobiecej i sensualnej, ale nie wulgarnej. Jak mówi: „Wziąłem gumkę, przyłożyłem ją do różnych materiałów w różnych miejscach i tak to się zaczęło.” Przyznaje, że kolekcja powstała trochę spontanicznie, niemniej jednak nie był to przypadek. A powstały m.in. ołówkowe spódnice, bluzki, topy i sukienki. Wykonane zostały z ECO zamszu, bawełny i dzianiny. Kolekcja jest spójna, odważna, ale też praktyczna. Choć bardzo kobieca, to ma w sobie nutę sportu, co w tym zestawieniu idealnie ze sobą współgra i sprawia, że jest „modna”.

„CHROME”, czyli pokaz kolekcji Pani MONIKI LEBIEST. Jak można zauważyć ,ważnym dla projektantki było stworzenie kolekcji praktycznej, podkreślającej kobiecą talię, ale też prostej. Nieprzegadanej. Po prostu do noszenia. A wszystko zaczęło się od srebrnego lnu, materiału do złudzenia przypominającego chrom. Stąd też nazwa tej kolekcji i jej specyficzna kolorystyka. Przez użycie dość zaskakujących materiałów np. szarego ortalionu czy czarnej siatki tapicerskiej, całość zyskuje na atrakcyjności i mocno wpisuje się w aktualne tendencje. Wśród  jej propozycji zobaczyć można było m.in. spódnice, bluzki, sukienkę, przeuroczy komplet składający się ze spódnicy i topu, ale też dodatki – kopertówkę i plecak.

Ostatnia kolekcja prezentowana w części konkursowej to… kolekcja Pana DAWIDA DUMY zatytułowana „TRANSPaRENT”. Trzy słowa, które charakteryzują tę kolekcję, to: czysta, foremna i kompletna. Jest transparentna od swojej nazwy. Zawiera dużo przezroczystości, co czyni ją bardzo kobiecą i seksowną. Jak sam mówi: „Inspiracją do powstania tej kolekcji była kompletność kształtu, architektura nowoczesna, warstwy i panele. To kolekcja, w której przełamana zostaje bariera jaka istnieje pomiędzy bryłą ciała a konstrukcją ubrania.” Stąd w kolekcji dużo ostrych cięć i geometrycznych rozwiązań. Wykorzystane materiały tj. neopren czy dzianina w kolorach turkusu, czerni i bieli z dodatkiem czerwieni, sprawiają że kolekcja nie jest przegadana. Dość wąska gama kolorystyczna i użyte materiały, dają możliwość skupienia się na formie i prezentowanej wizji. Wśród propozycji znaleźć można: spódnice, bluzki, legginsy, sukienkę i płaszcz. Na uwagę zasługują także ręcznie wykonane dodatki – kopertówka i torba, które stanowią elementy unisex i w zależności od modowych upodobań, mogą posłużyć za ciekawe i oryginalne akcesorium. Do słów opisujących kolekcję należy także dodać, że jest ona nowoczesna, spójna, oryginalna i mądra. Bo prezentuje pewną wizję podparta dobrą modą, a nie jest jedynie ideologią dorobioną na poczekaniu.

Po tym pokazie na scenie znów pojawili się panowie prowadzący i zaprosili do siebie na „gorącą kanapę” jeszcze jedna osobę. A była nią Barbara Piekut – projektantka, właścicielka marki MO.YA FASHION, której kolekcja, pokazywana była tego wieczoru jako pokaz honorowy. Po rozmowie z Panią Barbarą i zapowiedzią jej kolekcji, na scenie po raz kolejny pojawiła się Ola Skrzypek. Która przepięknie zaśpiewała piosenkę Adele pt.„ Chasing Pavements”.

I tak rozpoczął się ostatni pokaz tego wieczoru . Podczas którego zaprezentowana została kolekcja wyróżniona przez miesięcznik „MODA&STYL”, uznana za Najbardziej Kobiecą Kolekcję 2014 roku. I taką w rzeczywistości jest. Zapierające dech w piersiach wieczorowe suknie i sukienki, a także kombinezony zarówno te krótkie jak i długie, zawładnęły sceną na kilka minut. Modelki dostojnym krokiem bijąc jednocześnie brawo, zakończyły finałowym wyjściem część pokazową tego wieczoru.





Tutaj możecie zobaczyć zdjęcia poszczególnych sylwetek:






A kiedy na scenie w zjawiskowej sukience Kamila Urbaniaka pojawiła się główna sprawczyni tego wydarzenia – Ilona Jankowska, jasnym stał się fakt, że to już prawie finish MFW. Za nim jednak miało to nastąpić należało ogłosić to, na co wszyscy czekaliśmy przez cały wieczór, czyli zwycięzcę Mielec Fashion Week 2015! 
Najpierw przyznane zostały nagrody dla modelek, a następnie ogłoszony został ostateczny werdykt jury. Wyróżnienie Mielec Fashion Week 2015 otrzymała Pani MAJA HNAT, natomiast Nagrodę Główną i zaszczytny Tytuł Projektanta Mielec Fashion Week 2015 otrzymał… Pan DAWID DUMA!
Specjalną statuetkę Przyjaciela Mielec Fashion Week 2015 odebrała Pani Barbara Piekut.       


I tak V edycja Mielec Fashion Week 2015 przeszła do historii.





Po części oficjalnej, mam nadzieję, że również merytorycznej, postanowiłem że dam upust swojej głęboko tłumionej euforii i napiszę COŚ WIĘCEJ!

Chyba nikt nie sądził, że ta ‘recenzyjka’, bo tak zwykle nazywam swoje wypociny, będzie normalna. No błagam Was! Wystarczy spojrzeć na autora tej strony… ;)


A więc…


Jak już wcześniej wspomniałem wszystko zaczęło się od propozycji recenzowania MFW. I w zasadzie mój skromny udział, miał się na tym zakończyć, ale jak się zaraz okaże, było trochę inaczej. Podczas zorganizowanych w lutym warsztatów dla modelek, miałem zaszczyt poprowadzić swój mały wykład/pogawędkę na temat mody, stylu i trendów. Który, w najśmielszych nawet snach nie podejrzewałem, spotkał się z aż tak ciepłym przyjęciem. Dziewczyny, które w dużej mierze widziały mnie po raz pierwszy, wszystkie, zaraz po moim ostatnim słowie, zaczęły bić mi brawo! Tak, w tym momencie po raz pierwszy osłupiałem. Po obiedzie zaczęła się próba catwalk’u z Iloną. A wiecie jak to Q - jak już zacznie, to nie może przestać. Od słowa do słowa, za zgodą Ilony w pewnym momencie współprowadziłem tę próbę. (Co mogliście zobaczyć m.in. na filmie podczas pokazu. ;) )Śmiało mogę przyznać, że tu nastąpiło moje drugie z kolei osłupienie. Bo kiedy dziewczyny zaczęły podchodzić do mnie i pytać, co mają zrobić, czy jest lepiej, co jest jeszcze nie tak – po prostu mnie zatkało. Na szczęście tylko na chwilę. J

Po tym fantastycznym dniu, w niedługim czasie pojawiła się kolejna propozycja - pisania i publikowania moich ‘notatek z mody’ na stronie MFW – tak i tutaj moje serce po raz kolejny zaczęło bić mocniej. Następnie wraz z moim udziałem, powstało kilka pokazowych sylwetek sklepu JANDAMAR, które mogliście oglądać podczas pokazu. Moje serce bije coraz mocniej, bo podczas tego dnia okaże się również, że będę jednym z JURORÓW konkursu. A już wtedy wiedziałem, że przewodniczącym będzie Pan Jarosław Szado! (W tym momencie szczęka opadła mi na ziemię po raz kolejny.)


I za nim się obejrzałem przyszedł marzec i próba generalna. A po niej kolejny mini wylew euforii. Niespodziewanie okazało się, że następnego dnia jadę się spotkać z Panem Jarosławem Szado w jego hotelu. :D A! Byłbym zapomniał o jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy – w dniu pokazu będę backstage manager’em! Ok, to już wystarczająco dużo, by noc przed najważniejszym dniem, nie być wstanie zasnąć.


O 9.00 rano startujemy. Projektanci po kolei przyjeżdżają, trwają przymiarki, robienie makijaży i fryzur. Q wszystkim kieruje, a kiedy jeden z projektantów ;) podszedł do mnie i zapytał: „Czy może wyjść na fajkę?”, sam nie byłem w stanie w to uwierzyć, że naprawdę dowodzę tym pomieszczeniem, a to że ktoś gdzieś idzie musi być mi zgłoszone.


O 15.00 rozpoczęła się próba generalna. Na chwilę przed pierwszym wyjściem modelek, wydarzyły się jeszcze dwie zaskakujące rzeczy. Nie mogę zdradzić szczegółów jednej, ani drugiej, ale powiem tylko tyle, że jako członek jury… ;)
Modelki przebrane w pierwsze stylizacje, poprawione, poinformowane jak mają trzymać rękę, torebkę itp., w końcu wyszły na wybieg. Kolekcja po kolekcji, pokaz po pokazie sprawdzałem, pilnowałem, poprawiałem, podpowiadałem co i jak, żeby wszystko wyszło super. Owszem jako człowiek bardzo emocjonalny, zwłaszcza w takich momentach, miałem kilka akcji pt.„Cholera szybciej! Gdzie ona jest? Ok jest!”J Myślę, że jeśli komuś bardzo na czymś zależy i chce żeby wszystko wyszło jak najlepiej, to czasami tak właśnie się zachowuje. ;) Zwłaszcza, że stojąc za kulisami i widząc tą piękną scenografię, słysząc tę muzykę, widząc jak świetnie radzą sobie dziewczyny, jeszcze słuchając jak Ola śpiewa – muszę przyznać, że dwukrotnie byłem bliski rozpłakania się, a dreszcze jakie zawsze towarzyszą mi gdy coś „gra i furczy”, nie opuszczały mnie przez cały wieczór! I kiedy MFW dobiegł końca, a wszyscy przytulali się z radości, byłem dumny, że mogłem być jego częścią! Potem całym team'em wraz z gośćmi, udaliśmy się na bankiet i afterparty, gdzie ja osobiście mało nie eksplodowałem z radości. Jako przeciwnik zdjęć niekontrolowanych, pozowałem ze wszystkimi którzy mnie oto prosili. ;) A potem… Świetnie się bawiłem! ;)
Tak mniej więcej to wyglądało. Trochę wyszło z tego targowisko własnej próżności, ale spokojnie nie po to, to napisałem. Napisałem to po to, by teraz oficjalnie i bardzo, bardzo, niesamowicie mocno PODZIĘKOWAĆ TEJ, bez której nie mógłbym brać w tym WSZYSTKIM udziału, poznać tylu fantastycznych ludzi i realizować się w tym, co w duszy mi gra! Jeszcze raz ILONO – DZIĘKUJĘ!!!

Reasumując… Śmiało mogę przyznać, że była to NAJLEPSZA jak dotąd edycja MFW. I nie dlatego, że brałem w niej udział, no dobra może też (śmiech). Nie, to nie to…
W zasadzie nie potrafię tego wyjaśnić ani opisać. Ale kiedy jest się w czymś od początku, staje się tego częścią, żyję się tym i kiedy widzi się zadowalające efekty, i choć zabrzmi to jak wydmuszka, dzieje się coś magicznego. Dla mnie było to tak emocjonalne, niesamowicie wyczerpujące i intensywne przeżycie, że nigdy go nie zapomnę!
 
Dziękuję WSZYSTKIM, którzy przyczynili się do powstania tego modowego wydarzenia. Byliśmy jak stylowe, diamentowe szpilki, wbijane powoli i z klasą w modową laleczkę voodoo. Daliśmy czadu i to jest najważniejsze! ;)



Q – wcielił się w rolę recenzenta MFW 2015