czwartek, 31 grudnia 2015

Nic już nie będzie takie samo. Czy aby na pewno?

Niestety, ale nie "wszystko" uległo zmianie. Pierwszy zawód jaki poniosłem, to wygląd "ulicy". Panowie, którzy nadal noszą za długie i nieodpowiednie dla swojej sylwetki spodnie, już dawno przestali mnie wzruszać. Wręcz przeciwnie. Ich pierdołowatość zaczyna działać mi na nerwy i zmysł widzenia. Czy ktoś jest mi wstanie wyjaśnić dlaczego tak się dzieje!? Jakby bali się, że ktoś zobaczy, że mają zgrabne (o! zgrozo) nogi i śmie pomyśleć, no nie wiem... że mają dwie zgrabne nogi? Czyżby atrakcyjniejsze były dla nich grube i napuchnięte badyle? No cóż... Ich wybór.
Podobnie zresztą, rzecz się ma z kuriozalną manią wypychania przez panów kieszeni spodni, co w swoim idiotyzmie przeczy idei (taa jasne) jaką zwykli są wyznawać. Otóż tzw. męscy mężczyźni (których szczerze uwielbiam i darze nieukrywanym obrzydzeniem) przeczą sami sobie. Idąc tokiem ich rozumowania, to co dla nich najważniejsze nie dość, że powinno być "duże", to jeszcze widoczne. Niby logiczne - bardzo ci na czymś zależy, chcesz żeby było to widać, to to pokazujesz. Ale nie! Panowie wolą nosić ze sobą cały swój dobytek i to gdzie...? zaraz przy klejnotach, zakamuflowanych wypchanymi po brzegi kieszeniami! Co przypomina spuchnięte uda atlety i gargantuicznych rozmiarów d..pe słonia. Brawo! Nie ma nic bardziej męskiego jak facet z zawieszaniem wielkości Ziemi! Męskość tryska na prawo i lewo... #braksłów
Dostało się panom, to teraz coś dla pań. Które wcale nie są lepsze! Proporcje w lesie, rozmiar rozmiarem, wiek, a kogo to w ogóle obchodzi, grunt żeby się świeciło, mieniło, lśniło i było prze tandetne. Najbardziej obiektywnie mówiąc - brzydkie. W złym guście. Okropne. Blee.
Banał w postaci oklepanego do potęgi entej schematu - sukienka + pantofle - nadal uznawany jest za szczyt elegancji, klasy, dobrego gustu czy co gorsza stylu! Skwara, czyli "cud nad Wisłą mody", cały czas grzeje nóżki i trzyma się ich niczym butapren. Obcasy nadal gubią fleki, lustra wciąż łżą nieprawdę, a świadomość sięga dna. Czy o czymś zapomniałem? A racja! Jedyną stałą zdaje się być nieustający upór i przeświadczenie, o swojej tzw. racji, której dowodem są estetyczne bezeceństwa wymienione powyżej.
Zmianie uległy także rządy. Czy jest to progres, a może jednak regres, każdy sam prędzej (miejmy nadzieję!) czy później oceni. Dotąd trzeba było się natrudzić by "zostać" rok dłużej w danej klasie, teraz można mieć, to za free. Hura! Myślę, że kwestią czasu jest również powrót nieco uwspółcześnionej cenzury, kto wie może i godziny policyjnej? Grunt, że będziemy "ustalać standardy europejskie". Bóg jeden wie, co kryje się pod tym jakże enigmatycznym hasełkiem. Niebawem pewnie się dowiemy, z mediów publicznych rzecz jasna, jako jedynego i wiarygodnego źródła. Od... wczoraj?
Poza tym niesłabnące: ksenofobia, homofobia i rasizm, wciąż są dowodem na to, że u podstaw głupoty leży strach, który bierze się z ciemnogrodzkich i zatwardziałych przekonań. Hejt zalewający Internet też już nikogo nie dziwi. Brak kultury osobistej, groźby, przemoc, chamstwo i wszech ogarniająca głupota, powoli stają się standardem. Nic tylko podejść do najgrubszej ściany i walnąć w nią z całej siły, co poniektórymi łbami. #bum


Było lepiej niż chciałem!


Żeby nie było, że jestem taki zły i w ogóle, czas spojrzeć na drugą stronę tego zardzewiałego medalu. Bo w mijającym roku, wydarzyło się też dużo dobrego. ^_^ Tak teraz będzie trochę prywaty. A co! Znacie mnie i wiecie, że nie potrafię się chwalić. (Tutaj wciąż jest constans.) Bo niby czym!? "Wspaniałym życiem"? No błagam! ;) Tak. Owszem. Nadal uważam, że nie ma o czym mówić i długo nie będzie. Jednak wspominając to, co udało mi się zrobić, czego doświadczyć i kogo poznać w przeciągu tego roku, sprawia że na mojej patelni pojawia się szeroki uśmiech. Bardzo szeroki. ;) (Nie mówiąc już o tym, co usłyszałem na swój temat. :)) W takich chwilach (dla kontrastu) przypominam sobie osoby, które życzą bądź życzyły mi "najlepszego". Które potrafiły na samym początku przygody z "F&SofQ", wypomnieć mi że tak się niby znam na tej modzie, że ho ho i tra la la, a nie wiem kim jest polska blogerka XYZ. Widzicie jak to brzmi - pierdoła w morzu jeszcze większych pierdół. Jak to mówią: "co nas nie zabije, to nas wzmocni." Frazes. Ale tak jest. U mnie notorycznie. Dlatego za każdym razem kiedy słyszę coś podobnego, bez względu na to czy uderza to bezpośrednio we mnie czy w to co robię, biorę to w ręce i wkładam do swojego "plecaka". Ni stąd ni zowąd, ta nieco masochistyczna praktyka zdaje egzamin. Co widać dzisiaj.
Dlatego, życzę sobie i Wam nie tylko wiary, ale też siły, konsekwencji i odwagi. Niech Nowy 2016 rok będzie równie DOBRY jak poprzedni! Wszystkiego Najlepszego #DziuQusie! <3



Q

Światła... Kamera... Akcja! - MovieMe 2015

Uwielbiamy podsumowywać. Wszystko i wszystkich. Przy każdej możliwej okazji. I nie ma co do tego żadnych wątpliwości, nawet jeśli to uogólnienie. Sprzyja temu czas, ludzka mentalność, a nawet media społecznościowe. Chociażby, bardzo popularny ostatnio - ciekawe dlaczego - zbiór najczęściej "lubianych" zdjęć na Instagramie.
Przyznaje się bez bicia - ja też temu uległem. :P Tym razem, powodem jest kino. Przykład? 16 wyjść do kina, w tym jedno do "innego" (rozczarowujące jak mało!), a żeby było jeszcze ciekawiej, to 14 razy siedziałem na tym samym miejscu. #soweird #heheszki
Nie w tym rzecz, żeby powiedzieć ile, co i jak. Ideą tego tekstu jest popularyzowanie chodzenia do kina, a także chęć podzielenia się tym, co udało mi się oglądnąć w mijającym roku. Wielu z Was pyta mnie oto, co widziałem ostatnio, co mógłbym polecić czy co jest całkiem miłe - co sądzę na temat tego czy innego filmu. Jako pasjonat kina, a tym samym kompletny laik w tej dziedzinie, nie mam najmniejszego zamiaru silić się na jakąkolwiek - hucznie brzmiącą - krytykę. Zupełnie nie oto mi chodzi. W kilku zdaniach, postaram się jedynie zachęcić Was, do zwrócenia uwagi na polecane przeze mnie obrazy. Kto wie, może któryś tak was zaciekawi, że postanowicie go zobaczyć?
Zatem, nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam miłej lektury i równie udanego oglądania.
Scena pierwsza, ujęcie pierwsze...


STYCZEŃ


"Wolny strzelec" reż. Dan Gilroy 


(Urokiem kin w małych miastach jest to, iż filmy docierają do nich z ekhmm... małym opóźnieniem.)
Jeżeli wydaje się Wam, że za bardzo poświęcacie się swoim obowiązkom, to koniecznie zobaczcie ten film. Louis Bloom (Jake Gyllenhaal) rozwieje Wasze złudzenia. Jego "podejście" do pracy nie ma sobie równych. Tytuł "pracownika" miesiąca - gwarantowany.  
W pozostałych rolach: Rene Russo i Riz Ahmed.


"Haker" reż. Michael Mann


Hmm? O czym może być ten film? :P Zdaję sobie sprawę, że tematyka piractwa komputerowego może wydawać się mało interesująca, ale muszę Was zaskoczyć. To pierwszy film i o ile się nie mylę pierwsza rola Chrisa Hemswortha, w której poza jego fizycznością widać również grę aktorską. Pamiętajcie! Pozory mylą. I dotyczy to wszystkiego, także filmów.
W pozostałych rolach: Leehom Wang, Wei Tang



LUTY 


"Wielkie oczy" reż. Tim Burton


Znacie Margaret Keane? Panią, której dzieła malarskie mają "wielkie oczy". Nie? To, koniecznie musicie zobaczyć ten film. W rolach głównych nagrodzona za tę kreację Złotym Globem - Amy Adams i Christoph Waltz


"Gra tajemnic" reż. Morten Tyldum


Myślę, a raczej mam nadzieję, że nie ma osoby, która nie wiedziałaby kim był i co zrobił dla ludzi Alan Turing. Historię tej ikonicznej postaci, opowiada tenże film. Mówi o miłości, stracie, bólu, walce i niesprawiedliwości. (Jeden z moich ulubionych w tym roku.)
W rolach głównych nominowani do Oscara - Benedict Cumberbach i Keira Knightley.


"Whiplash" reż. Damien Chazelle

 

Doskonałość - to "choroba", z której bardzo trudno jest się wyleczyć. Zwłaszcza kiedy jesteś świadom, tego co potrafisz. Film o muzyce, z muzyką i dla muzyki. Uczta dla jazzowych smakoszy. 
W rolach głównych: Miles Teller i laureat Oscara za "Najlepszą rolę drugoplanową" - J.K. Simmons.


"Pięćdziesiąt twarzy Greya" reż. Sam Taylor-Johnson


Chyba nie sądziliście, że mógłbym nie pójść i nie zobaczyć tego filmu w kinie. No proszę Was!
Cały czas będę uważać, że w żaden nawet najmniejszy sposób, nie powinno się łączyć książki z jej adaptacją filmową. A w tym przypadku zwłaszcza! Kategorycznie nie, null, zero. Chociażby dlatego, że "jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził". Koniec kropka.
Nie oczekujcie od nikogo, że zdoła ponad sześciuset stronicową książkę przełożyć 1:1 na filmowy ekran, uwzględniając przy tym wyobrażenia i oczekiwania milionów ludzi na całym świecie. Toż to abstrakcja sama w sobie!
W rolach głównych: Dakota Johnson i Jamie Dornan



MARZEC 


Filmowa posucha - część I.



KWIECIEŃ


"Samba" reż. Olivier Nakache i Eric Toledano


Jak często zdarza się Wam chodzić do kina na komedie? Mi, bardzooo rzadko. Dla tej zrobiłem wyjątek. Powód: Omar Sy i Charlotte Gainsbourg. Przezabawny film. Uśmiałem się jak głupi. :D



MAJ


Filmowa posucha - część II.



CZERWIEC


"Motyl Still Alice" reż. Richard Glatzer i Wash Westmoreland


Jedną z najgorszych rzeczy, jeśli można prowadzić taką klasyfikację, jest utrata pamięci. Pomyślcie, z dnia na dzień zapomnieć jak się piszę, gdzie się pracuje, jak się ma na imię czy wreszcie kim się jest. Alzheimer. Pamięciowy escape. Usuwa wszystko, co napotka na swojej drodze. Okropność. 
Piękny film, świetna gra aktorska i bardzo ciekawa, a przy tym niezwykle autentyczna historia. Oscar, którego otrzymała za tę rolę Julianne Moore, od początku wydawał się być jej. I słusznie. 
W pozostałych rolach: Kristen Stewart, Kate Bosworth i Alec Baldwin.



LIPIEC, SIERPIEŃ


Filmowej posuchy ciąg dalszy, czyli III i IV część.



WRZESIEŃ

"Pieśń słonia" reż. Charles Binamé


Psychiatra po zniknięciu swojego kolegi, przejmuje jego pacjenta. Chcąc uzyskać od niego pewne informacje, niespodziewanie zostaje wciągnięty w pewną grę. Specyficzną grę, w której dodatkowe życie nie istnieje. Bardzo dobry film.
W rolach głównych: Xavier Dolan, Bruce Greenwood i Carrie-Anne Moss.



PAŹDZIERNIK


Filmowa posucha - koniec. (Nareszcie!)



LISTOPAD


"Demon" reż. Marcin Wrona


Najdziwniejszy thriller jaki kiedykolwiek widziałem. To na pewno. Prz całej swojej "demoniczności" jest bardziej zabawny niż nie jedna "śmieszna" komedia.
W rolach głównych: Itay Tiran, Agnieszka Żulewska i Andrzej Grabowski.


"Spectre" reż. Sam Mendes


Kolejna cześć przygód Jamesa Bonda. Czyli okazja dla najbardziej grześkowatych Grzesków na "wyjście" z fabryki. Chciałoby się powiedzieć - wielkie wyjście do kina.
Pamiętacie wiersz Leona Szweda pt. "Rodzina pingwina idzie do kina"? No właśnie. Przy czym jest jedna subtelna różnica - Grześki z reguły nie wychodzą z kina, nawet jeśli zobaczą na ekranie siebie. Przecież kupili bilety, no i ta wałówa... Nie może się zmarnować. Niestety!
W rolach głównych: Daniel Craig, Christoph Waltz, Léa Seydoux i Ben Whishaw.


"Praktykant" reż. Nancy Meyers


Kiedy "stare" spotyka się z "młodym". O dziwo! To kolejna komedia na mojej liście. Jak widać konkretne argumenty potrafią, być szalenie przekonywujące. Zabawna, prawdziwa. Warto zobaczyć.
W rolach głównych: Anne Hathaway i Robert De Niro



GRUDZIEŃ 


"Nigdy nie jest za późno" reż. Jonathan Demme


Po prostu: BOSKI. Tak. Taki jest ten film. A Meryl Streep w roli gwiazdy rocka, poprawka -  śpiewającej(!) gwiazdy rocka - to perła sama w sobie. Niezwykle klimatyczny film.
W pozostałych rolach: Kevin Kline, Mamie Gummer i Rick Springfield.


"Czerwony pająk" reż. Marcin Koszałka


Drugi polski film na mojej liście. Jeden z tych, które określa się "głupimi", nie podając żadnego sensownego argumentu, potwierdzającego słuszność takiej oceny. Do prawdy nie mogę tego pojąć, bo film jest bardzo dobry. Dziwny, mroczny, niepodpowiedziany, trudny, a przy tym szalenie prosty. Jak widać bardziej wymagające pozycje, stanowią problem dla przeciętnego odbiorcy. #sosad
Mimo wszystko zachęcam do minimalnego wysiłku.
W rolach głównych: Filip Pławiak i Adam Woronowicz.


"Pakt z diabłem" reż. Scott Cooper


Oparta na faktach historia, w której brudne interesy stanowią podwaliny ogromnego skandalu z FBI w rolach łownych. Grany przez Johnny'ego Deepa - James "Whitey" Bulger - to jednocześnie najbardziej nieczuła, ale też bezwzględna postać. Co sprawiło, że jest taki a nie inny? Sprawdźcie!
W pozostałych rolach: Joel Edgerton, Dakota Johnson i Benedict Cumberbach


"Sufrażystka" reż. Sarah Gavron


Ostatni film wśród tych które widziałem, to pochwała walki. Walki o prawa (nie tylko) wyborcze dla kobiet. Ci, którzy nie rozumieją lub inaczej - nie widzą powodu, dla którego ludzie łączą się i protestują w jakieś sprawie, powinni obejrzeć ten film. Koniecznie!
W rolach głównych: Carey Mulligan, Helena Bonham-Carter, Anne-Marie Duff, Brendan Gleeson i Meryl Streep



Życzę miłego oglądania! :) 



Q

niedziela, 22 listopada 2015

Q pyta, odpowiada... Justyna Moraczewska

"Kto pyta, nie błądzi." Nie cierpię, tego typu powiedzonek (równie mocno jak zdrobnień!), ale to akurat ma sens. (Jakby się tak nad tym głębiej zastanowić, to niby każde ma "jakiś" sens, ale daj cię spokój - kto ma na to czas?) Zwłaszcza, jeśli chodzi o moją skromną osóbkę. #heheszki
Jako osoba podążająca w bliżej nieokreślonym kierunku, każdą nawet najmniejszą okazję wykorzystuję, by napotkaną na swojej drodze personę, wypytać o choćby najdrobniejsze wskazówki. Co by nie błądzić nie potrzebnie czy wystawać jak ta nasza polska Pyza przy drodze... "Czas, to pieniądz" - nieprawdaż? ;)
A tak już całkiem poważnie, to wiecie że uwielbiam słuchać i zadawać pytania. Dlatego cykl mini wywiadów, prędzej czy później musiał się objawić na FASHION & STYLE OF Q.
Na szczęście, pierwsza szansa przeprowadzenia wywiadu, pojawiła się równie szybko jak i sam pomysł. Dzięki inicjatywie "NAZYWAM SIĘ KOBIETA" podjętej przez Ilonę Jankowską i Agnieszkę Chmielowiec - udało mi się przejść od słów (a w zasadzie myśli) do czynów. Zorganizowane przez nie Warsztaty Stylu z Justyną Moraczewską, które odbyły się wczoraj tj. 21 listopada w Hotelu Atena, nie dość, że cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, dla mnie stały się okazją nie do stracenia.
Nie przedłużając, zapraszam na mój pierwszy mini wywiad z cyklu "Q pyta, odpowiada...", przeprowadzony  z niesłychanie pogodną i inteligentną osobą, stylistką Justyną Moraczewską. :D



"Q pyta, odpowiada... Justyna Moraczewska"




FASHION & STYLE OF Q: Co pomyślałaś, kiedy Ilona Jankowska zaproponowała Ci poprowadzenie warsztatów?
Justyna Moraczewska: Po pierwsze, pomyślałam że to super, że Ilona się odezwała. Myślę, że polubiłyśmy się przy pierwszym spotkaniu i już wtedy udało nam się wspólnie zrealizować pewien projekt. A po drugie, bardzo się ucieszyłam, bo uwielbiam mieć bezpośredni kontakt z kobietami. Na każde „hasło” związane z prowadzeniem warsztatów lub szkoleń, odpowiadam z ogromnym optymizmem.


Q: „Nazywam się Kobieta” – co myślisz na temat tego typu inicjatyw, podejmowanych w małych miastach, takich jak Mielec?
JM: Jestem super za! Naprawdę. I nie ograniczałabym się, do tego że to małe miasto, mała miejscowość. Tak naprawdę pod koniec dnia Warszawa to też jest małe miasto. Oczywiście nie wolno uogólniać.  Jest mnóstwo ludzi mniej lub bardziej uświadomionych. Generalnie super, że takie inicjatywy są podejmowane, że np. mogę dotrzeć do takich miejsc, do wszystkich kobiet bez względu na to jak jest daleko. Zaufaj mi. W małym, malutkim, średnim czy pretendującym do bycia wielką metropolią mieście – wszędzie są takie same kobiety. Mają takie same kompleksy, takie same problemy, czasem trochę więcej wiedzą. W pewnych miejscach, mają większy dostęp do wiedzy. Ale na końcu i tak wszystkie jesteśmy takie same. Bez względu na to skąd jesteśmy i co robimy. Wszystkie chcemy dowiedzieć się o sobie trochę więcej. Osobiście, nie widzę żadnej różnicy prowadząc warsztaty w Warszawie czy w innych miastach. Kobiety wszędzie są identyczne.



Q: Jesteś stylistką już od dobrych kilkunastu lat. Jak to się zaczęło? Co zrobiłaś lub co musiałaś zrobić, by być tu gdzie jesteś dzisiaj?
JM: Słuchaj, to jest ciekawa anegdota, bo ja sobie ten zawód wymyśliłam. Było to wiele lat temu i trudno mi jest teraz podać konkretny moment, ale pamiętam, że przeglądałam wtedy magazyn Elle. (Na rynku był tylko Twój styl i Elle.) Nie wiedziałam co chce robić w życiu.  Miałam być malarką, ale pewnego dnia uświadomiłam sobie, że nie chce malować, bo to nie jest to. Po prostu. Chciałam robić coś, co jest związane ze sztuką, ale bardziej komercyjnie. Przeczytałam, że jest ktoś taki jak stylista. Ktoś kto ubiera modelki. Pamiętam, że wyszłam tamtego dnia na spacer z psem (może to zabrzmi dziwnie, ale tak naprawdę było) i mój sąsiad, który mieszkał nade mną, również wyszedł na spacer z psem. (Tudzież wyrzucić śmieci.) Kiedy mnie zobaczył, zapytał czemu jestem taka zafrasowana. Powiedziałam mu, że właśnie szukam pracy. Na co on zapytał mnie: „A kim Ty byś chciała być Justynko?”, „Stylistką - odpowiedziałam.” „Stylistką? A kto to jest?” (Wtedy nie bardzo było wiadomo kim jest stylista.) Więc opowiedziałam mu kto to taki, że pracuje w magazynie. Na co on powiedział, że jego znajoma pracuje w gazecie i szuka kogoś do pracy. Agnieszka Jakobson-Cielecka, bo o niej mowa, ówczesna szefowa Elle Deco w magazynie Elle, zatrudniła mnie jako asystentkę.  Z czasem udowodniłam jak bardzo zależy mi na pracy w modzie, a potem po prostu z całego serca pokochałam ten zawód. Okazało się, że mam do tego talent, bo to  razem z ciężką pracą musi iść w parze i tak już poszło... (uśmiech)


Q: W kultowym już dokumencie „Vogue: Spojrzenie redaktorów”, czołowym stylistom Vogue’a zostaje zadane pytanie: „Co robi stylista?”. W zasadzie żadne z nich nie udziela konkretnej odpowiedzi, a sama Grace Coddington mówi: „Jeśli nie wiesz tego teraz, myślę że nigdy się tego nie dowiesz.” Zatem, co robi stylista w magazynie mody?
JM: Stylista w magazynie mody, chociaż niektórzy twierdzą że ubiera modelki do zdjęć, tak naprawdę kreuje całą „bajkę”. Wizję. Wymyśla ją od A do Z. Czasami wspólnie z fotografem tworzy koncepcję sesji lub w ogóle to jak w danym magazynie ma wyglądać moda. Jakie ma mieć DNA. Kręgosłup. Stylista jest odpowiedzialny za cały wizerunek modowy gazety. To, że wybiera ubrania i ubiera modelkę, to jedno. Poza tym musi „widzieć” całą historię. Spójną całość. To jaka jest to modelka, gdzie odbywa się sesja, jaki ma makijaż, uczesanie, a przede wszystkim wiedzieć, co chce opowiedzieć czytelniczkom daną sesją.


Q: Stosunkowo niedawno otworzyłaś swój „mały” biznes – pierwszy w Polsce Beauty Concept Store. Opowiedz proszę, o nim coś więcej.
JM: A ile masz czasu? (śmiech) To kwintesencja tego wszystkiego czym zajmowałam się przez lata. Miejsce, w którym będę mogła robić rzeczy takie jak dzisiaj – spotykać się z kobietami. Pomagać im w kreowaniu swojego wizerunku. To miejsce, gdzie wraz z moją wspólniczką pracujemy nad tym, co kobiety mają w głowie. Bo tak naprawdę, będę to powtarzać zawsze i wszędzie – wszystko zaczyna się w głowie. Jak sobie pewnych tematów nie  przepracujemy w głowie, to nie pomoże żaden dobry make-up, genialna fryzura czy najdroższe szpilki na świecie. Chcemy stworzyć miejsce do którego kobiety, które najzwyczajniej w świecie mają dosyć, są w fatalnym stanie i nie mają gdzie się udać, zawsze mogą przyjść i nic nie muszą robić. Wiedzą, że to miejsce tylko dla kobiet. Stworzone prze kobiety. My je rozumiemy i wspieramy na rożnych płaszczyznach. Jeżeli potrzebują super paznokci i świetnych włosów, to my im je damy. A jeżeli potrzebują rozmowy i tylko herbaty, to też im to damy.


Q: Moda polska, a moda światowa. Czy według Ciebie jest różnica? Stosujesz tego typu podział?
JM: Mmm… Trudne pytanie. Nie, nie stosuje takiego podziału. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Oczywiście, że jest różnica. Długo by o tym opowiadać, dlaczego jest taka różnica. Moda w tych czołowych stolicach mody,  przedstawia zupełnie inny poziom, ale też dlatego że jest ogromnym przemysłem. Teraz nie mówię tylko o tym, co projektują projektanci, bo to jest jedna cześć prawdy o modzie. Drugą jest fakt, iż jest ogromnym biznesem, prężnie działającą machiną od wielu lat. W Polsce, to dopiero się rozkręca i gdzieś tam raczkuje. Super, że tak się dzieje i tak jest bardzo pozytywnie.  To, że mnóstwo polskich projektantów, zdolnych ludzi wyjeżdża za granicę i tam robi kariery weźmy np. Magdę Butrym – super. Nie ma już różnicy, zatarły się granice i nie chciałabym tak mówić – moda polska, reszta świata. Jesteśmy częścią Europy, częścią Unii. Generalnie, polscy projektanci mogą tworzyć gdzie tylko chcą. Jeśli mają na siebie pomysł i chcą wyjechać do Londynu, mogą to zrobić. I pozdrawiam Arkadiusa, który gdzieś tam jest daleko. (uśmiech)


Q: Co poradziłabyś młodym, początkującym stylistom? Większej merytorycznej wiedzy, a może większej pokory?
JM: No i trafiłeś w sedno. Bo właśnie tego bym im poradziła. Przede wszystkim żeby się szkolili i żeby byli naprawdę dużo bardziej pokorni. To jest kawał ciężkiej roboty do wykonania, żeby zrozumieć tę pracę od samych nizin. Jeżeli przychodzi do mnie stażysta i narzeka, że torby są za ciężkie albo sesja trwa za długo, to nie ma szans przetrwać. Trzeba przenieść tych pięćdziesiąt ciężkich „ikejek” żeby to zrozumieć. Przejść, przebiec się po tych sklepach, nie przespać paru nocy. Taki jest ten zawód. Satysfakcja jest ogromna, ale praca też jest specyficzna. Myślę, że po przejściu tych wszystkich etapów, dopiero nabiera się pokory. Bo jeżeli ktoś przychodzi z pretensjami, z takim pomysłem że mamy tutaj „Diabeł ubiera się u Prady”,  no to niech w tym świecie fikcji i filmów sobie pozostanie. Tam jest jego miejsce.


Być czy mieć? Być.


Klasyka czy sezonowe trendy? I tutaj, niestety, muszę odpowiedzieć inaczej – ani klasyka, ani sezonowe trendy. Tylko ubieranie się zgodnie ze swoją osobowością, swoim dna.


Coco Chanel czy Elsa Schiaparelli? Hmm… Jednak Chanel. Kurcze, to chyba kwestia mojego wieku już. (śmiech)


Mała czarna czy mała biała? Mała biała.


Grace Kelly czy Grace Jones? (śmiech) Grace Jones.


Biała bluzka czy biała koszula? Biała koszula.


Alexander McQueen czy John Galliano? Galliano.


Haute couture czy prêt-à-porter? Prêt-à-porter.


Spódnica – ołówkowa czy rozkloszowana? Ołówek.


Vogue francuski czy Vogue włoski? O włoo… O nie! Francuski, francuskiii! Francuski! Francuski! Forever.


Anja Rubik czy Ania Jagodzińska? Jagoda.


Nicolas Gesquière czy Marc Jacobs? Jacobs. (uśmiech)


Horodyńska czy Jacyków? Obydwoje! (śmiech)


Dzwony czy rurki? Rurki.


Conchita czy RuPaul? Uuu… Masz mnie! Nie wiem!? (śmiech) Ale, chyba RuPaul… :D


Isabella Blow czy Anna Piaggi? Anna Piaggi.


Rajstopy w kolorze ciała czy gołe nogi? Gołe nogi. Zawsze.


Moda jest dla mnie… Jest dla mnie integralną częścią mojego życia, aż się zastanawiam czy jest życie po modzie, bo… bo nie wiem… (śmiech)


W modzie najbardziej nie lubię… Hmm… Pretensjonalności i traktowania mody bardzo serio. Naprawdę tego nie lubię.

Dobrze dobrana bielizna i zachowane proporcje to… Klucz do dobrej stylizacji. Baza. Szkielet. Podstawa.


Jeszcze raz Dziękuję!


Q

piątek, 30 października 2015

Be bold, be brave, be brilliant!

Moi Drodzy! (Jak tak zaczyna, to będzie ciekawie…)

Jak już pewne zauważyliście jakiś czas temu, w przypływie euforii, w sposób niesamowicie lakoniczny, podzieliłem się z Wami pewną informacją. (Skądinąd bardzo dobrą.) Wasza reakcja na tego #newsa była niezwykle pozytywna.  Polubienia, komentarze, wiadomości w stylu: „Co? Jak? Gdzie? W ogóle skąd? Gratulacje!” – były naprawdę miłe. Trwając w swoim chytrym planie, grania na emocjach tych najbardziej mi „przychylnych” osób, postanowiłem nie mówić za wiele. Wiecie jak jest. Powiedzieć za dużo, jeszcze pod wpływem emocji jest bardzo łatwo. Gorzej, kiedy z tego co się powiedziało, trzeba ¾ odwołać. Dlatego kosztem Was – DziuQusie – nie mówiłem czy jak kto woli, nie chwaliłem się niczym i w zasadzie też nikomu. (No może poza kilkoma osobami. ;)) Zadowolony, bez zbędnego balastu w postaci presji otoczenia, wyruszyłem do Poznania.
Ktoś powie: „Robi tajemnice, jakby nie wiadomo co się działo”. No trochę tak i trochę nie. Nie mam zamiaru tłumaczyć się z tego, że tak a nie inaczej podchodzę do „ogłaszania” światu, że „coś” mi się udało. Na chwilę obecną, nie potrafię wzorem innych powiedzieć, że prowadzę tak „wspaniałe życie”, że w ogóle: „Piszcie, dzwońcie, a ja chętnie odpowiem na każde Wasze pytanie dotyczące  mojego wspaniałego życia”. #sorry Może to mój błąd, a może wartość dodana… #whoknows
Nie mniej jednak, jak się powiedziało A – mówiąc, że po powrocie opowiem co i jak, to trzeba powiedzieć też i B – dotrzymać słowa. A no właśnie. Wszystko pięknie ładnie, (w chwili obecnej mija piąty dzień od mojego powrotu), a tekstu ani widu, ani słychu. Tzw. podsycajka ciekawości poszła w świat, a tekstu jak nie było tak nie ma. I chyba nie będzie, bo… (Zanim zaczniecie rzucać w swój ekran „mięsem”, chwilę zaczekajcie.)
Pierwotnie, albo inaczej do dzisiaj rana, był tu tekst w połowie już napisany, na 7 i pół tysiąca znaków. Elaborat jak się masz. Był i się zmył. Koniec kropka. (#trochęświr, ale to już chyba każdy z Was wie.)
Nowy dokument, nowa strona. Pojechałem do Poznania i…


„Jak to się zaczęło”

Wszystko zaczęło się od znamiennego zdania, wypowiedzianego przez poznaną we Francji, Zosię. A brzmiało mniej więcej tak: „(…)Czego od razu żałować, po prostu spróbuj i tyle.” #siadło (I to tak, że słyszę je do teraz.) I kolokwialnie mówiąc, poszło! Co? Staranie się o (wtedy) prawdopodobny udział w 9 edycji Art & Fashion Forum by Grażyna Kulczyk.
Po powrocie do Polski: szybki research, masa wątpliwości (jakże by inaczej…), ale koniec końców, w niespełna kilka godzin udało mi się coś sensownego „urodzić”. Praca, portfolio, opis mojej osoby, a także uzasadnienie, który zmysł najlepiej do mnie pasuje – poleciały w świat. A propos zmysłów. Musicie wiedzieć, że 9 edycja Art & Fashion Forum poświecona została pięciu zmysłom („Five Senses”), w oparciu które należało stworzyć pracę, stosowną dla danego warsztatu. Warsztatu, w którym chcielibyśmy uczestniczyć, biorąc udział w Art & Fashion New School. A do wyboru było aż 7 kategorii, spośród których ja wybrałem Fashion Writing.
Nie pokładając większych nadziei na zakwalifikowanie się, kompletnym zaskoczeniem był telefon, jaki otrzymałem w poniedziałkowy poranek, 1 października. Otóż, okazało się, że moje „wypociny” dostały zielone światło i tym samym dały mi możliwość wzięcia udziału w 10 dniowych warsztatach w Poznaniu, prowadzonych przez Marcina Świderka!


Top secret


I… Co dalej! No właśnie nic. To, co przeżyłem, kogo poznałem, i co usłyszałem (również na swój temat!), pozostanie tam gdzie powinno – w mojej pamięci i sercu. Wiem, wiem, jestem emocjonalną łajzą. No cóż. Taki już jestem. Raz bezlitośnie szczery, raz (bardzo rzadko, ale jednak!) nieludzko wrażliwy. Dlatego wybaczcie mi, ale nie mogę i nie chce żeby wszyscy wiedzieli o wszystkim. Nie tym razem. To mój świadomy wybór i biorę za niego pełną odpowiedzialność.
Powiem Wam jedno – było warto! To, że ostatecznie nie wygrałem, wcale nie oznacza, że przegrałem. Na swój sposób wygrałem. Wygrałem dwa tygodnie obcowania z ludźmi, którzy nadają na tych samych falach co ja. Myślą, mówią, a przede wszystkim robią, rzeczy dla mnie szalenie ważne. Poza tym są profesjonalistami, genialnymi ludźmi i totalnymi freakami. Uwielbiam ich za to i pękam z dumy, że dane mi było ich poznać. Dlatego po raz tysięczny bardzo, ale to bardzo Wam DZIĘKUJĘ! <3
Wyróżnię jedynie kilka osób, ale UWIELBIAM Was wszystkich! Dziękuję mojemu (naszemu) mentorowi Marcinowi za to, że jest tak genialnym, prze zabawnym i prawdziwym kolesiem. (Nigdy nie zapomnę Twojej gestykulacji, mimiki i trafnych komentarzy!) Dziękuję Piotrowi Buckiemu – za świetny wykład i pomocne rady, Marcie Siembab, Ewelinie – wiesz za co, Olce Osadzińskiej – za wywiad, Adamowi i Marcie czy przecudownej Pani Alinie Wheeler. Wszystkim, których nie sposób teraz wymienić – dziękuję.
Wam moi kochani warsztatowicze również należą się podziękowania i gratulacje. Jesteście super! Moja kochana „Królowa plis” Tamara, niezastąpiona ilustratorka Mona, pozytywnie zakręcona Daria czy wciąż sama do siebie dzwoniąca Aneta – dzięki za wspólnie spędzony czas!
No i na koniec moja kochana trójka aborygenów z „Australii” – Aga, Dastin i Jagoda. Nie tylko najlepsi współlokatorzy #ever, ale też niesamowici przyjaciele. Dzięki kochani! <3


Specjalne podziękowania należą się Pani Grażynie Kluczyk, Anji Rubik i W P Onakowi, a także wszystkim koordynatorom, wolontariuszom i sponsorom – bez Was to by się nie udało!


P.S.
Właśnie dlatego zaniechałem zbędnego rozpisywania się. Bo wychodzi z tego laurka, w którą później nie wiele osób wierzy. Zresztą… #whocares!


Q

środa, 7 października 2015

#MFW + #PFW = ? - sezon wiosna/lato 2016

Z lekkim poślizgiem, ale jest! Zdjęciowe uzupełnienie tego, o czym pisałem tutaj: FACEBOOK! By zrekompensować Wam czasowe opóźnienie, postanowiłem połączyć "dwa tygodnie" w jeden post. Czy taki miks w rzeczywistości miałby rację bytu? Szczerze wątpię. Na szczęście nie musimy się nad tym zbytnio zastanawiać - tym razem jedynie oglądamy i wedle uznania podziwiamy to, co przypadnie Nam do gustu. ;) #Enjoy!




#MFW




FENDI - WIOSNA/LATO 2016




















EMILIO PUCCI - WIOSNA/LATO 2016



















PRADA - WIOSNA/LATO 2016



















MOSCHINO - WIOSNA/LATO 2016

























VERSACE - WIOSNA/LATO 2016
























ROBERTO CAVALLI - WIOSNA/LATO 2016
























JIL SANDER - WIOSNA/LATO 2016









DSQUARED2 - WIOSNA/LATO 2016



















SALVATORE FERRAGAMO - WIOSNA/LATO 2016


















#PFW






CHRISTIAN DIOR - WIOSNA/LATO 2016




Christian Dior wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Christian Dior wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Christian Dior wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Christian Dior wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




BALENCIAGA - WIOSNA/LATO 2016
























ALEXANDER MCQUEEN - WIOSNA/LATO 2016




Alexander McQueen wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Alexander McQueen wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Alexander McQueen wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Alexander McQueen wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Alexander McQueen wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Alexander McQueen wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




HERMĒS - WIOSNA/LATO 2016




Hermès wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Hermès wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Hermès wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Hermès wiosna-lato 2016, fot. Imaxtree




Nie wiem czy wiecie, ale "FASHION & STYLE OF Q" obchodzi dzisiaj swoje 3 urodziny! <3
Jak na zdrowego i silnego brzdąca przystało: mówi, chodzi i coraz bardziej zaczyna dawać w kość! Jak każde dziecko, rozwija się we własnym tempie - szuka i próbuje.
Mimo swego wieku, jest świadom błędów jakie zdarza mu się popełniać, tego ile jeszcze przed nim, ale też powoli zaczyna dostrzegać swoje małe sukcesy.
Wciąż pozostaje sobą, nie tracąc przy tym swojej dziecięcej naiwności.
Mam nadzieję, że nadal będziecie "patrzeć" na to, jak dojrzewa i rośnie w siłę mój, a może także Wasz - "FASHION & STYLE OF Q"! :D


Q