piątek, 1 sierpnia 2014

Lipiec z filmem... w MovieMe

Tym razem całkiem filmowo. Trzy filmy, trzy krótkie recenzje. Jeśli jakiegoś jeszcze nie widzieliście - polecam, warto je zobaczyć.


"Tylko kochankowie przeżyją" (Only Lovers Left Alive) film w reżyserii Jima Jarmuscha.
W rolach głównych zjawiskowa Tilda Swinton jako Eve i grany przez Toma Hiddlestona Adam. Niezwykle irytującą, aczkolwiek dobrą drugoplanową rolę odegrała Mia Wasikowska (Australijka pochodzenia polskiego) grająca młodszą siostrę Evy - Ava.
Bohaterowie filmu to wampiry zmęczone setkami lat życia, zdegustowane tym jak rozwinął się świat. Wampiry szczególne, bo choć żywią się krwią i preferują mrok, to najważniejsze są dla nich sztuka, muzyka i literatura. Oczywiście zaraz po trwającej setki lat namiętnej miłości. To nonszalanccy smakosze życia, dandysi zatopieni gdzieś w rzeczywistości XXI wieku. Żyjąc z duchem czasu wciąż pamiętając intensywność i wyjątkowość romantyzmu.
Żyją z dnia na dzień (w zasadzie nocy) nieustannie zgłębiając swoje pasje, pielęgnując przy tym swoje uczucie. Tylko jedna rzecz spędza im sen z powiek. Pożywienie. Pożywienie, które coraz trudniej jest zdobyć. Przyjaciel pary - Marlowe (John Hurt), w pewnym momencie umiera w wyniku zatrucia się krwią. Scena o ile naturalna, o tyle symboliczna, bo zwiastuje rychły koniec wampirów. Wycieńczeni poszukiwaniami krwi, Eva i Adam postanawiają wykorzystać fakt, iż są wampirami i w sposób dość prymitywny i dawno niepraktykowany, zdobyć dla siebie pożywienie.
W końcu tylko Ci, którzy się kochają, mają szanse przetrwać...
Sceny "perełki" tj.: jedzenie lodów z krwi przywiezionych przez Eve, topienie w kwasie zabitego przez Ava - Iana, czy choćby tak oczywiste i naturalne posługiwanie się językiem łacińskim przy nazewnictwie zwierząt i roślin są bezcenne.
Nonszalancki, tajemniczy, mroczny, subtelny, nieco wyniosły, kameralny wręcz intymny, a przy tym szalenie inspirujący.


 












Mój pierwszy nocny maraton filmowy zaliczam do udanych. Do udanych, bo (nie)stety nie do końca odbytych. ;)

"I że Cię nie opuszczę..." (The Vow) - film w reżyserii Michaela Sucsy.
Ten film zaliczyć można do gatunku "łatwych i przyjemnych", ale nie banalnych. Bo choć wszystko kończy się happy-endem, to nie jeden z nas wzruszył się w trakcie oglądania. Film oparty na prawdziwej historii, opowiada pewien traumatyczny dla dwójki głównych bohaterów wypadek, a właściwie życie po nim. Grany przez Channinga Tauma - Leo, choć pokazuje widzom wiele, nie ma wcale tak różowo. Jego żona - Paige (Rachel McAdams), w trakcie wypadku, którego oboje są ofiarami, traci pamięć. I tak ich kolorowe, iście bajkowe życie, wypełnione namiętnym uczuciem zamienia się w koszmar. Próby odzyskania przez Paige pamięci, stają się dla niej źródłem frustracji, złości, co prowadzi w konsekwencji do rozstania się z Leo. Leo próbując z całych sił pomóc ukochanej, ostatecznie poddaje się, nie radząc sobie z napotykanymi na drodze do serca Paige trudnościami. Z czasem wszystko wraca do punktu wyjścia. Rozwiązaniem tej sytuacji, okazuję się ponowne zakochanie się w sobie.
Słodko-gorzki, prawdziwy, przyjemny dla oka. Warto zobaczyć by przekonać się, że czasami jedno wydarzenie potrafi wpłynąć na całe nasze życie.










"Labirynt" (Prisoners) - film w reżyserii Denisa Villeneuve.
Pewien detektyw o imieniu Loki (Jake Gyllenhaal) próbuje rozwikłać sprawę dotycząca porwania dwóch małych dziewczynek. Jedną z porwanych jest córka Kellera Dovera (Hugh Jackman). Ojciec załamany całą sytuacją, próbuje sam na własną rękę odnaleźć sprawcę. Kiedy podejrzenie pada na chłopaka przesiadującego w kamperze, obok którego ostatnio bawiły się dziewczynki, Keller nie daję za wygraną. Gdy Alex Jones (Paul Dano) zostaje zatrzymany w swoim kamperze i przewieziony za komisariat, ale z braku dowodów wypuszczony na wolność, Dover wpada w amok. Porywa Alexa i przetrzymuje w swoim starym domu . Za namową Kellera, do wymierzenia kary dołącza  jego przyjaciel Franklin Birch (Terrence Howard) - ojciec drugiej porwanej dziewczynki. W tym momencie szaleństwo jakie zawładnie Kellerem nie będzie miało końca. W celu uzyskania odpowiedzi od Jonesa pobije go do nieprzytomności, po czym zbuduje mikro-łaźnię i krótkimi prysznicami naprzemiennie zimnej i gorącej wody, doprowadzi Alexa do wyduszenia z siebie jednego słowa. Labirynt.
Na szczęście ten labirynt będzie miał wyjście przynajmniej dla... dziewczynek. Bo gdy okaże się, że tą złą była babcia Alexa (swoją droga niezła świruska) labirynt zamknie się. I uwięzi w sobie tego, który tak żarliwie szukał swojej małej córki. Poszukiwania Kellera wreszcie ucichną. A dźwięk docierający do uszu Lokiego, nie będzie tylko omamem. Będzie symbolicznym wołaniem po pomoc, jednocześnie pewnym kazusem - bo w poszukiwaniach czerwonego gwizdka wyszły dziewczynki, a to właśnie nim gwizdać po pomoc będzie Keller Dover.
Świetny, trzymający w ciągłym napięciu. Musze przyznać, że sam przesiedziałem jedną trzecią filmu z ręką na twarzy, zerkając co nieco na ekran... przez palce. :)













Zawsze w zapiętej na ostatni guzik niebieskiej koszuli, z zaczesanymi do tyłu włosami.
Do czasu...
 Z charakterystycznym i niezwykle autentycznym tikiem - domrugiwania oczu.




P.S.
Mam nadzieję, że organizatorzy pokusza się o ponowne zorganizowanie maratonu, bo sądząc po frekwencji - warto! :D


Q




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz