piątek, 20 czerwca 2014

O Jacksonie, na BOSO, w Hotelu... w MovieMe. :)

Postanowiłem nieco rozszerzyć tematykę rubryki "MovieMe", tym samym dzielić się z Wami nie tylko moimi przeżyciami dotyczącymi filmów, ale i innych wydarzeń.


I tak dokładnie 5 czerwca 2014 roku o godzinie 18-tej wybrałem się na premierę nowego (trzeciego z kolei) musicalu pt." MICHAEL JACKSON SHOW".




Jako, że był to już kolejny, stworzony przez podobną grupę ludzi musical, to też moje oczekiwania względem nich były znacznie większe. Zresztą już poprzedni "Hakuna Matata - Chwytaj Dzień", postawił im poprzeczkę bardzo wysoko.


Ale zacznę od początku... Przygotowana dla widzów informacja sprytnie poinformowała w jaki sposób zostanie zinterpretowana spuścizna króla popu Michaela Jacksona. A czytając broszurę widzimy:


"(...) To dopiero początek widowiska, a u nas już awantura. Ciekawe, jak to wszystko się skończy?"


I właśnie wokół tej AWANTURY wszystko się kręciło. Aktorzy podzieleni na dwa "gangi" - śpiewaków i tancerzy, rywalizowali między sobą oto, który z nich jest lepszy i bardziej spodoba się widowni. Śpiewając i tańcząc do największych hitów króla popu tj. "Thriller", "Beat it", "Bad" czy "This is it" w moim mniemaniu wygrali tancerze.
Poziom jaki zaprezentowali, tańcząc poszczególne choreografie był naprawdę bardzo wysoki. Za to im chwała! Stylizacja aktorów generalnie - dobra, choć miejscami pozostawiała wiele do życzenia zarówno pod względem stylu jak i jakości. Scenografia sprawnie zmieniana, dobrze oddawała charakter poszczególnych scenek. Jeśli zaś chodzi o śpiew... Przyznaję, że moja wiedza na temat śpiewu jest niewielka, ale moje ucho jest na tyle sprawne by usłyszeć...
Fatalnie brzmiała też przerysowana wręcz artykulacja poszczególnych słów piosenek. Rozumiem, że wyraźne akcentowanie i wymawianie słów jest kluczowe, też zwracam na to uwagę, ale jest jakaś granica!
Na pochwałę natomiast należy fakt, że udało im się oddać charakter teledysków Michaela. Pełnych emocji, uczuć, historii i specyficznej atmosfery - bandy przyjaciół. Brawo!


Czy było to show na miarę inspiracji? Tego nie wiem... Czy w ogóle było to show? No cóż...
Pełen podziwu dla twórców uważam, że tym razem niestety nie udało im się przeskoczyć poprzeczki.


Reasumując chciałbym serdecznie podziękować i pogratulować reżyserkom pani Ani i pani Alicji, a także wszystkim, którzy pracowali przy tym wydarzeniu: piosenkarzom, tancerzom, choreografkom, scenarzystom, dźwiękowcom, oświetleniowcom, producentom i wszystkim tym, którzy w jakiś sposób złożyli się na bądź, co bądź sukces.
Szczególne i bardzo prywatne podziękowania kieruję do Karoliny i Julki, które moim skromnym zdaniem skradły całe show. Tak siedziała im ta stylistyka i tematyka, że z przyjemnościom było mi patrzeć na to, co pokażą za chwilę. MOJE GRATULACJE!
Głodny nowych doznań artystycznych, czkam na kolejne przedsięwzięcia! :)


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------


BOSO - to kolejne wydarzenie na mojej mapie artystycznych wieczorów. BOSO, czyli koncert tańca w wykonaniu Grupy Tańca "BEZNAZWY", Teatru Tańca "AleToNic", a także gościnnie Zespołu Tańca "Szok".



Z uśmiechem na twarzy, zniecierpliwiony i bardzo ciekawy tego, co zobaczę na scenie zasiadłem na widowni w skupieniu, otwarty na emocje, historie, a przede wszystkim dobry taniec.
Zaczęło się świetnie i bardzo pomysłowo. Kiedy odsunęła się kurtyna widzowie uraczeni zostali czymś w rodzaju wstępu, będącego swego rodzaju nawiązaniem do tytułu koncertu. Prowadzeni źródłem światła poznaliśmy w bardzo prostej choreografii... STOPY tancerzy. :)
Bardzo fajnie, że pod koniec (szkoda, że na tak krótko) włączyły się choreografki, a tym samym pomysłodawczynie tego koncertu.

I zaczęło się!
Solówki, duety, a także występy całych grup. Do pewnego momentu poziom koncertu, choć z małymi uskokami w jakości, utrzymywał się na względnie wysokim poziomie.
Mimo całej sympatii i ogromnego podziwu dla postępów i sukcesów grup (zwłaszcza "BEZNAZWY", które dopiero co wróciło z zawodów z całym naręczem nagród i pochwał, w tym z Grand Prix Konkursu), nadal uważam, że SŁUCHAĆ, to wcale nie oznacza SŁYSZEĆ! No cóż...

Tak jak wspomniałem do pewnego momentu było dobrze... Mniej więcej gdzieś tak od połowy koncertu, zaczęła wkradać się przewidywalność figur, poruszanych historii, a co gorsza dało się odczuć ogromne mniemanie artystów o sobie! W plątaninie tych niedorzecznych układzików, były też dobre wykonania.
Na szczęście najlepsze miało dopiero nadejść. Wytrwałość, cierpliwość i nadzieja pokładana przez mnie w zespół "BEZNAZWY" nie zawiodła mnie. Finałowy występ całej grupy uratował honor koncertu. Układ pod tytułem "Salem" był idealnym zakończeniem koncertu. Świetnie przygotowany, trudny, ciekawy, inny, frapujący, momentami przerażający, mroczny, trzymający w napięciu, był lekarstwem dla mojej tanecznej duszy. :)
Więcej takich układów, więcej takich historii. Wszystko było na najwyższym poziomie począwszy od choreografii, historii, muzyki aż po kostiumy. BRAWO, SZAPO BA! :)

Niestety jest jeszcze jedna przykra rzecz jaką zauważyłem w trakcie tego koncertu. WIDOWNIA!
Na litość Boską, do licha jasnego CO TO MIAŁO BYĆ!!!
Ignorancja niektórych ludzi jest powalająca. A już nie wspomnę o dzieciach! Jestem wstanie pojąć (w jakimś stopniu) zachowanie kilkuletnich dziewczynek (choć w podobnym wieku inna dziewczynka siedziała spokojnie), ale głupotę, kretynizm, bezczelność i brak jakichkolwiek zahamowań rodziców już NIE! Takie zachowanie jest niedorzeczne i skandaliczne!
Gdyby nie to może wyszedłbym stamtąd tylko delikatnie rozczarowany, a tak dodatkowo byłem sfrustrowany i zły.

Innymi słowy jeszcze raz gratuluję i czekam na więcej. A następnym razem przed wejściem na widownię, proponuję wręczać taśmę i zaklejać buzie. Tylko komu - dzieciom czy może jednak rodzicom...?


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


I na koniec coś bezpośrednio związanego z tytułem mojej rubryki, czyli film! We wtorek miałem ogromną przyjemność (nareszcie!) zobaczyć długo przez mnie oczekiwany "Grand Budapest Hotel". Reżyseria i scenariusz - genialny Wes Anderson.


Jednym słowem bajka! Cudowny, gorzko-słodki, ciekawie zrobiony. Idealna kompilacja komedii i dramatu. Do tego plejada gwiazd. Moi ulubieni Tilda Swinton jako Madame D., Jude Law jako Młodszy pisarz, Adrien Brody jako Dmitri i nowo przez mnie odkryty, przeuroczo ciapowaty Tony Revolori jako lobby boy Zero. Ponadto znakomity Ralph Fiennes jako Gustave H., jak i bardzo dobrze zagrany przez Willema Dafoe psychopatyczny morderca J.G. Jopling.

Grand Budapest Hotel to opowieść w opowieści, wspomnienie w wspomnieniu. A to dlatego, że tą niezwykłą historię opowiada (w pięciu rozdziałach) Stary pisarz. Wspomina kolację, na którą jako Młody wówczas pisarz zostaje zaproszony przez właściciela Hotelu. Z kolei ów właściciel wspomina swoje młodzieńcze czasy, kiedy to jako młody lobby boy pracuje u boku Gustave'a H.
To film, po którym na twarzach maluje się uśmiech. Może nie daje nam poczucia, że czas zmienić świat, ale skłania nas do pewnego rodzaju refleksji nad jego absurdalnością.
Po raz kolejny przy tworzeniu tego filmu Wes Anderson nawiązał współpracę z Miuccią Pradą.  Która zaprojektowała stroje i dodatki do tego filmu. Nad kostiumami pracowała Milena Canonero. Zwrócić uwagę należy także na bajeczną wręcz scenografię, za którą odpowiadał Adam Stockhausen (m.in. Zniewolony. 12 Years a Slave).
No i perfumy, bez których nie może żyć Gustave H. To L'Air de Panache, stworzone specjalnie na potrzeby filmu przez francuski butik Nose.
Zafascynowany filmem i twórczością Andersona czekam na kolejne bajkowe propozycje. :)


Q


czwartek, 19 czerwca 2014

Opuścić kotwicę!

Słowem wstępu...

Kadr z filmu pt. "Coco Chanel"

W trakcie pobytu w Anglii Coco przechadzając się po plaży w towarzystwie Boya (jej ukochanego), widzi po raz pierwszy w swoim życiu wzór w poziome, granatowe paski. Co ciekawe na ubraniach miejscowych rybaków. Zafascynowana tym, co zobaczyła zaczyna "nosić" paski.

 Tak oto z pozoru zwykły spacer stał się kluczowym dla mody lat 50-tych.
Paski są nie tylko kojarzone z Coco Chanel, ale stały się także podstawą dla jednego z czołowych stylów tamtej dekady - marine.
T-shirt, spodenki z niewidoczną na zdjęciach (niestety) kotwicą, białe trampki i czarne okulary, to moja interpretacja stylu marynarskiego. 
Ten jakże prosty i oczywisty zestaw jest nie tylko modny, ale i korzystny dla mojej sylwetki.         Ale, to jak mniemam wszyscy widzimy. ;)













Q



środa, 4 czerwca 2014

Można i tak... CFDA 2014

"Można i tak..." to nowa nazwa rubryki, która pierwotnie nazywała się "A więc można i tak...". Delikatnie zmieniona nawa, zdecydowanie bardziej odzwierciedla moje (jakże częste) reakcje mimiczne na temat komentowanych przeze mnie stylizacji.
Poza nazwą sposób komentowania, a przy tym oceniania nie uległ zmianie. Każdy zdążył już zauważyć, że jeżeli coś już chwalę, to nie jest to byle pierdoła. Z drugiej zaś strony Ci, którzy znają mnie ciut bliżej wiedzą, że złe lub słabe stylizacje hmm... również zostaną ocenione.
Pamiętajcie, że są to moje WŁASNE opnie na temat danej stylizacji.
Jeżeli ktoś będzie chciał się podzielić swoimi spostrzeżeniami, to jak najbardziej zachęcam do komentowania! :)
PAMIĘTAJ! Komentujemy dany strój nie to jakim człowiekiem jest ktoś, to czym się zajmuję, czy to z kim sypia lub robi na drutach!


Dzisiaj przyjrzę się stylizacjom gości, którzy przedwczoraj zaszczycili swoją obecnością galę organizowaną przez "Council of Fashion Designers of America".


Rihanna, czyli osoba na której swój wzrok zawiesili wszyscy, odebrała w tym roku statuetkę w kategorii - IKONA STYLU



Rihanna w sukni Adama Selmana. Całość inspirowana stylem Josephine Baker.
No cóż... Jak na ikonę przystało Rihanna pokazała na co ją stać. Sam pomysł gdzieś mi się podoba. Przepraszam za wyrażenie, ale "wiszący" biust jest NIE do przyjęcia. 
MOJA OCENA: 2/5 

CFDA Awards 2014: Olivia Palermo w kreacji Ann Taylor, fot. East News

Olivia Palermo w kreacji Ann Taylor. Wygląda bardzo poważnie i to chyba najbardziej mi przeszkadza. Połączenie czerni ze złotą biżuterią na plus, ciekawa jest różnorodność materiałów i ich wykorzystanie. No i buty są po prostu piękne.
 MOJA OCENA: 4/5

CFDA Awards 2014: Blake Lively, fot. East News

Blake Lively w sukience Michaela Korsa. Taki stereotypowy i tandetny zestaw. Sukienka w kolorze khaki oblepiona świecidełkami, różowe platformy, blond fale i trzymająca je w ryzach szeroka opaska. Jedynym plusem choć znikomym na tle tych minusów są etniczne bransolety. Szkoda, bo jest piękną kobietą, naprawdę potrafiącą dobrze się ubrać.
MOJA OCENA: 0/5 

CFDA Awards 2014: Solange w sukni Calvin Klein Collection, fot. East News

Solange Knowles w sukni Calvin Klein Collection. Bardzo ładna suknia w kolorze metalicznego srebra. Pięknie podkreśla zjawiskowy kolor jej skóry. Fryzura inspirowana latami 40., minimalistyczne puzderko i manicure w kolorze srebra idealnie tu pasują. Postawienie na intensywne usta dobrze się sprawdziło. Jedynie suknia mogłaby być trochę krótsza z przodu i wtedy nie załamywałaby się. 
MOJA OCENA: 4/5

CFDA Awards 2014: Lupita Nyong'o w komplecie Suno, fot. East News

Lupia Nyong'o w komplecie Suno. Coś nowego u Lupity. Jestem wielkim fanem jej modowych wyborów i zawsze czekam na to co założy. Tym razem postawiła na elegancki, sportowy komplet. Ciekawie wyglądają aksamitne szpilki. Może fryzura mogłaby być bardziej współczesna. Mniej dopracowana.
MOJA OCENA: 4/5

CFDA Awards 2014: Bridget Moynahan w sukni Lela Rose, fot. East News

Bridget Moynahan w sukni Lela Rose. Klasyczna forma uwspółcześniona przez dodanie kieszeni (uwielbiam). Choć nie jestem fanem tego koloru, to do Bridget pasuje. Jedynie gorset mógłby być głębszy przez to bardziej obejmowałby biust. Tak jak u Solange aż się prosi by suknia przodem była trochę krótsza. Załamujący się dół sukni jest niedopuszczalny.
MOJA OCENA: 3/5

CFDA Awards 2014: Emmy Rossum w sukni J. Mendel, fot. East News

Emmy Rossum w sukni J.Mendel. Forma tej sukni jest świetna. Pięknie podkreśla sylwetkę Emmy. Choć kolor jest po prostu brzydki to plisy i czarne lamówki jakoś go bronią. Szpilki mogłyby być w innym, trochę jaśniejszym kolorze, ale ta czerń też jest do przełknięcia. Jedyną rzeczą, która kuje mnie w oczy, to ta koronkowa wstawka. Wiem, że bez niej całość wyglądałaby bardzo odważnie, mimo to mogłoby jej nie być.
MOJA OCENA: 3/5

CFDA Awards 2014: Heidi Klum w sukni Donna Karan, fot. East News

Heidi Klum w sukni Donna Karan. Jak słodko i dziewczęco się zrobiło. Bardzo podoba mi się forma tej sukni jakby dwuczęściowa. Spod wierzchniej delikatnie opływającej ciało, wyłania się spodnia część bardziej monumentalna. Idealna długość, a także świetny amerykański dekolt. Minimalizm w dodatkach, ciemny manicure są jak najbardziej na plus. Fryzura wygląda trochę infantylnie.
MOJA OCENA: 4/5

CFDA Awards 2014: Coco Rocha w sukni Christian Siriano, fot. East News

Coco Rocha w sukni Christian Siriano. Nie ma rzeczy, której nie obroniłaby Coco. Nawet ciut za długa suknia mi nie przeszkadza. Usta są cudowne. Choć nie jestem w stanie do końca tego opisać, to bardzo podoba mi się klimat całej tej kreacji. Połączenie w jeden pas kolorystyczny gorsetu i rękawów, a także nakrycie głowy.
MOJA OCENA: 4/5 

  CFDA Awards 2014: Mary-Kate Olsen i Ashley Olsen w The Row, fot. East News

Mary Kate i Ashley Olsen w The Row. Zaznaczyć należy, że siostry Olsen również zostały nagrodzone, w kategorii projektant roku - akcesoria. Za to im chwała i wielkie gratulacje. Poza tym mogiła. Nie dość, że wyglądają strasznie, ale to strasznie staro, to jeszcze pańciowato. Wyglądają jak takie dwie ciotki-klotki na ploteczkach. Mówcie co chcecie, ale jak ich dojrzałość sprawia, że wyglądają dobrze, to zaczynam żałować, że nie można być wiecznie młodym.
MOJA OCENA: 0/5

CFDA Awards 2014: Keri Russell w sukni Rosie Assoulin, fot. East News

Keri Russell w sukni Rosie Assoulin. No ja przepraszam, ale że co to jest? To coś przeplecione przez ramię, następnie przez biust (jedną pierś) i związane na boku w coś na kształt kokardy? Począwszy od doboru tkanin, przez kolory, kończąc na formie i wykonaniu nic nie wygląda dobrze. Jedyny mikro-plus to białe szpilki. Co gorsza Keri wygląda na bardzo zmęczoną i niezadowoloną. Może... wątpi w to cudo? 
MOJA OCENA: 0/5

CFDA Awards 2014: Marion Cotillard, fot. East News

Marion Cotillard w sukience Dior. Bardzo trudna forma sprawia, że Marion wygląda jakby trzymała telewizor. Przeskalowane pół-baskinki zdeformowały jej figurę. Choć sukienka jest ciekawa, to zupełnie nie dla Marion. No i ta grzywunia... Bój się Boga kiedykolwiek to powtórzyć. Grzywka a' la  tłusty włos to totalny niewypał. Za to szpilki są po prostu bajeczne. Uwielbiam je, ale co z tego skoro reszta jest słaba.
MOJA OCENA: 1/5

Zdjęcie: Vogue Paris Look of the Day: Anja in Stella McCartney

http://en.vogue.fr/fashion/daily-fashion/articles/anja-rubik-in-stella-mccartney/22982

A na koniec moja ukochana i niepokonana Anja Rubik w zjawiskowym kombinezonie od Stelli McCartney i biżuterii Jennifer Fisher. Cudowne czarne lakierowane szpilki i włosy ułożone w mój ulubiony sposób - zaczesane do tyłu. Piękny makijaż, i prosty manicure - czego chcieć więcej? :)
Na poparcie mojej ekscytacji dodam, że Anja nazwana została przez magazyn Harper's Bazaar i Vogue jedną z najlepiej ubranych na CFDA i jednocześnie ten look został look'iem dnia w Vogue Paris. :D
MOJA OCENA: 5/5 


P.S.
Jeszcze raz zachęcam do komentowania. A już niebawem kolejna odsłona "Można i tak...". :)  Q


wtorek, 3 czerwca 2014

Wspomnienie wielkiego człowieka... w MovieMe :)

Po czteromiesięcznej przerwie czas wziąć się za porządki! Wszystko pokryła lekka warstwa kurzu, ale spokojnie już niebawem "F&SoQ" powstanie niczym feniks z popiołów. :P


"Chanel podarowała kobietom wolność, ale Saint Laurent dał im siłę" - Pierre Bergé


YSL_plakat 2


Pewnie pomyślicie, że idąc śladem innych "zainteresowanych", sklecę jakąś absurdalną recenzję tego filmu. Otóż nie. Nie jestem w stanie w kilku zdaniach przekazać tego, co dał mi ten film. Co więcej nie jestem pewien czy podjęta przeze mnie próba zostałaby dobrze zrozumiana. Mając ku temu poważne wątpliwości, pozostawię pisanie recenzji osobom do tego odpowiednim. 
Bo powiedzieć, że Yves ubrał kobiety w spodnie, które od 1799 roku były zakazane dla kobiet we Francji, a dopiero od 2013 roku prawnie mogą być noszone, to jakby nie powiedzieć nic.
Bo jak w kilku zdaniach opowiedzieć o kimś, kto nie tylko był geniuszem mody, ale przeżył tak wiele? W jaki sposób pokazać jak wiele zrobił dla tej dziedziny? Jak powiedzieć o złożonym charakterze i skrajnych emocjach jakie nim targały? Jak opowiedzieć o chorobach, uzależnieniach i agresji jaka go spotkała? Jak opowiedzieć o ludziach, którzy mieli ogromny wpływ na jego życie i twórczość? I w końcu jak opowiedzieć o człowieku, bez którego nie mógł żyć i więzi, która łączyła ich przez 50 lat? 


"(...)Przecież wiesz, że nie jestem dobry" - Yves Saint Laurent


Pisanie o tym, co można zobaczyć przez 106 minut tego filmu (stanowczo za krótko) jest karkołomne. Bo nie możliwym jest w krótki, zwięzły sposób zrecenzowanie czyjegoś życia. A to dlatego, że nie jest to jakaś tam notatka z lekcji - tylko ludzkie życie.
Jedno wiem na pewno to, co udało mi się zobaczyć i poczuć...  Wiem tylko ja. ;)
Wszystkich pasjonatów mody zapraszam na ten film, zabrzmi to niezwykle banalnie, ale WARTO! Nawet dla samego Pierre'a Niney, który nie tylko niesamowicie zagrał, ale i był Yves Saint Laurent'em.


"Najpiękniejszym ubraniem kobiety są ramiona kochającego ją mężczyzny. Ja służę tym, które nie znalazły tego szczęścia." - Yves Saint Laurent



P.S.
Jest to pierwszy post nowej rubryki "MovieMe". Udoskonaleń i nowości będzie stopniowo coraz więcej, a częstotliwość publikacji znacznie większa. :)  Q