środa, 6 grudnia 2017

Ty pytasz, Ja odpowiadam #4

"Nie cierpię zimowych butów! To najgorsze co może być...
Może Ty mi powiesz, jakie mam sobie kupić?"
- pyta bezpośrednio zainteresowany

Najlepiej żeby były cool, super i wow. Choć z tym wow, to tak ostrożnie. Wow, to często nie tak jak wszyscy, raczej mało "normalnie" (jakby istniała definicja, skala, nie wiem coś, co ową normalność określa, definiuje, wyznacza...) tylko jakoś dziwnie, inaczej. A od inaczej, to już niedaleko do inności, a stąd to już prosto Shinkansenem w stronę jednorożca i jego różowej aury, a ta prawdziwym mężczyznom nie pasuje. Nie przystoi wręcz. Także nic z tych rzeczy.
"Nie wszyscy chcą, nie wszyscy muszą..." To, że mogą, bo nic nie stoina przeszkodzie, a przy odrobinie szczęścia obyłoby się bez kastracji, to już temat na inny odcinek, sezon, kto wie - może serial?
 
Wiem już czego lepiej nie proponować, a co proponuje nam moda?

Czas na... #inspiracje!

Jesień/zima 2017/2018

Panowie! Patrzcie na buty, cała reszta to jeszcze większa inspiracja. Niech nikt z was nie bierze tego 1:1. Z całym szacunkiem, ale strach pomyśleć co mogłoby z tego wyjść...

 
Yohji Yamamoto 

 
Versace

 
KTZ

Fendi

 
Fendi

 
Dries Van Noten

 
Balmain 

 
Dsquared2

 
Dsquared2

Tak to mniej więcej wygląda, a nawet wyglądało, na wybiegu.

Pewnym jest, że widoczne powyżej propozycje, to reinterpretacja klasyków męskiej szafy.

U Yamamoto ugładzona wersja martensów, u Donatelli Versace usportowione śniegowce, a u Kokon To Zai - kombatanty.
Silvia Venturini Fendi w swojej kolekcji obok klapków wykończonych futrem (zgodnie z życzeniem - nie ma ich wśród moich propozycji) zaprezentowała czarne sztyblety z białą "sportową" gumą oraz obuwniczy twór - połączenie sneakersa i tzw. skarpety - to akurat żadne wow.
Dries Van Noten ubrał swoich mężczyzn w wysokie, skórzane botki, z kolei Olivier Rousteing (Balmain) m.in. w coś na kształt śniegowców, ale w zmilitaryzowanej wersji.
Dean i Dan Caten z Dsquared2 udowodnili, że nawet martensy mogą wyglądać cool i wcale nie trzeba być skinheadem by móc je nosić.

Jak mówiłem na początku - nie bierzcie niczego co widzicie na zdjęciach dosłownie. Niemniej, jeśli uważnie patrzyliście, chodząc po sklepach zauważycie wiele podobieństw...

Ważne! Bezwzględu na to jaki ostatecznie model butów wybierzecie, pamiętajcie o nie dbać!

Buty to jedna z najważniejszych rzeczy w męskiej garderobie. To również jedna z tych rzeczy, na którą najczęściej zwracają uwagę kobiety! Jeśli nie dla siebie, to przynajmniej dla nich się postarajcie...

Nicholson Baker powiedział kiedyś: "Buty to pierwsze dorosłe urządzenia, jakie dostajemy do opanowania". Panowie, i jak wam idzie?


Q

sobota, 2 grudnia 2017

#Pytam, bo chciałbym wiedzieć #4 i #5

Czy narzekam? Hmmm...? Ograniczam się do minimum. Poza klasycznym nie chce mi się, którego szczerze nie cierpię, nie ma tego wiele.

Zegna
Fot. Marcello Arena

#Pytam, bo chciałbym wiedzieć: czy można być zmęczonym?

Powód? Ludzka bezmyślność, chamstwo, nieprzygotowanie, bezczelność, agresja i wiele innych, obok których nie potrafię przejść obojętnie. Poza tym - zmęczenie. Fizyczne i psychiczne.
Wiem co robię i ile w kładam w to pracy, dlatego wyliczanie swoich obowiązków, uważam za zbyteczne. Bardziej interesuje mnie to, dlaczego fakt, iż jestem zmęczony wywołuje w ludziach AŻ takie zdziwienie!? Dziwi ich, że nie zawsze mam ochotę na uśmiech, nie ciągnę jakiegoś tematu, nie reaguje histerią na rzeczy, które ich pasjonują, czegoś nie wiem lub popełniam błąd, że nie jestem wystarczająco miły i wyrozumiały. Czy zawsze musi być 200%, z uśmiechem, na baczność?
A najgorszym z możliwych okazał sie być urlop. Kilka dni wolnych dobiło prawie całą załogę. "To kiedy wracasz?" "Jeszcze wolne!?" "I jak, wypoczołeś?" "Urlop!? A czego tak?" "Ty to masz cały czas wolne!" "Pracujesz? Bo w ogóle nie ma Cię w pracy!?" Nagle moja obecność okazała się konieczna. Niezastąpiony? Szczerze wątpie. Potrzebny? Chyba tak, a może to kwestia "bycia"? Tego, że inni pracują, a ja nie? Nie mam pojęcia...

A teraz nieco z innej beczki...

#Pytam, bo chciałbym wiedzieć: dlaczego sukces innych boli?

Sukces, czyli radość, szczęście, zadowolenie. Niekoniecznie medal czy złoty samowar.

 Boki Milinkovic
Fot. Drew Wheeler

Boli i to jak cholera. To taki ból dupy z gratulacjami przez zęby. Że niby tiu, tiu, tiu, ale jak do Ciebie mówi to siedzi bokiem. Bije brawo, nie patrząc Ci w twarz, a jak wymienia osoby do pracy w grupie, to przypadkiem zapomina o Tobie.

Dlaczego? Bo nie robisz tego co inni? Bo myślisz inaczej? Bo zaczynasz z tego samego punktu, a osiągasz coś, o czym pozostalii marzyli, ale tylko Tobie się udało? Bo jesteś na studiach, choć nie pałasz do nich miłością, a mimo to jakoś sobie radzisz? Dlatego, że robisz to, co lubisz, a nie to, co powinieneś robić? Dlatego, że masz plan i konsekwentnie go realizujesz? Dlatego, że zdobywasz coś, bo się do tego nadajesz, jesteś w czymś dobry, a nie dlatego, że cię lubią? A może dlatego, że jesteś wymagający, chcesz więcej, starasz się, bo ci zależy, bo chcesz udowodnić sobie, a przede wszystkim innym, że zasługujesz, że wiesz, że potrafisz? I ci wychodzi. Masz to. Zdobywasz co chciałeś. Cieszysz się. Dzielisz z innymi i nagle bum! Ściana, mur. Grymas, a nawet foch. Skąd? Jak? Nie wiem, dlatego pytam. Może Ty mi powiesz?

Q

piątek, 10 listopada 2017

Dwie sekundy

Oscar Wilde w swojej powieści "Portret Doriana Graya" z typową dla siebie ironią stwierdza: "tylko ludzie płytcy nie oceniają według wyglądu".


 


Ocena. Kto dzisiaj czegoś nie lubi, komentuje, udostępnia? Wszyscy to robimy. No dobrze - prawie wszyscy. Ale pieczołowitość i systematyczność, z jaką do tego podchodzimy, jest jednakowo duża, niewyobrażalnie duża. To precyzja chirurga z niejednym tytułem.
W dobie internetu, mediów społecznościowych, telewizji oraz prasy, zwłaszcza tej z gatunku people, bycie "opiniotwórczym", to niemalże obowiązek. Posiadanie własnego zdania już nie wystarcza. Teraz, trzeba się tym zdaniem dzielić. Jedyne co uległo zmianie, to sposób w jaki jest przekazywane - niegdyś ustnie, dzisiaj w formie znaków. Informacja zwrotna jeszcze nigdy nie docierała do adresata tak szybko. I często!

W procentach zapisane


"Jak Cię widzą, tak Cię piszą". W 55% widzą, w 38% słyszą, a jedynie w 7 procentach skupiają się na tym co mówisz. Pierwsze wrażenie, bo o nim mowa, to szalenie istotna kwestia. W czasach gdy każdy z nas, mniej lub bardziej świadomie, dokoknuje tzw. selekcji, uznając kogoś za "bliskiego sobie", nie robi tego w oparciu o wyniki testu IQ, listę przeczytanych książek czy ostatnio obejrzaną sztukę. Niestety. Weryfikacji dokonuje na podstawie tego jak Ciebie i mnie widzi. Taksuje to jak wyglądasz i co masz na sobie. Uważnie obserwuje Twoje gesty i chód. Zanim skupi się na Twoim głosie, nie mówiąc już o sensie tego, co masz do przekazania, zdąży przejrzeć kilka innych aplikacji, kont, profili lub zwyczajnie, tak po prostu - zmieni kanał. Przepadło. Dwie sekundy minęły. Następny, proszę!

Cóż... Niezbyt to przyjemne, brutalne nawet, ale co zrobić? Obawiam się, że niewiele w tej kwestii jesteśmy w stanie zrobić. Wyłączyć? Nie kupować? A może nie klikać, nie pisać, nie tylko mówić, ale i myśleć? Otóż to! Odbiór się nie zmieni - tak było, jest i najprawdopodobniej będzie. CV tatuowane na ciele raczej nie stanie się "lekiem na całe zło". Jest jednak jedna rzecz na którą mamy wpływ. To jakość. Jakość naszych wypowiedzi. Niestety, z tym co wymagające jest mały problem - szybko się nudzi. Co więcej, z każdą sekundą traci na wartości, staje się coraz bardziej nieistotną kwestią. Ilość i szybkość wypiera jakość, która zanika bezpowrotnie. Dlaczego?

W świetle reflektorów


To proste. W pewnym momencie, nie wiedzieć jak, stosunek ekspertów do słuchaczy uległ drastycznemu zachwianiu. Widownia weszła na scenę. Wiedza, doświadczenie i klasa przestały interesować. Niczym kiepski serial, "zeszły" z ramówki po jednym sezonie. Czas antenowy trafił w ręce tych, którzy zdają się wiedzieć więcej i lepiej. Dlatego raczą nas swoimi przemyśleniami za dwa złote. Teraz każdy jest fachowcem. Wie, potrafii, doradzi. Udzieli głosu. Niekoniecznie wiedzy. Wielu z nas przypadł do gustu, łapek w górę było milion. Komentarzy - nie zawsze pochlebnych, ale to nic - było mnóstwo. Udostępnień jeszcze więcej. Liczby się zgadzają. To najważneijsze. A co z treścią? Phii... Konstruktywna czy nie, krytyka zawsze jest w cenie. W myśl zasady: nieważne jak, ważne żeby mówili, zawsze znajdzie się ktoś, kto się wypowie. Dorzuci swoje trzy grosze. Czy potrzebnie? A skąd. Na temat i sensownie? Błagam. Przecież można, każdy coś dał. To i ja dorzucę!


Q