poniedziałek, 16 października 2017

Czopki i pręciki

Kolor nie istnieje lub mówiąc ściślej "istejenie tylko dlatego, że go widzimy. Jest zatem wyłącznie wytworem naszych oczu". Rozczarowani? Mi również jest przykro...
Czym zatem jest kolor? Kolor, a dokładniej percepcja koloru, to długość fali, którą postrzega nasze oko. Uno momento!? W końcu o modzie Pan piszesz czy to lekcja fizyki? Ba! Nawet anatomii. 


Kolor opisują trzy cechy: odcień, jasność zwana także walorem oraz nasycenie. Odcień to fragment widma (w skrócie obraz promieniowania) odpowiadający określonej długości fali (niebieski, czerowny, żółty, itd.). Jasność związazana jest z natężeniem bieli, zaś nasycenie z natężeniem szarości. Fizyka zaliczona. Chwila przerwy, a teraz biegiem na biologię.
Barwy postrzegamy dzięki temu, że w siatkówce oka ludzkiego występują trzy rodzaje światłoczułych komórek zwanych czopkami, z któych każdy wrażliwy jest na pewien zakres długości fal widma. Mówiąc wprost, to dzięki nim wiemy, że coś jest zielone, brązowe czy żółte. Oprócz
czopków, ludzkie oko wyposażone jest również w pręciki, które nie postrzegają barw, ale są wrażliwe na natężenie światła. "Decydują" czy dany kolor jest ciemny czy jasny. Wystarczy tych naukowych wywodów, jak na jeden raz to i tak sporo. Kto by pomyślał, że rozmawianie o modzie może być tak... Inteligentne?

Czarno na białym

Liznęliśmy, że tak to ujmę, teoretycznej wiedzy dotyczącej koloru, czas przejść do praktyki. A z tą jak wiadomo bywa różnie. Biały biustonosz pod białą bluzką? Biała bokserka pod białą koszulą? Nikt? Nic? No nie mówcie, że nigdy czegoś takiego nie widzieliście lub (tutaj nieco ściszę głos) sami czegoś takiego nie próbowaliście? "Tylko ten nie popełnia błędów, co nic nie robi". Usprawiedliwienie pierwsza klasa. To teraz coś na przyszłość, bo następnym razem nieprzygotowania nie weźmiemy - tylko jedno na semestr. Długopisy, ołówki, dłuta czy co tam kto ma w dłoń i notujemy: kolor biały odbija więcej światła. Dlatego w świetle dziennym, tudzież sztucznym, zawsze mówiąc kolokwialnie wywali nam biel na wierzch. Bez względu na to czy będzie to biały biutonosz pod białą bluzką czy różową w kropki bordo. W przypadku panów sytuacja jest identyczna. Zasada jest prosta: pod prześwitujące, wykonane z delikatnych, cienkich tkanin ubrania zakładamy bieliznę w kolorze ciała. Z kolei panowie pod białą koszulę zakładamy podkoszulek (T-shirt, nigdy ww. bokserkę!) w kolorze jasnoszarym, popielatym lub gołębim. Dla pań, raczej tych młodszych i nie na każdą okazję, mam wiadomość - czarny biustonosz noszony pod białą bluzką czy też koszulą, to nic odkrywczego, ale warte docenienia.
Mówiąc o kolorach nie sposób nie wspomnieć o czerni i związanym z nią dylemacie: dlaczego czarny wyszczupla? Czerń, która tak naprawdę nie jest kolorem lecz jego brakiem, pochałania światło i bardzo mało go oddaje. Dla obserwatora kontury czarnego ubrania są trudniejsze do
odróżnienia niż jasnego - przez efekt optyczny to samo ubranie w kolorze ciemnym wydaje się z zasady mniejsze niż białe.

Kto nie lubi pizzy?

Wrzesień to bardzo ważny czas dla mody. Oprócz odbywąjacych się w Nowym Jorku, Londynie, Mediolanie i Paryżu Tygodni Mody, to również czas, kiedy to nowe kolekcje widoczne w sklepach, inaugurują nadejsćie jesienno-zimowego sezonu. Nowe formy, style, wzory i dodatki, a także kolory, które będą wiodły prym przez najbliższe pół roku.
Jesień/zima 2017/2018 upłynie pod znakiem dwóch bardzo ciekawych kolorów, a są nimi czerwony i srebrny. Pierwszy z nich to kolor z gatunku barw jasnych i ciepłych, który wyraża optymizm, dynamizm, energię i młodość. Jest oznaką sukcesu, siły, pełni życia, ale też namiętności i ciepła. "Czerwony to kolor pepperoni. Kto nie lubi pizzy?" To również barwa, która manifestuje pobudzenie, podniecenie, ale też wprowadza skojarzenia z erotyką. Czerwone szpilki, czerwona sukienka, czerowna bielizna. Tylko pomyślcie jaki sygnał wysyłacie idąc tak ubrane na ważne wyjście lub randkę?

Drugim kolorem, który wśród całej reszty wykorzystanych w tym seoznie wybija się na prowadzenie, jest srebrny. Choć to barwa z grupy tych naturalnych, to wiele jest w stanie zdziałać. Oprócz uczucia chłodu i niepokju, które wprowadza, barwom sąsiadującym ze sobą dodaje elegancji, "metaliczności" i "technicznosci". Budzi jednoznacze skojarzenia z kosmosem, czego wyraz dał Karl Lagerfeld w swojej kolekcji dla Chanel, stawiając na środku Grand Palais rakietę kosmiczną, która w finale pokazu uniosła się pod sam jego sufit. Można? Można.

Na koniec naszych zajęć, nie jako zadanie czy coś do nauczenia, pozwolę sobie zaznaczyć, że w walce o kolor bardzo ważna jest świadomość. Nie tylko wiedza, ale też wyobraźnia. Nie problem coś założyć, kwestia czy komunikat jaki swoim strojem wysyłamy także nam pasuje?
Bo choć słowa Pierre'a Daca, który mawiał: "Gdyby nasze szare komórki były bardziej różowe, na świecie byłoby mniej morcznych myśli", wydają mi się trafne, to widząc to co się dzieje wokół nas, mam pewne wątpliowści. Jak nic potrzebny nam jest kolor!


Q


*Felieton opublikowany na łamach Tygodnika Regionalnego KORSO

poniedziałek, 25 września 2017

#Pytam, bo chciałbym wiedzieć #3

Poświęcenie - jest. Współpraca - nie ma. I kolejna nieobecność do kolekcji...

Fot. Sebastian Faena

#Pytam, bo chciałbym wiedzieć: od kiedy poświęcenie stało się kompromisem?

Młoda dziewczyna, prosto po studiach, z małej miejscowości, pracuje dorywczo - "to tak aż nie znajdę czegoś w zawodzie". Nagle... Jest! Praca w zawodzie, do tego w wielkim mieście. Dobre zarobki z perspektywą rozwoju. Czy chciała aż tyle? Pewnie, że nie. Czy skorzystała? Tak...
Aż postanowiła poświęcić się dla swojego chłopaka. Rzuca pracę, wraca w rodzinne strony, w różowych okularach spotka się z bezrobociem. M jak miłość, wiele imion ma...
Ważne! Podjęła tę decyzję świadomie. Mówi wprost: "rezygnuję z pracy i miasta, wracam".

Celowo podałem płeć bohaterów tej opowieści. Po pierwsze dlatego, że to jak zwykle(!) - to straszne uogólnienie, tak wiem, ale tym razem, wyjątkowo, mam to w głębokim poważaniu - dziewczyna poświęciła się dla chłopaka, a po drugie - tego typu "poświęcenie" cały czas uznawane jest za coś tak oczywistego, że tzw. norma, to przy tym pikuś. Pan pikuś.

Przepraszam albo nie, nie przepraszam, ale nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem tego typu "rozwiązań". No bo tak... Poświęcenie to "czyn ofiarny, pełen bohaterstwa i samozaparcia" - tylko sobie krzywdy nie zrób, ale też "gotowość do ponoszenia ofiar" - motyka w dłoń i wio!
Poświęcić się to z kolei: "zrezygnować z czegoś dla czyjegoś dobra, dla jakieś sprawy". Bije brawo. Poza tym, że już na poziomie definicji jawią się te cuda jako coś, czego bez popicia przełknąć się nie da, to jeszcze jakby na to nie spojrzeć, zawsze jedna(!) strona jest albo będzie, równo i solidnie wydymana. C'est la vie?

Pozwolę sobie dopytać - a gdzie w tym wszystkim druga połówka? Bo "do tańca trzeba dwojga", a do wspólnego życia? Forma MY obowiązuje tylko w wybrane dni tygodnia?

Gdyby komuś przyszło do głowy tłumaczyć owy, tyle wspaniałomyślny co naiwny, czyn jako
k o m p r o m i s, to błagam, niech się nie wysila. Jak nie znajdę odpowiedzi na jedno pytanie, to nic się nie stanie. Naprawdę.


Q